Subskrybuj

Werbigeracje, degeneracje, szaleńcze narracje

W<em> Morfinie</em> – najnowszej książce Szczepana Twardocha – niełatwo przyporządkować proste kategorie. Z pewnością można powiedzieć, że to powieść obyczajowa i psychologiczna, ale przecież także historyczna, choć sama historia nie jest w niej najważniejsza. Jest przy tym niezwykle męska – i właśnie dlatego traktuje głównie o kobietach. Ale przede wszystkim to powieść antyheroiczna.

Konstanty Willemann jest antytezą bohatera – człowiekiem wewnętrznie pękniętym, rozdartym, żyjącym w dziwnym zawieszeniu, będącym znikąd i zewsząd jednocześnie, obsesyjnie poszukującym własnej tożsamości. A jednocześnie ciągle uciekającym przed natarczywym, powracającym pytaniem: „Kim jestem?”. Uciekającym w na pozór beztroski żywot birbanta, oddającego się nałogom i rozwiązłości.

Świat obchodzi Konstantego tylko o tyle, o ile dotyczy kobiet, automobili i tańców w Paradiso. Najbardziej zaś liczy się oczywiście kolejna buteleczka morfiny, z którą nieodmiennie podąża do Sali, swojej kochanki. Piękna rudowłosa kobieta, dawna kochanka Witkacego, którą Kostek szkicuje czasem, jakby pod dyktando Egona Schielego, pozornie nie jest dla niego wcale ważna. Ale tak naprawdę jest najważniejsza – dlatego właśnie, że jest kobietą.

Życiem Kostka od zawsze rozporządzają kobiety. Liczne, różne, z określonymi wymaganiami. W pierwszej kolejności matka – katowicka mieszczka, żona niemieckiego oficera o arystokratycznych korzeniach, od początku wychowująca syna na wzorowego Polaka, planująca mu życie i karierę. Śląska wiedźma, opętana obsesjami nordyckich czaszek i celtyckich obyczajów, czytująca Georges’a Bataille’a i Sigmunda Feista. Dalej – żona Hela, jego Hela o rasowym ciele jak z marmuru, które rzeźbić chciał sam Thorak, piękna, lecz zimna, higieniczna, matka Polka pochłonięta wychowaniem ich syna Jureczka, podporządkowana ojcu i polskiemu mitowi ojczyzny. Ale są i inne kobiety – dawne kochanki, pierwsze miłości, żony przyjaciół, ślicznotki poznane w Adrii, Oazie czy Ziemiańskiej, gdzie Kostek bywa, mimo że czuje się gorszy od reszty, bo nie jest jak inni artystą, choć jednocześnie potrafi wkraść się w łaski towarzystwa.

Wszystko to zostaje przerwane we wrześniu 1939 r., gdy w życie 30-letniego Willemanna wdziera się historia. Chciałby od niej uciec, nienawidzi jej równie mocno jak koni, szabel, oficerów i mundurów. Ale ucieczki nie ma. Świat otaczający Kostka rozpada się tak samo jak ten wewnątrz niego. Życie zaczyna toczyć się w dziwnej, pustej przestrzeni – w niezdefiniowanym świecie rozciągającym się między klęską a okupacją, chociaż Twardoch zadbał o rzetelne i szczegółowe oddanie rzeczywistości. I choć trybiki historii wciągają Kostka w chwili, gdy zostaje zwerbowany do działalności konspiracyjnej, to jednak nie są w stanie go zmienić. Dla Willemanna to nadal tylko obowiązek, wykonywany pomiędzy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mit przeludnienia