Heroina, kokaina, amfetamina, marihuana to narkotyki. A papierosy, alkohol, kawa, herbata? Czy to też narkotyki, tyle że legalne?
Alkohol tak, z całą pewnością. Nikotyna też.
Dla większości z nas, przynajmniej w Polsce, chyba jednak nie. Prosty przykład: osobę uzależnioną od alkoholu nazwiemy alkoholikiem, ale nie narkomanem…
„Narkotyk” to słowo wytrych. Zbyt łatwe szafowanie nim i używanie go jako argumentu wiele dyskusji sprowadza na manowce, także spośród tych, które ostatnio znów przybierają u nas na sile.
Popełniamy błąd, mówiąc o narkotykach jako takich, a nie o działaniu poszczególnych substancji?
Nie, mimo wszystko da się wydzielić, zachowując kryteria naukowości czy – jak kto woli – obiektywności, taką grupę związków, które tym wspólnym mianem można określić. Są to substancje, które zażywane zwykle kilka albo kilkanaście razy, wywołują zmiany w mózgu powodujące u niektórych osób nieodpartą chęć brania ich w dalszym ciągu, mimo że są szkodliwe dla zdrowia. Oczywiście wewnątrz tego bardzo pojemnego zbioru dokonuje się przeróżnych klasyfikacji, np. na narkotyki miękkie i twarde, naturalne i syntetyczne, przyspieszające i zwalniające pracę mózgu itd. Można je także podzielić w zależności od tego, jaki procent osób spośród zażywających popada w uzależnienie. Dla alkoholu jest to ok. 15%, dla nikotyny ok. 30%, dla heroiny i amfetaminy wielkości te oscylują między 18% a 12%. Niektóre zaś substancje, takie jak np. halucynogeny typu LSD czy meskalina, a najprawdopodobniej również tetrahydrokanabinol (a więc główny związek psychoaktywny w konopiach), które my ciągle nazywamy narkotykami, nie powodują uzależnienia wywołanego zmianami w ustroju powstałymi na skutek ich zażywania, a jedynie uzależnienie behawioralne.
Zazwyczaj rozróżnia się uzależnienie fizyczne i psychiczne. Czy mówiąc o uzależnieniu behawioralnym, ma Pan na myśli to drugie?
Myślę, że trudno jest określić granicę między uzależnieniem fizycznym a psychicznym. Być może sam ten podział należałoby zakwestionować. Kleptomania, uzależnienie od zakupów, seksu w Internecie czy od Internetu w ogóle – czy tego typu zaburzenia to patologie psychiczne czy szwankująca fizjologia? Najrozsądniej byłoby odpowiedzieć: i jedno, i drugie. Oczywiście, istnieją substancje, które wprowadzane do organizmu, zmieniają jego metabolizm tak, aby dostosował się on do obecności narkotyku. Jeżeli nasz metabolizm jest tak zmieniony, to nagły brak substancji powoduje potężne zmiany i tak groźne objawy abstynencji – jak np. w delirium tremens – że podawanie niewielkich ilości danego środka stanowi warunek przeżycia. W takim przypadku możemy mówić o bardzo wyraźnym uzależnieniu fizycznym.
Uzależnieniom behawioralnym, choć obywają się one bez substancji, także towarzyszą zmiany w funkcjonowaniu mózgu czy też całego ustroju. Czy są one przyczyną czy skutkiem uzależnienia – często nie sposób rozstrzygnąć. Na pewno strona fizyczna jest w nich nie do oddzielenia od nawyku jako zjawiska w powszechnej świadomości stricte psychicznego. O tej synergii przekonałem się na własnej skórze. Kiedyś, gdy regularnie biegałem i raz zrobiłem sobie dłuższą przerwę, po paru dniach zacząłem czuć silne bóle w łydkach. Wystraszyłem się, bo znajomi lekarze podejrzewali jakieś wewnętrzne żylaki, a jak się okazało, był to najprawdopodobniej taki sam objaw bólu w łydkach jak po odstawieniu morfiny. Dochodzi do niego, ponieważ w wyniku regularnego treningu są w organizmie wytwarzane naturalne odpowiedniki morfiny – endorfiny. Można więc powiedzieć, że miałem pewne predylekcje do uzależnienia od opioidów. Na szczęście nie tyle w głowie, ile w nogach. Nawiasem mówiąc – przykład ten pokazuje, że można się uzależnić fizycznie od zachowania, nie tylko od substancji.
