Paweł Śpiewak nie uważa się za historyka, a swojej ostatniej książki nie określa jako pozycji historycznej. Tym niemniej podjęty przez niego temat jest od dawna przedmiotem naukowych sporów, a sam tytuł: Żydokomuna. Interpretacje historyczne, prowokuje do spojrzenia na książkę z punktu widzenia historyka. W jednym z wywiadów prasowych Śpiewak stwierdził, że bardzo odpowiada mu sposób pisania o historii, jaki praktykuje Jan Tomasz Gross. „Gross o przeszłości pisze bardzo wyraziście, nie boi się uogólniać, mocno postawić sprawy. To mi bardzo imponuje” – przyznaje autor Żydokomuny. Inspiracje pisarstwem historycznym Grossa są u Śpiewaka rzeczywiście bardzo widoczne.
Na niespełna 250 stronach Paweł Śpiewak mierzy się z fenomenem żydokomuny, który do tej pory był zaskakująco słabo reprezentowany w literaturze naukowej. Poświęcono mu co prawda pewną liczbę rozproszonych studiów, nie znalazł się jednak do tej pory badacz, który spróbowałby ująć tę tematykę tak całościowo jak Śpiewak. Trzeba więc przyznać, że udało mu się skutecznie przełamać niemoc zawodowych historyków. Sposób ujęcia problemu jest nieszablonowy, autor prezentuje bowiem szeroki kontekst wydarzeń sprzed wojny polsko-bolszewickiej, zwyczajowo uważanej za początek mitu o żydokomunie w Polce. Cezurą początkową jest rewolucja 1905 r. stanowiąca dla Śpiewaka narodziny polskiej polityki masowej, a co za tym idzie: również moment rozbudzenia politycznego Żydów. Nie oznacza to jednak, że Śpiewak uznaje żydokomunę za zjawisko endemicznie polskie. Wręcz przeciwnie, analizując rozwój tego przesądu w Polsce, obszernie opisuje też sytuację na innych terenach ówczesnego Cesarstwa Rosyjskiego, a we fragmentach poświęconych dwudziestoleciu międzywojennemu odnosi się do historii ruchów komunistycznych w wielu krajach Europy tak Wschodniej, jak i Zachodniej.
Autor nie ukrywa, że jednym z celów książki jest zdemaskowanie mitu o istnieniu żydokomuny, która miała stanowić wszechpotężny spisek dążący do zagarnięcia władzy, a po jej przejęciu – do zniszczenia swoich przeciwników. Śpiewak rzeczywiście nie pozostawia czytelnikom najmniejszych wątpliwości co do tego, jaka jest jego opinia na temat teorii o istnieniu żydokomuny, co podkreśla pełnymi zaangażowania stwierdzeniami. Komentując sejmową wypowiedź premiera Wincentego Witosa, w której stawiał on tezę, że Żydzi sami kreują się na ofiary, organizując przeciw sobie antysemickie bojówki, autor pisze, że „większy idiotyzm trudno było premierowi rządu wymyślić”, natomiast wnioskowanie Romana Dmowskiego o spisku finansjery żydowskiej i żydowskiego proletariatu ocenia jako „nader zaskakujące i kompletnie bez sensu”.
Tożsamość żydowskiego komunisty
Tytuł zdaje się sugerować, że autor przeanalizuje rozwój samego mitu żydokomuny, przyczyny jego powstania i momenty największego nasilenia. Rzeczywiście, elementy te są w książce obecne, ale nie stanowią jej najistotniejszej części. Idąc za przykładem wspomnianego już Grossa, Śpiewak przyjął bowiem w dużej mierze punkt widzenia Żydów komunistów, próbując zrozumieć ich drogę do ideologii jako jeden ze sposobów na emancypację, umożliwiającą opuszczenie kulturowego getta. Autor wyraźnie podkreśla, że nie była to droga łatwa, ponieważ tak w czasach rewolucji 1905 r., jak i później wiązała się ona z wyjątkowo bolesnym procesem opuszczania społeczności żydowskiej i przyjmowania tożsamości komunisty. Spojrzenie na komunizm z tej perspektywy to ogromna zaleta Żydokomuny, bowiem tego rodzaju podejście należy wciąż do rzadkości.
Fakt, iż autor przedstawia problematykę żydokomuny z punktu widzenia Żydów, a przede wszystkim komunistów żydowskiego pochodzenia, w niektórych momentach bywa też słabością. Autor pisze m.in. o tym, że cechą właściwą Żydom komunistom było obdarzanie szczególną estymą osób wykształconych, a także respekt w stosunku do ideologii. Miało się to według niego wiązać z tradycyjnym dla Żydów szacunkiem do wykształcenia, który został przeniesiony na ludzi „obkutych w marksizmie” (s. 158). Ta interpretacja wydaje się mało przekonująca – warto byłoby spojrzeć na ten problem szerzej, odnosząc się do koncepcji „religiopodobnego komunizmu”, o której pisał Marcin Kula. Dzięki niej można dostrzec, że obecność swoistych „marksistowskich kapłanów” jest właściwe dla komunizmu jako takiego, nie tylko dla komunistów żydowskich. Podobny problem stanowi to, że autor na ogół nie przedstawia bliżej spojrzenia drugiej strony, rezygnując choćby z zakrojonej na szerszą skalę próby racjonalizacji przesądów antyżydowskich. Niefortunne wydaje się także przypisywanie radykalizmu, jaki charakteryzował lata 30., jedynie komunizmowi. Tłumacząc przyczyny zaangażowania młodych Żydów w komunizm, pisał: „Komuniści odchodzili od starego, jak powiadali, zmurszałego świata, który się już walił”. Warto dodać, że tą samą retoryką posługiwali się działacze polskich organizacji skrajnie prawicowych, które stosowały hasła antysemickie.
Antysemickie kliszeJednym z mocnych punktów książki jest ukazanie antysemityzmu jako zjawiska długiego trwania (przynajmniej jak na warunki ubiegłego stulecia). Dzięki temu czytelnicy mogą dostrzec zupełnie bezrefleksyjne powielanie klisz antysemickich przez kolejne pokolenia, co stanowi frapującą podstawę do refleksji na temat tytułowej żydokomuny jako zlepka insynuacji, pozbawionych realnego sensu. Instrumentarium stosowane przez Śpiewaka nie ogranicza się do metod…