Katastrofa smoleńska i jej następstwa były – poza wszystkim innym – również ogromnym wydarzeniem medialnym. Przez pierwsze dwa tygodnie nie mówiono o niczym innym, tragedia zdominowała środki masowego przekazu również przez wiele następnych miesięcy. To, w jaki sposób różnicowały się media w zależności od stosunku do katastrofy, byłoby tematem na fascynującą pracę medioznawczą, która niestety pewnie już nie powstanie, zarówno z uwagi na ogrom sprawy, jak i na coraz większy dystans czasowy. Filmy dokumentalne dotyczące katastrofy stanowią jedynie niewielki ułamek tego, co miało miejsce w mediach. One również są w historii polskiego kina fenomenem. Nie przypominam sobie bowiem żadnego innego pojedynczego wydarzenia, które zainicjowałoby powstanie tak wielu filmów dokumentalnych, w dodatku tak różnych w swojej wymowie i sposobie postrzegania świata.
Prawica i cała reszta
Ogółem znanych mi jest 19 filmów dokumentalnych związanych z katastrofą i jej rozmaicie pojmowanymi następstwami, włączając w to filmy zagraniczne. Można je podzielić na kilka grup, z których najliczniejszą, a także najbardziej spójną stanowią filmy, które nazwę tu umownie „prawicowymi”. O takiej kwalifikacji przesądza zbieżność ich sposobu postrzegania świata z poglądami głoszonymi przez prawicowe media (np. „Gazetę Polską”) oraz partię Prawo i Sprawiedliwość. Na tę wizję składa się nieufność (delikatnie rzecz ujmując) do oficjalnej wersji wydarzeń, uznającej katastrofę Tu-154 za wypadek lotniczy; niechęć (mówiąc równie oględnie) do aktualnie rządzącej ekipy, a także tzw. mediów „głównego nurtu”; nieufność i niechęć wobec Rosji; apologetyczny stosunek do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przedstawianego jako wielki mąż stanu niszczony przez liberalne media; model patriotyzmu, łatwo kojarzący z pewnym wariantem polskiego XIX-wiecznego romantyzmu, oparty na przeświadczeniu o nierozerwalnym związku polskości i katolicyzmu, zawierający wątki martyrologii i mesjanizmu. Filmy „prawicowe” zawierają wszystkie bądź przynajmniej niektóre z powyższych właściwości, w rozmaitych proporcjach. O ich „prawicowości” świadczą również okoliczności ich powstania i sposób dystrybucji. Większość z nich została wyprodukowana przez „Gazetę Polską” albo przez firmę Open Group, znaną z realizacji filmów dokumentalnych, przede wszystkim historycznych, o orientacji prawicowej. A wreszcie ich autorami są twórcy lub dziennikarze, którzy sami definiują się jako prawicowcy i nierzadko angażują się w działania polityczne, jak Ewa Stankiewicz czy Anita Gargas.
Na dokumenty „prawicowe” składa się 10 tytułów. Są to: cztery filmy autorstwa Ewy Stankiewicz we współpracy z Janem Pospieszalskim, Solidarni 2010 (2010), Krzyż (2011) anonsowany przez samych realizatorów jako druga część Solidarnych 2010, Lista pasażerów, cz. I i II (2011); dwa filmy Anity Gargas: 10-04-10 (2010) oraz Anatomia upadku (2012); dwa filmy Joanny Lichockiej i Marii Dłużewskiej: Mgła (2011) i Pogarda (2011); ponadto Zobaczyłem zjednoczony naród (2011) Anny Ferens, a także List z Polski (2011) zrealizowany przez Mariusza Pilisa dla telewizji holenderskiej.
