Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Blizna

Człowiek raz seksualnie wykorzystany, w tym jednym punkcie, zawsze będzie słaby. Terapia pozwala mu mieć lepsze zrozumienie swoich odczuć. Patrzeć na nie z większym dystansem. Blizna pozostaje jednak na zawsze.

Dominika Kozłowska: Mamy rozmawiać o dzieciach seksualnie wykorzystanych przez duchownych.

Ewa Kusz: Chciałabym, abyśmy na wstępie dobrze zdefiniowały przedmiot. Po pierwsze więc, możemy mówić o sprawcy czynów pedofilnych albo o sprawcy pedofilu. Czynów pedofilnych nie dokonuje jedynie pedofil, ale również osoba, która nie ma zaburzeń preferencji seksualnych. Z kolei pedofil to człowiek zaburzony. Wśród duchownych zdecydowanie częściej mamy jednak do czynienia z osobami, które dopuszczają się czynów pedofilnych, nie zaś z pedofilami. Jeśli chodzi o tę grupę, to najwięcej nadużyć seksualnych to przykład czynów efebofilnych, w których ofiara osiągnęła dojrzałość seksualną.

Odwołuje się Pani do medycznej klasyfikacji chorób, wedle której pedofilia należy do zjawiska z obszaru psychopatologii, i uznawana jest za jedną z postaci parafilii. Ta klasyfikacja nie pokrywa się jednak w pełni z prawnym i społecznym znaczeniami słowa „pedofil”. To zapewne sprawia, iż w potocznym użyciu określenie „pedofil” ma znacznie szerszy zasięg niż określenie medyczne. W najogólniejszym sensie opisuje ono zjawisko polegające na relacji seksualnej dorosłego z dzieckiem.

Zgoda, zauważmy jednak, że rozróżnienie to staje się ważne, gdy przyglądamy się konsekwencjom pedofilii bądź czynów pedofilnych. A te są różne. Pedofil, czyli osoba zaburzona, zwykle ma na swoim koncie wiele ofiar. Ludzie ci bowiem zazwyczaj przejawiają tendencję obsesyjno-kompulsywną, cechują się zatem znikomą kontrolą swoich czynów. Zdarzało się, że niektórzy pedofile, gdy zostali złapani, mieli na koncie kilka tysięcy ofiar. Wprawdzie sprawcy, którzy dopuszczają się czynów pedofilnych również mogą nadużywać wielu nieletnich, ale z innego powodu. W ich przypadku dziecko jest najczęściej obiektem zastępczym.

A jeśli chodzi o konsekwencje dla ofiary? Czy to jej wiek, stopień dojrzałości, czy raczej rodzaj relacji łączącej ją ze sprawcą ma decydujący wpływ na rozmiar cierpienia wynikającego z seksualnego wykorzystania?

Najcięższe przypadki to takie, kiedy sprawcą jest osoba, która powinna dawać dziecku bezpieczeństwo i opiekę. Skutki dla psychiki są zatem tym gorsze, im bliższa dla dziecka była osoba, która je skrzywdziła. Dlatego w pierwszej kolejności wymienia się zwykle rodziców, opiekunów, a następnie dopiero osoby z dalszego otoczenia, np. wychowawców. Jeśli chodzi o duchownych, to wprawdzie formalnie zalicza się ich do tej drugiej, zewnętrznej grupy, badania jednak pokazują, że skutki nadużycia seksualnego w tym przypadku są analogiczne jak, gdy sprawcą jest ktoś z najbliższego otoczenia dziecka, np. rodzic. Co więcej, gdy czynów pedofilnych dopuszcza się osoba duchowna, zaburzona także zostaje dodatkowa funkcja związana z tym, co reprezentuje kapłan; a zatem: relacja z Bogiem, obraz Kościoła, obraz „funkcjonariuszy” Kościoła.

Większość ofiar czynów pedofilnych popełnianych przez duchownych, jeżeli nawet nie traci wiary w Boga, to odchodzi z Kościoła.

