Subskrybuj
Dziennikarz i publicysta portalu Instytutu Spraw Obywatelskich, publicysta thinkzina Nowa Konfederacja; pisze dla Polskiego Radia 24, TVP.INFO, „Gazety Polskiej", kwartalnika „Fronda LUX" i tygodnika opinii TYGODNIK.TVP.

Gdy pieniądz znaczył niewiele…

Na kartach nieledwie dwustu stronicowej lektury Le Goff rozwija wspaniałą opowieść o tym, jak społeczeństwa tamtej epoki próbowały z jednej strony zadośćuczynić swoim dążeniom materialnym, których pieniądz miał się okazać niezbywalną częścią, z drugiej – zobowiązaniom wobec nieśmiertelnej duszy i chrześcijańskich nauk.

Jacques Le Goff w książce Średniowiecze i pieniądze. Esej z antropologii historycznej ukazuje swój kunszt mediewisty i znakomitego pisarza. Otrzymujemy świetnie napisaną, pełną erudycji pracę poświęconą znaczeniu i roli pieniądza w dawnej Europie, na szerokim tle epoki. Kościół, pieniądz, obyczajowość, ekonomia, religia i (geo)polityka – pióro autora odmalowuje i wskrzesza barwny, złożony świat, w którym chrześcijańska duchowość i etyka, jej kulturowe i społeczno-polityczne normy były probierzem i fundamentalnym punktem odniesienia dla wszystkich aspektów ludzkiej działalności, w tym ekonomii. To czyni jasnym podtytuł pracy: Esej z antropologii historycznej.

„Badanie miejsca pieniądza w średniowieczu prowadzi do wyróżnienia co najmniej dwóch głównych okresów” – stwierdza Le Goff. Pierwszy okres: wczesne średniowiecze (IV do końca XII w., od Konstantyna do św. Franciszka z Asyżu), „gdy pieniądz tracił na znaczeniu, a moneta zanikała (…). Dominującym wyznacznikiem zróżnicowania społecznego była wtedy opozycja potentes i humiles, czyli możnych i słabych”. Drugi okres zawiera się między początkiem XIII a końcem XV w. Społeczną stratyfikację wyznaczała wówczas opozycja „bogaty i ubogi” (dives i pauper): „rozkwit ekonomiczny i rozwój miast, wzmocnienie władzy królewskiej oraz nauczanie Kościoła, w tym przede wszystkim zakonów żebraczych, pozwoliły rozwijać się pieniądzowi (…) równolegle z popularnością dobrowolnego ubóstwa i silniejszym podkreślaniem ubóstwa Jezusa”.

Średniowiecze, w pewnym uproszczeniu, to czas „słabości pieniądza”, braku jego jasnego pojęcia, wynikającego zarówno z ekonomicznych realiów, jak i ówczesnego paradygmatu religijnego. Wielość monet i rynków (nawet stosunkowo rozległe kontakty handlowe kupców z Europy nie pozwalają mówić wtedy o globalizacji handlu), decentralizacja władzy zwierzchniej, tygiel nacji, narodów, zalążkowość nieokrzepłych jeszcze po upadku Imperium Rzymskiego nowych form państwowości, brak silnych instytucji finansowych, teorii ekonomicznych, które stały się warunkiem sine qua non epoki kapitalizmu, „poetyka” chrześcijańskiego odniesienia do spraw materialnych („Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną”, Mt 6, 19-20), wszystko to powodowało, że „średniowieczne przedstawienia pieniądza (…) były zawsze pejoratywne i miały wzbudzać w widzach lęk przed nim”. Stąd naczelnym symbolem pieniądza w ówczesnej ikonografii „była sakiewka na szyi bogacza, która wciąga go do piekła”.

Jednak tak bardzo nieufne – szczególnie z dzisiejszej perspektywy – odniesienie do „niegodziwej mamony” i wszelkie dwuznaczności związane z pieniądzem (obawa przed nim a jednocześnie rosnąca z czasem konieczność posługiwania się tym środkiem) bynajmniej nie czynią opowieści o nim jednoznacznie negatywną. Na kartach nieledwie dwustu stronicowej lektury Le Goff rozwija wspaniałą opowieść o tym, jak społeczeństwa tamtej epoki próbowały z jednej strony zadośćuczynić swoim dążeniom materialnym, których pieniądz miał się okazać niezbywalną częścią, z drugiej: zobowiązaniom wobec nieśmiertelnej duszy i chrześcijańskich nauk. „Kościół – zaznacza Le Goff – chciał pomóc ludziom średniowiecza zachować i sakiewkę, i życie, czyli i doczesną zamożność, i wiekuiste zbawienie (…). Jestem skłonny wpisać średniowieczny pieniądz w ekonomię daru, uznać go za uczestnika powszechnego podporządkowania ludzi łasce Boga. (…) Dwie koncepcje zdominowały użycie pieniądza w ziemskiej praktyce średniowiecza: poszukiwanie sprawiedliwości, które zauważamy zwłaszcza w teorii sprawiedliwej ceny, oraz duchowy wymóg wyrażany przez caritas”.

Krucjaty katedr i gipsiarki

Johanes Huizinga w klasycznej pracy Jesień średniowiecza opisywał tę epokę jako czasy wielkiej różnorodności, bogactwa form i obyczajów, intensywności przeżyć i doświadczeń nieznanych współczesnemu człowiekowi: „wielkie zdarzenia: urodziny, małżeństwo, śmierć, opromieniał dzięki sakramentowi blask boskiej tajemnicy. Ale również i drobniejszym sprawom, jak podróż, praca, odwiedziny, towarzyszyły tysiące błogosławieństw, ceremonii, przysłów i form towarzyskich”. Z całą pewnością prawda ta odnosi się również do średniowiecznego pieniądza, czy – mówiąc ściśle – pieniędzy. Ich wielość, różnorodność, rozdrobnienie „rynku monetarnego”, wielobarwna mozaika społeczności średniowiecznego świata, którym obca była dzisiejsza unifikacja cywilizacji globalnego rynku, przyczyniła się do pojawienia się kategorii osób „zawodowo handlujących walutą”. Kto trzymał w garści monety, ten trzymał w niej bodaj cały ówczesny znany kupcom świat. I mógł na tym świetnie zarobić.

Le Goff przytacza fragment powieści dworskiej Galeran de Bretagne, ukazujący „żywy obraz handlarzy walutą w Metz około 1220 r.: »Oto kupczący monetami/ Na swoim wózku je wykłada:/ Liczy, wymienia, kruszec bada,/ Ten mówi: dobra, ten: fałszywa,/ Podziwia skarby dusza żywa,/ Nie ujrzy tylu nawet we śnie,/ Ile ma tutaj jednocześnie./ Lepszy się los już nie wymarzy/ Niż tego, który tak kramarzy/ Skarbem ze srebra i ze złota./ Na każdym strojna lśni kapota,/ Gdy tak z tym skarbem stoi«”. Bardzo zajmująco kwestię wielości pieniądza omawia podrozdział Różnorodność monet pod koniec średniowiecza. Był to problem na tyle poważny, że „w 1469 r. w Brugii odbyła się konferencja z udziałem Ludwika XI, Edwarda IV, Fryderyka…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Katolicy otwarci: Czy Kościół trzeba ratować?