Druga grupa jest znacznie mniej liczna i spójna. Filmy, które się do niej zaliczają, łączy przede wszystkim to, że zaprzeczają wizji reprezentowanej przez dokumenty „prawicowe”. Nie ma w nich akcentów antypaństwowych ani antyrosyjskich, Lechowi Kaczyńskiemu poświęca się mało uwagi, katastrofę uważa się za wypadek lotniczy, trudno się też doszukać obecnego w filmach „prawicowych” modelu patriotyzmu. Wszystkie one były emitowane w telewizjach „głównego nurtu”, tzn. w TVP lub stacji TVN. Do grupy tej zaliczam: Smoleński lot (2011) Moniki Sieradzkiej, wyprodukowany przez TVP; Katastrofę (2011) Artura Żmijewskiego dla 29. Biennale w São Paulo oraz dwa filmy Ewy Ewart: W milczeniu (2011) dla TVN oraz Tragedię smoleńską (2011) zrealizowany dla telewizji BBC. Do tej grupy zaliczyłbym też trzypłytowe wydanie DVD pt. Bądźmy razem (2010) zrealizowane przez TVP.
Trzecia grupa to dwa filmy zagraniczne: Katyński syndrom (2010) zrealizowany dla pierwszego programu telewizji rosyjskiej, oraz Śmierć prezydenta (2013) wyprodukowany przez kanał National Geographic w ramach serii Katastrofy w przestworzach, poświęconej wypadkom lotniczym. Wreszcie czwartą grupę stanowią filmy „prywatne”, „amatorskie”, niezależne, studenckie. Może ich być niemało, ale osobiście znam dwa: Mam prawo tu stać (2010) Michała Brożonowicza oraz 7 dni (2010) Damiana Żurawskiego. W obu tych grupach również nie ma miejsca na ideologię prawicową, filmy zagraniczne pomijają milczeniem wszelkie zagadnienia polityczne i zdecydowanie przedstawiają katastrofę lotniczą jako wypadek (choć film rosyjski referuje zarzuty polskiej prawicy).
Krystalizacja tożsamości
We wszystkich tych filmach najmniej interesujące są kwestie związane z samą katastrofą. Niektóre z nich stanowią właściwie ilustrację tez tzw. komisji Macierewicza, wykorzystując – jak Anatomia upadku – symulacje komputerowe przygotowane przez jej ekspertów oraz wypowiedzi świadków mające te ustalenia potwierdzać (choć, jak się dobrze wsłuchać, niekoniecznie to robią); inne, jak Smoleński lot, Tragedia smoleńska czy Śmierć prezydenta, podkreślają te wszystkie okoliczności wypadku, które podnosi raport komisji Millera, a więc złą pogodę, błędy w pilotażu czy kontroli lotu. Pod tym względem każdy z filmów dowodzi założonej tezy, ilustruje pewien typ spojrzenia na katastrofę, żaden natomiast nie zajmuje się weryfikacją wersji drugiej strony. Nie wiadomo zresztą, czy byłoby to do udźwignięcia dla filmu dokumentalnego, którego rolą jest zazwyczaj raczej czytelne objaśnianie świata niż wnikanie w jego zawiłości.
O wiele ciekawsze jest spojrzenie na filmy smoleńskie jako na dokumenty socjologiczne, a nawet antropologiczne, mówiące o stanie zbiorowej świadomości. Z tego punktu widzenia na większą uwagę zasługują filmy „prawicowe”. Decyduje o tym ich skrajność i nieprzejednanie, a nawet napastliwość. Pod tym względem asymetria między nimi a wszystkimi pozostałymi jest widoczna gołym okiem. W filmach z pozostałych grup nikogo się nie oskarża, nawet jeśli wskazuje się na błędy w pilotażu czy kontroli lotu, to nie wyrokuje się o winie poszczególnych ludzi, nie mówiąc już o tym, że nie ma w nich żadnych oskarżeń pod adresem grup politycznych czy społecznych. Tymczasem w dokumentach prawicowych padają najcięższe oskarżenia zarówno wobec polityków z partii rządzącej, jak i pod adresem Rosjan. Oskarżenia wypowiadane z pełnym przekonaniem, z głębokim przeświadczeniem, że żaden człowiek dobrej woli po prostu nie może myśleć inaczej.