Co w nas się uzależnia?
Uzależnienie, to z grubsza rzecz biorąc niewłaściwe, podejmowane i podtrzymywane pomimo wywoływanych szkód zachowanie, a naszym zachowaniem kieruje mózg, więc to jego przede wszystkim dotyczy uzależnienie. Obwodowy układ nerwowy także przejawia niekiedy takie złe skłonności, czego dowodem przypadek moich łydek. Mózg kieruje zachowaniem jednostki dzięki trzem ściśle ze sobą powiązanym układom funkcjonalnym: pobudzenia, nagrody oraz świadomości i poznania (tzw. układ kognitywny). Pierwszy z nich jest odpowiedzialny za postrzeganie zjawisk i uwagę, reguluje sen i czuwanie. Drugi kieruje motywacją. To układ, który „za dobro wynagradza, a za zło karze”, tzn. pozwala rozpoznać, które zachowania są korzystne, a które nie. Te pierwsze nagradza przyjemnością, te drugie wywołują ból lub dyskomfort. I trzeci, kognitywny – odpowiadający za świadomość, zdolność uczenia się i pamięć, bardzo ważny, bo nie tylko musimy mieć motywację, ale też wiedzieć, co jest naszym celem i jak go osiągnąć.
Czy uzależnienie dotyka wszystkich tych trzech układów?
Nie, w zasadzie wszystko sprowadza się do układu nagrody. Jest on niezwykle ważny, bo reguluje wszystkie zachowania zasadnicze dla przeżycia i funkcjonowania jednostki, takie jak przyjmowanie pokarmu, wody, aktywność seksualna, agresja i wiele innych. Głód czy pragnienie motywuje organizm do ich zaspokojenia – w tym stanie jedzenie czy picie silnie pobudza układ nagrody i dostarcza przyjemności, uczucie sytości zaczyna zaś go tłumić. Jest to naturalny, wbudowany w ten mechanizm ogranicznik. Podobnie rzecz ma się z seksem czy agresją. Po przekroczeniu pewnego progu pobudzenia, które popycha nas do danych zachowań, zaczynają działać różne czynniki awersyjne, hamujące; może to być uczucie sytości, ale także ból czy zmęczenie. Czasami jednak wystarczy bardzo niewiele, by tak wysoce skomplikowany, a do tego jeszcze organiczny, system jak układ nagrody, rozregulował się i zaczął działać nieprawidłowo. Obserwujemy wtedy poważne zaburzenia zachowania, takie jak niepohamowany apetyt lub wstręt do jedzenia (które prowadzą do otyłości, anoreksji lub bulimii), niekontrolowana agresja czy różnego rodzaju anomalie psychoseksualne.
Czy jest jakaś różnica między uzależnieniem od narkotyków a pozostałymi typami uzależnień?
Różnica tkwi przede wszystkim w naturalnych ograniczeniach. Wymienione przeze mnie uzależnienia – wszystkie, które nazwalibyśmy behawioralnymi, wymagają pewnego nakładu energii, by wytworzyć taką sytuację chemiczną w naszym mózgu, która da nam przyjemność. Jeśli natomiast wprowadzimy do naszego organizmu substancje, które bezpośrednio będą działać na nasz układ nagrody, to tę samą przyjemność możemy osiągnąć w zasadzie przy znikomym wysiłku. Wystarczy połknąć tabletkę czy zrobić sobie zastrzyk. Ów brak ograniczeń decyduje o tym, że tak łatwo o przedawkowanie.
Co to właściwie znaczy, że niektóre substancje bezpośrednio oddziałują na nasz mózg?
