Subskrybuj

Nowi Wspaniali Ludzie

Jakkolwiek wydaje się, że między nami a dziewiętnastowiecznymi Europejczykami nie ma znaczących fizjologicznych różnic, to przodkowie musieliby przeżyć niemały szok odkrywając zmiany, jakie zaszły w obrębie naszych ciał: sztuczne serca, rozruszniki, protezy, przeszczepione organy, poprawione przez chirurgów plastycznych twarze i sylwetki, krążące w organizmach sterydy i psychotropy. Niewykluczone, że wydalibyśmy się im nieludzcy i obcy w tym samym stopniu, w jakim my postrzegamy obcość zrodzonych w wyobraźni twórców fantastyki naukowej mutantów i cyborgów.

Nowy gatunek zapewne przychodzi na świat niepostrzeżenie. Ale gdyby tym razem odbyło się to zupełnie inaczej? Gdyby wszystko wydarzyło się w przeciągu jednego pokolenia? Zamiast powolnej ewolucji – gwałtowna rewolucja i radykalna metamorfoza.

Jeśli wierzyć kapłanom biotechnologii, a przecież wielu żarliwie pragnie im wierzyć, chodzą już pośród nas osobnicy, którzy w najbliższej przyszłości zapoczątkują odrębny gatunek. Przedstawiciele tego gatunku będą dziećmi spod znaku GRIN, jak wspólnie określa się dziedziny genetyki, informatyki, robotyki i nanotechnologii. Ich ciała będą uporczywie młode i piękne, świadczące o wysokim statusie społecznym właścicieli. Nowi Ludzie mają za zadanie olśniewać. Chociaż będziemy wraz z nimi zamieszkiwać tę samą przestrzeń, zapewne nie uda nam się zachować wspólnych gatunkowych więzi.


***

„Najbardziej obawiam się takich prób modyfikacji na wielką skalę niektórych fundamentalnych aspektów ludzkiego zachowania, które sprawią, że będziemy mieli trudności z rozpoznaniem samych siebie” – napisał Francis Fukuyama w eseju Koniec człowieka i nie jest w swych obawach odosobniony. Wyobraźmy sobie ludzi żyjących 150, kilkaset albo nawet i tysiące lat, zachowujących przy tym pełnię sił witalnych, fizycznie utrzymujących formę zdrowych trzydziestopięciolatków, a zatem ludzi wolnych nie tylko od chorób wieku starczego, lecz również od wszelkich zdrowotnych dolegliwości, ludzi o doskonałych kształtach, pięknych podług najnowszych wzorów komputerowej grafiki; dzięki wstrzykniętym do organizmów robotom wielkości komórek krwi, sztucznym symbiontom i innym cudom techniki każde wewnętrzne zagrożenie dla ich cennego zdrowia zostanie zduszone w zarodku, zaś wszczepione do mózgu infotechnologiczne implanty udoskonalą ich zmysły, rozwiną ponadludzką inteligencję oraz umożliwią bezpośredni kontakt z komputerami.

Czy pozostali przedstawiciele społeczeństwa, którzy z różnych powodów nie poddadzą się modyfikacjom, rozpoznają w Nowych Ludziach bliźnich? Odnajdą podobieństwo? Braterstwo? Może ujrzą półbogów, może mutantów lub wręcz potwory, lecz na pewno nie ludzi z tej samej gliny co oni sami. Po drugiej stronie ta sytuacja wcale nie będzie wyglądała lepiej – bo jak mogą postrzegać Nowi Ludzie swych nieprzekształconych, biologicznie prymitywnych sąsiadów? Jako bezmyślną masę? Pariasów? Wydaje się, że w najlepszym razie traktować ich będą podobnie, jak obecnie cywilizowani ludzie traktują zagrożone wyginięciem gatunki zwierząt.

A więc czeka nas elitaryzm? Dyskryminacja? Podział społeczeństwa na kasty? Nietrudno wyobrazić sobie wynikające z tego zawirowania społeczne, polityczne, ekonomiczne, kulturowe. Jak wytrzymają to napięcie sami pionierzy przemian?