Przy czym, jeśli chodzi o skutki w sferze religijno-kościelnej, to znacznie gorszy wpływ wywiera ponowna retraumatyzacja związana z reakcją przełożonych kościelnych, gdy już ofiara zdecyduje się mówić. Tego najpierw nie rozumieli biskupi w innych krajach, a teraz nie rozumieją również i nasi biskupi.

Powiedziała pani, że wykorzystanie dziecka przez osobę duchowną ma podobne skutki jak w przypadku skrzywdzenia go przez członka najbliższej rodziny. Dlaczego tak jest?

Kapłan jest osobą zaufania społecznego. Najczęściej ofiarą jest dziecko, które nie ma najlepszych relacji w domu, i bliskich związków szuka z kimś na zewnątrz, z kimś, komu może zaufać i traktować go jak zastępczego ojca bądź matkę. W naszym kraju taką osobą często bywa kapłan.

Czy są jakieś różnice odnośnie do skutków wykorzystania seksualnego pomiędzy kobietami i mężczyznami? Ofiary duchownych to najczęściej chłopcy, podczas gdy, w innych przypadkach częściej krzywdzone są dziewczynki.

Jeśli chodzi o dzieci, to bezpośrednie skutki są zazwyczaj podobne. Dziecko odczuwa, że ktoś wyrządza mu krzywdę, to zaś rodzi poczucie winy. Różnica jest natomiast w skutkach długofalowych. U chłopców, którzy w dzieciństwie doświadczyli seksualnego wykorzystania, częściej niż u skrzywdzonych dziewczynek, rozwija się skłonność homoseksualna. Poza tym, mężczyźni rzadziej o takich doświadczeniach mówią. Decydujący wpływ ma tu kulturowy obraz mężczyzny, który powinien być silny, zdolny do obrony. Wśród duchownych dopuszczających się czynów pedofilnych, część sama w dzieciństwie została skrzywdzona przez duchownego. Dlatego w USA sprawdza dziś, czy kandydat do kapłaństwa był w dzieciństwie ofiarą seksualnego wykorzystania. Jeżeli to doświadczenie nie zostanie przepracowane, może w przyszłości prowadzić do skrzywdzenia dziecka. W przypadku kobiet te zależności nie są tak jednoznaczne. Zdarza się, że kobieta, która w dzieciństwie była seksualnie wykorzystywana, jako osoba dorosła staje się pomocą dla sprawcy-mężczyzny. Rzadziej jest bezpośrednią sprawczynią. Długofalowe skutki czynów pedofilnych związane są z agresją. Przy czym agresja ta może być skierowana na zewnątrz, albo prowadzić do zachowań autoagresywnych, do których zalicza się uległość, bierność, bycie stałą ofiarą. Skutki te dotyczą i kobiet i mężczyzn w takim samym stopniu, lecz wzorce kulturowe sprawiają, że zachowaniom autoagresywnym częściej ulegają kobiety, zaś agresji skierowanej na zewnątrz – mężczyźni.

Czy istnieje jakiś profil ofiary wykorzystywania seksualnego? Czy wiemy, jakie dzieci częściej padają ofiarą czynów pedofilnych?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że sprawcy są różni. Jedną z grup są sprawcy przemocowi, i tu niestety nie mamy żadnego wpływu na to, które dziecko stanie się jego ofiarą. Jeśli zaś chodzi o pozostałych sprawców, to jest kilka czynników zwiększających takie ryzyko. Po pierwsze, ofiarami częściej stają się dzieci gorzej zaopiekowane, albo takie, którym się w domu nie wierzy. Spotkałam się z przypadkami, w których dziecko powiedziało mamie o wykorzystaniu, a ta nie uwierzyła. Z tego powodu dziecko było nadal seksualnie wykorzystywane. Jeśli chodzi o kapłanów, to niewielu z nich jest sprawcami przemocowymi. Po części wynika to z tego, że takie zachowania powiązane są zwykle z rysem psychopatycznym albo z zaburzeniami psychicznymi, które częściej udaje się wyłapać na etapie selekcji kandydatów do kapłaństwa. Ksiądz najczęściej zaczyna od emocjonalnego uwikłania, uwodzenia, wchodzi z dzieckiem w relację. Dlatego tak duże znaczenie ma sytuacja rodzinna. Dziecko dobrze zaopiekowane, które ma bliskie relacje z rodzicami, nie stworzy silnego związku z osobą spoza rodziny, zwłaszcza w przypadku dziecka młodszego, w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym.