Zarzuca się niekiedy tym filmom, że są propagandowe, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. One odkryły istnienie pewnej wspólnoty, a zarazem, odkrywając ją, przyczyniły się do jej ukonstytuowania. Myślę tutaj zwłaszcza o filmach Solidarni 2010 oraz Krzyż. Pierwszy z nich powstał bardzo szybko, wyemitowano go w telewizji publicznej już 24 kwietnia, w dwa tygodnie po katastrofie. Jest to zresztą jedyny „prawicowy” dokument, który został wyemitowany w telewizji publicznej. Solidarni 2010 to właściwie półtoragodzinna sonda uliczna, prowadzona gównie przed Pałacem Prezydenckim w pierwszych dniach po katastrofie oraz podczas pogrzebu pary prezydenckiej w Krakowie. W filmie udało się zarejestrować atmosferę ogromnego poruszenia, niedowierzania i szoku. Tłumy widoczne w kadrze, wielka liczba wypowiadających się osób w różnym wieku i różnych profesji, pochodzących z różnych stron kraju, a także ciągła obecność symboli narodowych, stwarzają poczucie, że film przemawia niejako w imieniu „całego narodu”, że oddaje nastawienie wszystkich Polaków. Wrażenie mylne – na co zresztą wskazywali komentatorzy – bo do kamery wypowiadają się wyłącznie przedstawiciele jednego światopoglądu, ludzie niezadowoleni z państwa, w którym im przyszło żyć, z modelu stosunków społecznych, z wartości propagowanych w mediach „głównego nurtu”. Z ich wypowiedzi wyraźnie wynika, że czuli się dotąd marginalizowani, wyśmiewani, spychani na drugi plan. Nagle – przy okazji katastrofy smoleńskiej – odkryli, że tak jak oni, myśli wielu. Film Solidarni 2010 pokazuje narodziny tej wspólnoty. Jej spoiwem jest świetlana pamięć tragicznie zmarłego prezydenta, tak niezasłużenie krzywdzonego, a także wspólny wróg: aktualny rząd, kierujący się złymi intencjami, wspierające go liberalne media, a także wielki sąsiad ze wschodu. Tytułem filmu realizatorzy nobilitują tę wspólnotę, wiążąc ją z wyzwoleńczym ruchem Solidarności i zarazem sugerując, że nadszedł czas na kolejny, podobny do tamtego zryw narodowowyzwoleńczy.
Krzyż, anonsowany jako druga część Solidarnych 2010, a poświęcony głównie sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu pokazuje tę samą wspólnotę, ale w nieco inny sposób. O ile w Solidarnych 2010 po prostu nie ma ludzi myślących inaczej, wskutek czego może powstać mylne wrażenie, że wszyscy Polacy wyznają głoszony w tym filmie światopogląd, to Krzyż pokazuje społeczeństwo rozdarte. Autorka filmu nie do końca może się zdecydować, czy obrońcy krzyża są w większości czy w mniejszości, ale ostatecznie przeważa ta druga opcja. Ukazani są nieomal jak pierwsi chrześcijanie, szlachetni, skromni, rozsądni, przeciwstawieni szalejącej tłuszczy i agresywnym pijakom, czy wreszcie znacznie od nich liczniejszym oddziałom policji. Sympatie realizatorki są w tym filmie ewidentne – nawet nie stara się ona zrozumieć racji ludzi, którzy nie chcą krzyża na Krakowskim Przedmieściu, ale ta stronniczość wychodzi jej filmom na dobre, bo dzięki niej zostaje wyostrzony obraz dwóch niezwykle ważnych procesów socjologicznych: krystalizacji tożsamości społecznej i politycznej ludzi, którzy źle się czują w otaczającej ich rzeczywistości i w obronie przed nią sięgają do tradycyjnego wzoru Polaka-katolika, a zarazem opcji przeciwstawnej – tych, których drażni nadmierna ich zdaniem obecność Kościoła katolickiego w życiu publicznym, jak również prawicowy model polskości.
