Subskrybuj
Historyk sztuki, krytyk. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”.

Przygody z obrazem

A Bigger Splash: Painting after Performance w londyńskiej Tate Modern to próba przyjrzenia się „potyczkom z malarstwem” w ostatnim półwieczu, ale można spojrzeć na tę wystawę inaczej: pokazuje ona, w jaki sposób zmienia się geografia samej sztuki i pisanie jej historii.

Wystawę otwierają dwa obrazy: Summertime: Number 9A Jacksona Pollocka z 1948 r. oraz A Bigger Splash Davida Hockneya z roku 1967. To kontrastowe zestawienie: artystów reprezentujących nie tylko dwa różne pokolenia (Pollock urodził się w 1912 r., Hockney w 1937), lecz także odmienny stosunek do malarstwa. Summertime: Number 9A to klasyczny przykład action painting, twórczości, która całkowicie zerwała z obrazowaniem. Z kolei A Bigger Splash może posłużyć niemalże za podręcznikową ilustrację twórczości będącej w latach 60. odpowiedzią na zalew ekspresyjnej abstrakcji, coraz bardziej zbanalizowanej i sprowadzającej się do rytualnie powtarzanych gestów.
Odwołanie do obrazu Hockneya mogłoby sugerować, że wystawa w Tate zostanie poświęcona próbom uporania się z kolejnymi negacjami obrazowania. Zwłaszcza poprzez nawiązanie do fotografii (i filmu) oraz wykorzystanie jej jako swoistego medium pośredniczącego, pozwalającego malarstwu znaleźć punkt zahaczenia w rzeczywistości, od Gerharda Richtera i Andy’ego Warhola w latach 60., przez Marlene Dumas, Martina Kippenbergera i Luca Tuymansa po Eberharda Havekosta i Wilhelma Sasnala w kolejnych dekadach. Dobrze ten proces pokazywała m.in. londyńska wystawa – The Painting of Modern Life prezentowana w The Hayward Gallery w 2007 r. Hockney może być tu klasycznym przypadkiem, w A Bigger Splash (od tego obrazu zaczerpnięto tytuł całej wystawy) pozostawił nawet ślad pośredniczącego medium: obramowanie powtarzające charakterystyczne marginesy zdjęć wykonanych przez polaroid, po który artysta tak często sięgał.

Doświadczanie epoki

Wystawa w Tate pokazuje jednak całkiem inną odpowiedź na malarstwo Pollocka. Obu obrazom towarzyszą filmy. Na jednym widzimy nowojorskiego artystę uprawiającego dripping: Pollock pokrywa leżące poziomo płótna farbami skapującymi z trzymanego w dłoni pędzla. Drugi film przedstawia Hockneya, który obserwuje podczas malowania skok chłopca do basenu i rozpryskującą się na boki wodę. Za każdym razem obraz traktowany jest jako swoista arena, na której – jak piszą twórcy wystawy – „wykonywane są performatywne gesty i zostają odegrane akty”.

Obydwa obrazy tworzą ramę dla zgromadzonych na wystawie dzieł ponad 50 artystów, powstałych od lat 50. ubiegłego wieku po współczesność: obrazów, fotografii, instalacji i wideo. Wszystkie one pokazują, w jaki sposób te kluczowe doświadczenia sztuki okresu po II wojnie światowej „zakwestionowały, ale i wzmocniły medium malarstwa dla kolejnych pokoleń”.

Na A Bigger Splash znalazły się działania z lat 50. i 60., w których w różny sposób zostaje zanegowany tradycyjny status obrazu, a w jego powstaniu ogromne znaczenie ma wykorzystywany przez Pollocka przypadek.
On sam zresztą mówił: „Żadnych szkiców / akceptacja tego co robię – / doświadczanie naszej epoki poprzez malarstwo / żadnych ilustracji (lecz ekwiwalent) / skoncentrowany / płynny”.
To pochwała niemalże anarchicznej wolności, chociaż warto pamiętać, że – jak podkreślał Clement Greenberg, krytyk kluczowy dla sztuki tamtego okresu – artysta bardzo świadomie ten anarchizm działania kontrolował.

Żywe obrazy

W Londynie przypomniano zatem akcje związanego z ruchem Nouveau Réalisme Yves’a Kleina, podczas których pokryte farbą nagie ciała modelek odciskane były na czystym płótnie, a także działania członków japońskiej grupy Gutai tworzących obrazy m.in. za pomocą niekontrolowanych rozprysków, czy prace Francuzki Niki de Saint Phalle, która strzałami z wiatrówki roztrzaskiwała przytwierdzone do płótna woreczki z farbą, co pozwalało jej strumieniom spływać i dowolnie układać się na powierzchni. Wreszcie na wystawie znalazły się działania wiedeńskich akcjonistów, którzy proces tworzenia zamienili w wielki teatr, w rytuał spektakularny i okrutny, z licznymi elementami transgresji. To m.in. wiedeńczycy zaczynają także traktować własne ciało jako podłoże dla malarstwa. Günter Brus pokrywa całego siebie białą farbą i jako „żywy obraz” w 1965 r., ku konsternacji mieszkańców austriackiej stolicy, wychodzi na miasto. Te doświadczenia lat 60. będą wykorzystywane w kolejnych dekadach, w performance’ach Brytyjczyka Stuarta Brisleya, Koreańczyka Kang-so Lee czy Wang Penga z Chin malujących za pomocą swojego ciała, lub przez Wiktora Gutta i Waldemara Radziszewskiego malujących na własnym ciele. W każdym z tych przypadków obraz został całkowicie zanegowany.

A Bigger Splashpokazuje także inny paradoks związany z malowaniem ciała: w jaki sposób za pomocą rozmaitych make-upów, farb, a także strojów artyści grają z własnym wizerunkiem: Amerykanka Cindy Sherman wciela się w różne kobiece role, Derek Jarman i Andy Warhol podważają własną tożsamość płciową, Chorwatka Sanja Iveković pokazuje, w jaki sposób zostają utrwalane…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Prawo do zabijania