Mózg to przede wszystkim twór niezwykły pod względem swej funkcjonalności. Już samo rusztowanie jest imponujące, ale dech w piersiach zapiera tak naprawdę sposób, w jaki całość jest ze sobą połączona i skomunikowana, to, jak cała ta subtelna architektonika żyje i działa. Układ nagrody to nie tylko określone miejsce w mózgu, lecz przede wszystkim pewien dynamiczny mechanizm. Decydują o tym substancje chemiczne naturalnie obecne w naszym organizmie zwane neuroprzekaźnikami, gdyż ich cząsteczki przenoszą przez synapsy (wyspecjalizowane punkty kontaktowe) informacje między komórkami nerwowymi oraz między neuronami a komórkami mięśniowymi i gruczołowymi. Wewnątrz komórek informacja płynie jako sygnał elektryczny, by na synapsie zmienić się w sygnał chemiczny i dotrzeć do kolejnej komórki, gdzie znów następuje zamiana na przewodnictwo elektryczne. Dzieje się tak, gdyż komórki to systemy zamknięte i jedynymi miejscami, przez które komunikują się one ze światem są receptory – białka znajdujące się w błonie komórkowej, które mogą łączyć się z substancjami sygnałowymi, czyli właśnie neuroprzekaźnikami. Takie rozwiązanie zapewnia ogromną różnorodność i uszczegółowienie przekazywanych informacji (sam sygnał elektryczny to w gruncie rzeczy system binarny, w którym operować można jedynie natężeniem i sposobem przepływu), bo różnicuje neurony w zależności od tego, z jakimi substancjami ich receptory mogą się łączyć. Narkotyki naśladują naturalne substancje sygnałowe, tzn. mogą działać na receptory tak, jak naturalny przekaźnik. I tak np. morfina, niewystępująca w organizmie zwierząt, działa jak naturalne neuropeptydy, endorfiny i enkefaliny, które łączą się z receptorami opiatowymi, wywołując euforię i zmniejszenie bólu. Nikotyna naśladuje acetylocholinę, a amfetamina i kokaina wpływają pośrednio na receptory dopaminowe, bo powodują nagromadzenie dopaminy w otoczeniu receptora. Jednym słowem, narkotyki to zazwyczaj groźne sobowtóry substancji, które naturalnie występują w naszym organizmie.
Czy można wyraźnie określić, kiedy mamy do czynienia z uzależnieniem od narkotyku?
Substancje uzależniające zazwyczaj oddziałują na receptory układu nagrody. Mówi się, że narkotyki przechwytują go, zawłaszczają i zaczynają kontrolować. Pobudzanie receptora przez substancje niefizjologiczne wywołuje głębokie zmiany patologiczne. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że pobudzenie wywołane przez narkotyk jest silniejsze od tego, które może wywołać naturalny przekaźnik. Receptor, broniąc się przed nadmiernym pobudzeniem, zmniejsza zdolność reagowania. W ten sposób rozwija się tolerancja na daną substancję. Polega ona na tym, że organizm potrzebuje coraz więcej określonej substancji dla wywołania tego samego doznania, a ostatecznie potrzebuje jej coraz więcej, już nie dla szczególnych wrażeń, ale by w ogóle mógł normalnie funkcjonować. Bardzo szybko rozwija się tolerancja na benzodiazepiny, barbiturany oraz alkohol i nikotynę. Jest to tzw. tolerancja ostra, częściej występuje jednak tolerancja przewlekła. Choć rozwija się dłużej, nie znaczy to, że ma łagodniejsze skutki. Gdy zabraknie środka pobudzającego, stan sztucznej homeostazy zostaje zachwiany i organizm zaczyna nieprawidłowo reagować na bodźce. Mamy wtedy do czynienia z tzw. objawami abstynencji, wskazującymi na uzależnienie fizyczne.
Uzależnienie zaczyna się więc wraz z tolerancją?
Uzależnienie może być efektem tolerancji, ale nie musi. Haszysz wytwarza silną tolerancję, ale niewielkie uzależnienie. A halucynogeny typu LSD w ogóle nie powodują zależności fizycznej, choć w czasie badań laboratoryjnych szczur systematycznie otrzymujący LSD potrzebuje dawki stukrotnie większej dla wywołania pełnego efektu niż szczur, który zażywa narkotyk po raz pierwszy. Ale w tworzeniu się uzależnienia ważną rolę obok tolerancji gra przeciwne do niej, a o wiele mniej znane zjawisko sensytyzacji. Polega ono na tym, że wraz ze wzrostem uzależnienia od danej substancji, coraz bardziej rośnie w siłę motywacja do jej zdobycia. I stopniowo to ona, a nie sama substancja, staje się głównym źródłem przyjemności, która warunkuje uzależnienie. Przy rozwiniętej tolerancji oczekiwanie na nagrodę, czy raczej poszukiwanie jej, staje się znacznie bardziej atrakcyjne niż jej zdobycie. Samo poszukiwanie zaczyna być stanem gratyfikowanym i pożądanym. W ten sposób zachowanie poszukiwawcze, które jest głównym objawem osiowym uzależnienia, samo staje się jego dodatkowym źródłem. Te dwa zjawiska to dwa zaciskające się szczelnie kleszcze nałogu.