***

Fizyczna nieśmiertelność jest i zapewne na zawsze pozostanie dla nas iluzją. Odwiecznym egocentrycznym mitem, marzeniem, które w świetle dzisiejszej nauki jest równie nieziszczalne, co marzenia średniowiecznych alchemików o uzyskaniu kamienia filozoficznego.

Pomińmy samą biologię, która z niepojętym dla nas uporem obstaje przy starzeniu się i śmiertelności organizmów wielokomórkowych. Najwyraźniej ewolucja potrzebuje nas tylko do momentu, gdy według jej ślepych i bezdusznych wyliczeń spłodzimy i odchowamy potomka. Ale jeśli nawet damy się uwieść oszałamiającym wizjom transhumanistów, którzy prorokują porzucenie biologicznych podstaw życia i przeniesienie ludzkiej świadomości na bardziej trwałe od białkowych nośniki, a nawet całkowitą przemianę człowieka w czysty i wiekuisty strumień informacji, to natychmiast musi przyjść moment otrzeźwienia. Oto bowiem zauważamy, że przedstawia się nam kolejne wcielenie prastarego mitu, dla niepoznaki ustrojonego w oświeceniowe i modernistyczne, niby to naukowe szaty. Przekonanie, iż Wszechświat można porachować i opanować, iż jest jedynie kwestią czasu, kiedy rozwiążemy zagadkę Bytu, jest dzisiaj w swym kartezjańskim optymizmie zdumiewająco naiwne. Krótko mówiąc, jeśli nie wiemy nawet, czy główny budulec materii, protony są wieczne, czy też kiedyś się rozpadną, spekulacje na temat życia wiecznego w jakiejkolwiek materialnej formie wymagają przyjęcia na wiarę.

***

O ile nieśmiertelność jest mrzonką, o tyle długowieczność  wydaje się jak najbardziej leżeć w zakresie naszych technicznych mocy. Przedłużanie życia, poprawianie Natury nie jest niczym niezwykłym. Zresztą ten proces już trwa, i to od dawna. Dzięki postępowi nauki udało się nam znacząco przesunąć granicę śmierci (w ostatnim stuleciu średnio o całe 25 lat), a koncerny kosmetyczne i chirurdzy plastyczni łudzą nas wszystkich wizją nieprzemijającego piękna i wiecznej młodości. Ufamy im, chcemy im ufać, choćby zabiegi te miały na razie dawać jedynie karykaturalne efekty.

Jakkolwiek intuicyjnie wydaje się, że między nami a dziewiętnastowiecznymi Europejczykami nie ma znaczących fizjologicznych różnic, to przodkowie musieliby przeżyć niemały szok odkrywając zmiany, jakie zaszły w obrębie naszych ciał: sztuczne serca, rozruszniki, protezy, przeszczepione organy, poprawione przez chirurgów plastycznych twarze i sylwetki, wargi wydęte od kolagenu, krążące w organizmach sterydy i psychotropy. Niewykluczone, że wydalibyśmy się im nieludzcy i obcy w tym samym stopniu, w jakim my postrzegamy obcość zrodzonych w wyobraźni twórców fantastyki naukowej mutantów i cyborgów.

Niewątpliwie cywilizacja nas odmieniła. Jednakże do tej pory przekształcenia zachodziły niemal niedostrzegalnie, stopniowo, małymi krokami – każdy z osobna wydawał się mało znaczący. Kamyczek po kamyczku. Teraz ruszyła prawdziwa lawina. Krzywa postępu technicznego wznosi się niemal pionowo, rzeczywistość wymyka się spod kontroli, pędzimy na oślep bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.

***

„Żyjące w moim krwiobiegu symbionty mogą bez końca przetwarzać tlenek węgla w tlen. Otrzymują pewną ilość energii przez skórę i uwalniają każdą cząstkę glukozy, która nie jest im niezbędna – jest jej jednak za mało, bym mógł żyć, poza tym potrzebują innego źródła energii, kiedy są w ciemności. Tu włączają się symbionty żyjące w moim żołądku i trzewiach – mam ich 37 typów i radzą sobie ze wszystkim. Mogę się żywić trawą. Mogę jeść papier. Gdybym znalazł sposób cięcia ich na możliwe do połknięcia kawałki, mógłbym utrzymać się przy życiu na zużytych oponach”.

