Subskrybuj
Paweł Śpiewak fot. Adam Walanus
Dr hab., socjolog i historyk idei, znawca tradycji liberalnej, b. dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, komentator Biblii hebrajskiej. Autor książek m.in.: Pamięć po komunizmie (2005), Żydokomuna. Interpretacje historyczne (2012), Pięć ksiąg Tory. Komentarze (2012), Wieczny Hiob (2018)....

Moim polemistom

Przeczytałem z zaciekawieniem, zdumieniem i niekiedy wręcz z rozbawieniem komentarze wybitnych autorów. Przyznam, że w większości wypadków nie czuję powodu do ich komentowania.

Gdy Marcin Król pisze, że naród jest nowym i kiepskim wynalazkiem (można go złośliwie, acz niebezzasadnie pytać, kto go wynalazł; słowo „wynalazek” wydaje mi się całkiem nie na miejscu), to nie tylko niewiele z tego wynika, ale też pod znakiem zapytania stawia całą jego drogę intelektualną. Wszak przez tyle lat Marcin Król zajmował się polskimi tradycjami politycznymi. To był jego przedmiot zasadniczej troski. Za te dokonania go podziwiano i szanowano. A teraz po latach stwierdza, że nie ma szczególnego związku z polskim narodem i, jak można wnosić, z jego romantycznymi tęsknotami, naszym piekłem i niebem, jak to sam powiadał. Znajduję w tym nie tyle niekonsekwencję, ile rozczarowanie czy rozpacz. Rozczarował się swoim narodem, rozczarował demokracją, rozczarował swoją drogą intelektualną. To przejmujące i wielce dramatyczne zdarzenie. Okazuje się, że nie ma „żadnego narodu”, są tylko prywatne idiosynkrazje. Wynika z tego, że myśl polityczna w istocie jest zbędna, bo nie istnieje wspólnie przeżywana od pokoleń historia narodu i jego kultury. Możliwe są i uprawnione jedynie prywatne historie prywatnych ludzi. Powiada Król, że nie ma czegoś takiego jak demos i że demokracja ze swoimi instytucjami przedstawicielskimi legła w gruzach. Rozumiem, musimy posługiwać się skrótami myślowymi, acz nie należy biegać na skróty. Nie mam wątpliwości, że parlament w Polsce stał się po większej części fikcją, partie polityczne nie spełniają swoich zadań, ale to nie znaczy, że zasada przedstawicielska dotyczy tylko posłów, senatorów, bo przecież także stowarzyszeń, mediów, naukowców i opinii publicznej. Prof. Król powiada, że bronić będzie demokracji państwowej, a nie narodowej. Pięknie i mocno powiedziane, tyle że nic to nie znaczy, bo wie sam, że państwo, jego prawa i urzędnicy są zanurzeni w kulturze, obyczajach, nawykach, które ich najgłębiej kształtują, i że są one po części kulturą narodu, z którego się wywodzą czy do którego wkroczyli. Być może jest właśnie tak, że zasadniczą i wartą dyskusji kwestią jest relacja polityka – kultura i tylko wtedy będzie można nieco uporządkować argumenty. Wypowiedzi Michalskiego nie sposób komentować. Coś tam jest o bucach i cynikach, coś o Krasińskim, ale nic o świecie. Zdaje się przeciwstawiać to, co narodowe, temu, co służy doskonaleniu człowieka. Ja tego przeciwieństwa nie widzę ani w sensie logicznym, ani historycznym. Michalski ostatnio jest lewicowcem. Naucza, że wyjdziemy kiedyś z historii narodowej i pojawi się historia demosu ludzkiego. Piękne obietnice z gatunku być może szlachetnych, ale czysto utopijnych i zwykle pustych. Apokaliptyczne spekulacje są mi obce i mam je za łatwiznę.
Najzabawniejsza jest wypowiedź Sergiusza Kowalskiego. Myśli formułuje dokładnie tak jak poprawny liberał z „Gazety Wyborczej” czy „Polityki”. Niczym nie zaskakuje. Kiedyś…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Narkotyki: protezy duszy