Mówienie o „objawach osiowych” wskazuje na medyczny aspekt zagadnienia. Czy chce Pan powiedzieć, że uzależnienie od substancji psychoaktywnych to choroba psychiczna jak każda inna?
Tak, z medycznego punktu widzenia nie ma co do tego wątpliwości, że jest to jedna z chorób psychicznych, ale istnieje wiele, bardzo różnych chorób psychicznych. Uzależnienie nie jest skazą charakteru, psychopatią ani przejawem nieprzystosowania, ale chorobą psychiczną – ciężką, o częstych nawrotach, prowadzącą do nieodwracalnych zmian w mózgu. Uzależnienie nie tkwi w substancji! Ono zależy od nas, od reakcji naszego organizmu na sytuację środowiskową i chemiczną. U niektórych osób nawet substancje o silnym potencjale uzależniającym nie wywołują uzależnienia. Nie znaczy to jednak, że osoby uzależnione można piętnować i obwiniać, co wciąż się przecież zdarza. Wina, jeśli już chcemy o niej mówić, ogranicza się tutaj co najwyżej do momentu zgody na inicjację. Trzeba też podkreślić, że przyczyną uzależnienia może być wrodzony lub nabyty (niekoniecznie na skutek stosowania narkotyków) zespół deficytu pewnych układów w mózgu, a zarazem przewlekłe zażywanie narkotyków deficyt ten znacząco powiększa. I to jest prawdziwie tragiczne błędne koło.
Czy uzależnienie można leczyć farmakologicznie?
Przy obecnym stanie wiedzy jest to w zasadzie choroba nieuleczalna, choć możliwa do kontrolowania kosztem pewnych wyrzeczeń. Możliwości farmakoterapii są, przynajmniej na razie, ograniczone, choć wzbudza ona wciąż rosnące zainteresowanie. Ponieważ uzależnienie to choroba układu nagrody, poszukuje się leków oddziałujących właśnie na ten układ. Próbowano neuroleptyków (leków przeciwpsychotycznych), które zwykle stosuje się w schizofrenii. Są one jednak awersywne, tzn. wywołują nieprzyjemne objawy ogólnego dyskomfortu, co wyklucza dobrowolne ich stosowanie przez osoby uzależnione. Na działanie układu nagrody w istotny sposób wpływa noradrenalina, jeden z neuroprzekaźników. Lek, który hamuje jej uwalnianie się, to klonidyna. W krakowskim Instytucie Farmakologii PAN wykazaliśmy, że blokuje ona objawy odstawienia. Jednak dotyczy to tylko fizycznego aspektu uzależnienia, nie wpływa zaś na psychiczny. Pomimo tej połowicznej skuteczności stosuje się ją u heroinistów. Trwają badania nad rolą, jaką w uzależnieniach odgrywa wewnątrzkomórkowy wapń (jon Ca2+), który wnika do neuronów przez kilka typów kanałów. To ważny ślad, bo prowadzone przez nas badania dowiodły, że związki (m.in. klonidyna właśnie), które blokują pewien typ kanałów wapniowych, hamują rozwój uzależnienia od morfiny u szczurów. Znani dotąd antagoniści innego ważnego typu kanałów wapniowych, mających znaczenie w blokowaniu uzależnienia, działają jednak halucynogennie, więc raczej substancje te nie będą używane w farmakoterapii. Wszystko wskazuje na to, że niektóre środki halucynogenne zmniejszają zachowania poszukiwawcze. Taką substancją jest np. ibogaina. Niszczy ona jednak komórki nerwowe, co wyklucza jej stosowanie jako leku.
A terapie substytucyjne, w których zamiast narkotyku uzależnieni otrzymują zastępniki ciężkich narkotyków?