Powyższy cytat pochodzi z powieści Stan wyczerpania australijskiego pisarza science fiction Grega Egana. W przedstawionym przez autora świecie można zabezpieczyć się nie tylko na wypadek klęski głodu, lecz również przed epidemiami. Powieściowi naukowcy potrafią tak swobodnie manipulować genami, że możliwe jest wyposażenie człowieka w drugi, niezależny układ odpornościowy, stworzenie DNA i RNA o zupełnie odmiennej budowie chemicznej, dzięki czemu organizm nie musi się obawiać żadnych istniejących na ziemi wirusów, bo żadna z jego komórek nie mówi tym samym co one biochemicznym językiem.

Gdyby komuś wydawało się, że wyobraźnia cokolwiek poniosła fantastę, powinien posłuchać prognoz, jakie wygłaszają naukowcy i futuryści. Taki na przykład Ray Kurzweil, autor książki The Age of Spiritual Machines [Epoka uduchowionych maszyn], uważa, że dzięki zdobyczom bioinżynierii będziemy w stanie żyć nawet przez tysiące lat, a w roku 2099 ludzie posiadający mózg zbudowany z neuronów mogą okazać się dziwolągami, gdyż większość osobników nosić będzie w głowach komputery.

Trzeba przyznać, że brzmi to imponująco. Czy jednak nie nazbyt uproszczone są to wizje? Jako że postęp techniczny zawsze znacznie wyprzedza zmiany w kulturze, trzeba przygotować się nie tylko na trzęsienie ziemi na terenach współczesnej technologii, lecz również na dużo późniejszą falę zwrotną w postaci nieuniknionych zmian społecznych, politycznych i kulturowych. A te niekoniecznie muszą przebiegać po naszej myśli. Nie od dzisiaj wiadomo przecież, że postęp w dziedzinie techniczno-naukowej raczej nie idzie w parze z postępem w zakresie ducha.

***

Zmianami, jakie mogą zajść w życiu społecznym zajmiemy się nieco później, na razie przyjrzyjmy się samym Nowy Ludziom, a raczej pionierom gatunku. Czy rzeczywiście ich egzystencja będzie o tyle wspanialsza od naszej, że gra okaże się warta ryzyka? Czy wielokrotnie dłuższe życie ułatwi Nowym Ludziom pogodzenie się z nieuniknioną jednak śmiercią, przyjęcie jej bez żalu i strachu? Czy nauka uczyni ich życie lżejszym? A jeśli tak, to czy odjęty ciężar nie powróci w innej formie? W ewolucji biologicznej podobno nic nie ma za darmo. Czy ta sama ekonomia obowiązywać będzie także podczas tej drugiej ewolucji, którą zamierzamy właśnie wziąć we własne ręce?

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda wspaniale, to niemal idylla: wiecznie młodzi nadludzie, korzystający z wszelkich uciech życia, zdrowi, seksowni, bardzo inteligentni. Po bliższym przyjrzeniu się ich status zaczyna jednak nabierać dwuznacznych cech, na tym gładkim jak lustro wizerunku pojawiają się rysy, które mogą zwiastować nieuniknioną katastrofę projektu.

W mitologii azteckiej występuje bóg o imieniu Tlaloca, który wyróżnia się przede wszystkim tym, że jest równocześnie i dzieckiem, i starcem. Wydaje się, że podobną kondycję posiadać będą „nowi bogowie”. Jak to ujął w OkamgnieniuStanisław Lem: „Starzec z nowym sercem, z nowymi jelitami, wątrobą itd. będzie zapewne wielozakresowo odmłodzonym starcem, ale jednak starcem”.Trudno się z tym…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Aubrey de Grey: Możemy zatrzymać śmierć