Chaos i zbrodnia
Scharakteryzowany powyżej konflikt ma charakter wewnętrzny. Jednak prawicowe dokumenty smoleńskie są niezwykle ciekawe również z uwagi na zawartą w nich swoistą geografię polityczną, w tym zwłaszcza stosunek do Rosji oraz Europy. Już w 2004 r. Tomasz Zarycki opisywał rolę, jaką oba te imaginacyjne obszary odgrywają w kształtowaniu polskiej tożsamości (Tomasz Zarycki, Uses of Russia: the Role of Russia in the Modern, Polish National Identity, „East European Politics and Societes” 2004, nr 18). Jak pisał, Polacy kompensują kompleks niższości wobec Zachodu poczuciem wyższości w stosunku do Wschodu. Negatywny obraz Rosji dostarcza Polakom punktu odniesienia i pozwala ujrzeć własne słabości we właściwych proporcjach (u nas nie wszystko jest dobrze, ale to nic w porównaniu ze skalą rosyjskiego zacofania, biedy i korupcji), utwierdza poczucie przynależności do Europy, jak również wzmacnia tożsamość opartą na doznawanych ze strony wschodniego sąsiada cierpieniach i prześladowaniach. Prawicowe filmy „smoleńskie” ilustrują powyższy model w sposób wręcz przykładowy. Zawarty w niektórych z nich obraz Rosji jest skrajnie, zawstydzająco wręcz negatywny. Ludzie wypowiadający się w Solidarnych 2010 otwarcie oskarżają Rosjan o zamach na samolot: „Wszystkie dotychczasowe doświadczenia wskazują (…), że wszystko było zaplanowane, wszystko było przemyślane, i wszystko było doprowadzone w stu procentach do efektu. Że KGB to naprawdę są poważni ludzie. Oni nie puszczają farby”. Albo: „(…) kiedy dowiedziałem się, że premier Putin zaprosił naszego premiera na uroczystość w Katyniu (…), pomyślałem sobie, że jak prezydent pojedzie, to może stać się nieszczęście, i nie miałem z kim się podzielić informacją, pomyślałem sobie, że albo doprowadzą do jakiegoś sabotażu i celowo sprowokują jakąś katastrofę, albo po prostu ich zastrzelą. To jest przerażające, ale ktoś, kto był w Rosji i zna na przykład całe gospodarstwo rosyjskie, to nie ma wątpliwości, że jest totalny bałagan. (…) nieoświetlony był pas startowy, żarówek brakowało (…). Mogło to być zrobione celowo, po to, aby zlikwidować naszego prezydenta”. Tego typu stwierdzeń pada w tym filmie znacznie więcej. Przy czym druga wypowiedź jest wewnętrznie sprzeczna – rozmówca mówi jednocześnie o bałaganie i o celowym zamachu, ale ta niekonsekwencja dobrze wpisuje się w stereotyp Rosji jako kraju zarazem zbrodniczego i pełnego chaosu.
Taki obraz zostaje wyostrzony w filmie 10-04-10, zrealizowanym niemal w całości w Smoleńsku. Tło głównych wydarzeń stanowią obrazy wałęsających się psów, stert śmieci, zdewastowanych klatek schodowych, komunistycznych pomników. W filmie dominuje mroczny obraz państwa rosyjskiego, które mataczy, nie chce ujawnić prawdy, zastrasza własnych obywateli, a przy okazji również konspirującego z Rosjanami państwa polskiego. Taką atmosferę zapowiada już pierwszy kadr – mroczny, przedstawiający ogołocone z liści drzewa i wielką liczbę czarnego, kraczącego ptactwa. Ujęcia chmar czarnych ptaków pojawią się jeszcze kilkukrotnie. Skojarzenie z opowiadaniem Żeromskiego pt. Rozdziobią nas kruki, wrony, poświęconego powstaniu styczniowemu, jest nieuchronne, tym bardziej, że wzmacnia je inny powracający obraz: zbitego z brzozy krzyża, stojącego samotnie pośród śniegu, przepasanego kirem i biało-czerwoną wstążką. Chwilę po ujęciu ptactwa wjeżdżamy wraz z ekipą filmową do Smoleńska. Jest ciemno, zimno, groźnie, na wzgórzu stoi czołg. Wkraczamy…