Jakiś czas temu byłem na konferencji w Bełchatowie, gdzie mówiono, że wreszcie psychoterapeuci w Polsce zaczynają się godzić, by stosować leki przy leczeniu odwykowym od narkotyków! Duża część społeczeństwa wciąż uważa, że terapie substytucyjne to promocja narkomanii. Dopiero zaczyna wśród nas dochodzić do głosu przekonanie, że w walce z narkotykami sukcesem jest już redukcja złych skutków i zmniejszenie zażywania substancji psychoaktywnych, a nie jedynie pełna abstynencja, i że to redukcja szkód powinna być dyrektywą w systemowych działaniach przeciw narkomanii, nie zaś hasło „społeczeństwo wolne od narkotyków”, które w rzeczywistości jest czczym sloganem. Terapia substytucyjna najlepiej sprawdziła się w przypadku morfinistów i heroinistów. Okazało się, że najskuteczniejszą rzeczą, żeby ich wyprowadzić z nałogu, a przynajmniej, żeby ograniczyć jego złe skutki, jest podanie im słabiej działającego opioidu – metadonu. Ma on pewien potencjał uzależniający, ale znacznie mniejszy niż morfina czy heroina, nie powoduje natomiast obniżenia odporności organizmu, dzięki czemu jest mniejsze ryzyko zarażenia wirusem HIV, zachorowania na gruźlicę itp. Terapia metadonowa nie wszędzie jest jednak tolerowana, a w Rosji wręcz bezpardonowo zwalczana. Muszą za tym stać działające tam na dużą skalę gangi narkotykowe, którym wprowadzenie tej terapii zmniejszyłoby rynek. W Polsce też mieliśmy trudności z jej wdrożeniem. Program, którym w jednym z miast wojewódzkich miało być objęte 120 osób – heroinistów i morfinistów, czekał przygotowany na papierze przez 2 lata z uwagi na protesty o charakterze moralnym. Gdy wreszcie ruszył, okazało się, że jego odbiorców jest już tylko osiemdziesięciu paru, bo reszta umarła. To opóźnienie zabiło więc ponad 30 osób, które czekały na terapię (umieralność w trakcie terapii metadonem jest praktycznie zerowa). Podobnie niezdrowa, pełna niepotrzebnego strachu atmosfera panuje wokół medycznego wykorzystywania substancji psychotropowych. Mnóstwo leków ma działanie uzależniające. Przy ciężkich schorzeniach, których nie sposób leczyć inaczej, to żaden powód, by ich zakazywać. Idiotyzmem jest badać, czy ktoś umierający na nowotwór może się uzależnić od marihuany, by rozstrzygnąć czy możemy mu ją podać czy nie. W takich sytuacjach trzeba zaufać racjonalności i empatii jako jedynej dopuszczalnej emocji, a nie ideologiom. Wtedy będziemy mieć szansę na zdrowe społeczeństwo.
Czy skłonność do odurzania się leży w naturze człowieka, czy też raczej jest to patologia, anomalia?
Nasz układ nagrody ma wrodzoną tendencję do maksymalnego wykorzystania, pobudzenia. Przekonują o tym badania, w których za pomocą elektrody wprowadzonej do mózgu możliwe jest drażnienie rejonów odpowiadających za odczuwanie rozkoszy. Przeprowadzane były one zarówno na ludziach, jak i na zwierzętach, głównie szczurach. Wiemy, że gdy szczur może sam za pomocą dźwigni drażnić te ośrodki prądem, będzie to robił do całkowitego wyczerpania. Gdy tylko prąd zostanie wyłączony, po kilku nieudanych próbach zwierzę zasypia z przemęczenia, ale wystarczy znów włączyć prąd i raz go podrażnić, by wrócił do dźwigni. Choć dziś wydaje nam się to skrajnie nieprzystosowawcze, to jednak odegrało bardzo pozytywną rolę w historii rozwoju gatunku ludzkiego. W warunkach naturalnych, gdy człowiek ciągle mierzył się z brakiem czegoś, uszkodzeniem ciała czy utratą życia, ważne było wykorzystać do końca każdą nadarzającą się okazję do zwiększenia swoich szans na przeżycie – nieważne, czy chodziło o jedzenie, picie czy seks.
Czy odurzanie się różnymi substancjami jest czymś specyficznie ludzkim?
Nie, tylko że homo sapiens ma największe szanse na odurzanie się, bo potrafi sobie znaleźć i wytworzyć potrzebne mu do tego substancje. Jakiś czas temu w Internecie widziałem film o zwierzętach, które szukają i jedzą gnijące owoce, i w ten sposób się upijają (www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jywjgxx0qvc#). Kiedyś przeprowadzono badania nad skłonnościami różnych gatunków zwierząt do alkoholu. Okazało się, że niektóre mają na niego awersję, niektóre preferencję, a niektóre raz tak, raz tak. Zabawnie ma się sprawa np. z jeżami. Jeż preferuje przeważnie wodę, ale od czasu do czasu lubi alkohol. Jak się mu zbierze ochota na alkohol, to pije aż do całkowitego upicia się, tak że wręcz się zatacza, potem ma kaca, przysięga sobie, że już nigdy tego świństwa nie tknie i przez długi czas rzeczywiście pije tylko wodę. Przychodzi jednak taki czas, że znów wraca do alkoholu.
Myślę, że zasadniczej różnicy w zasadzie działania układu nagrody między nami a zwierzętami nie ma. Samodrażnienie elektryczne w celu wywołania przyjemności obserwowano nie tylko u szczurów. Przypadki takie opisano u wielu różnych gatunków począwszy od złotych rybek, przez świnki morskie, koty, psy, po delfiny i małpy. Cała różnica polega na tym, że zwierzęta bardziej niż ludzie podlegają naturalnym ograniczeniom. Mają słabiej rozwinięte możliwości poznawcze. A te są konieczne, by móc dostarczyć sobie odpowiednich ilości danej substancji odurzającej. Na pewno wiadomo, że zwierzęta bardzo łatwo uzależniają się od alkoholu, co widać już po żyjących z człowiekiem psach. Przede wszystkim jednak człowiek i zwierzę będący pod wpływem środków odurzających, a więc z zaburzonym układem kognitywnym, mają bardzo nierówne szanse przeżycia. Odurzone zwierzę staje się od razu potencjalnym obiektem ataku. Można więc przypuszczać, że nawet jeśli zwierzęta mają skłonność do odurzania się, to w ich przypadku kwestia przeżycia jest poważnym czynnikiem skłonność tę blokującym. Człowiek zaś żyje w wysoce zorganizowanym stadzie, które bardzo chroni swoje osobniki i zapewnia im warunki, w których tej skłonności można sobie bez oczywistego narażenia życia pofolgować.
Jakie są obecnie najczęstsze i najistotniejsze przyczyny zażywania substancji psychotropowych?
Człowiek jest gatunkiem, który bardzo wysoko ceni wolność i od początku swego istnienia intensywnie eksploruje świat, który go otacza. Dlatego zszedł kiedyś z drzewa na ziemię. Poszukiwanie nowości i idące w ślad za nią poczucie wolności to postawy silnie nagradzane przez nasz mózg. Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi. To oni najczęściej tworzą grupy, które bardzo dowartościowują ryzyko, a zarazem często mają charakter anarchistyczny, buntowniczy. Myślę tu np. o grupach rowerzystów górskich, w których najlepsi, najbardziej poważani są ci najbardziej połamani, bo uchodzą za najodważniejszych. Tkwi w nas tendencja do ryzyka, zwłaszcza wśród mężczyzn, gdyż w ich przypadku zachowanie agresywne w toku ewolucji zostało silniej zakorzenione niż u kobiet. Te względy odgrywają największą rolę, jeśli chodzi o pierwszy kontakt z substancjami odurzającymi. I dlatego tak duży wpływ ma tu także grupa rówieśnicza. Wiele osób sięga jednak po narkotyki z powodów bardzo praktycznych, by zwiększyć swoją sprawność działania w społeczeństwie, pokonać ograniczenia związane ze zmęczeniem, efektywniej się uczyć czy pracować. Myślę tu głównie o różnego rodzaju stymulantach. Dla niektórych będą to też zapewne cele religijne – biorą, by doświadczyć czegoś duchowego.
Czy po narkotyki nie sięga się dziś jednak przede wszystkim w celach rekreacyjnych?To prawda, większa część ludzi zażywa narkotyki wyłącznie dlatego, że sprawia im to przyjemność, choć oczywiście osoby te często racjonalizują sobie powody, dla których sięgają po substancje psychoaktywne i podają inne uzasadnienia. Powiedzmy sobie jednak szczerze: człowiekowi przyjemność jest do życia potrzebna. Naprawdę musimy żyć na pewnym poziomie hedonii. Dlatego używki były z człowiekiem od zawsze i najprawdopodobniej na zawsze…