Większość ofiar wykorzystywania seksualnego przez osoby duchowne to chłopcy w wieku 11-16 lat. Jakie znaczenie ma wiek ofiary, jeśli chodzi o siłę zranień. Czy psychologia ma na ten temat coś do powiedzenia?

Mówienie o „łatwym” radzeniu sobie z traumą, nawet w przypadku dorosłych jest nadużyciem, co dopiero zaś w odniesieniu do osób niedojrzałych. Niemniej jednak przyjmuje się, że im wcześniej następuje doświadczenie traumatyczne, tym więcej funkcji zostaje zaburzonych. Poza tym, zaburzenia te są zwykle bardziej trwałe, skoro wystąpiły na jednym z początkowych okresów rozwoju. Zawsze jednak należy pamiętać, iż człowiek człowiekowi jest nierówny. Każdy przypadek musimy interpretować w możliwie całościowym kontekście doświadczenia rodzinnego. Inaczej wykorzystanie seksualne przeżyje młody chłopiec, który ma w miarę spokojne życie, inaczej zaś ktoś, kto wcześniej doświadczał przemocy w domu.

Jakie inne czynniki mają poważny wpływ na dotkliwość i trwałość skutków seksualnych nadużyć wobec osoby nieletniej?

Odpowiem może na to pytanie odwołując się do przykładu z innej dziedziny. Znacznie łatwiej w terapii pracuje się z kimś, kto doznał rzeczywistej krzywdy, np. bił go ojciec. To doświadczenie jest czarno-białe. Jeżeli ktoś doświadczył jedynie zła, to w procesie terapii takie przeżycie jest łatwiejsze do przepracowania. Trudniej natomiast uporać się z sytuacją, gdy ta krzywda jest mniej rzeczywista, np. kiedy pomiędzy ofiarą a sprawcą była silna więź emocjonalna, kiedy w wielu codziennych sytuacjach sprawca ofierze pomagał, a jednocześnie, od czasu do czasu, działo się coś złego. Im bardziej pewne doświadczenie są niejednoznaczne, rozmyte, tym trudniej je przepracować. Przykładowo, duchowny, który wykorzystywał seksualnie dziecko, jednocześnie zastępował mu ojca: pomagał w nauce, dawał prezenty, zabierał na wakacje. W takich sytuacjach uczucia ofiary są niejednoznaczne: „jak mogę mówić źle o kimś, kto jednocześnie był dla mnie dobry, z kim łączyło mnie coś ważnego?”.

Jakie są zatem najczęstsze skutki seksualnego wykorzystania osoby nieletniej?

Skutki krótkotrwałe – i te psychiczne i fizjologiczne – zależą przede wszystkim od natury samego czynu, np. czy wykorzystaniu seksualnemu towarzyszyła pełna penetracja, przemoc, czy była to sytuacja jednorazowa, czy trwała w czasie, jakie relacje łączyły ofiarę ze sprawcą. Zwykle, kiedy rozpoznawania objawów seksualnego nadużycia uczy się wychowawców, zwraca się ich uwagę na te momenty, w których zachowanie dziecka ulega nagłej zmianie. Np. dziecko spokojne nagle zaczyna być nadpobudliwe, lub odwrotnie – żywe wpada w apatię. Każda taka zmiana powinna być dla rodziców, opiekunów, wychowawców ważnym sygnałem. Oczywiście nie zawsze musi od razu chodzić o wykorzystanie seksualne. Niemniej jednak, nie możemy takiej ewentualności z góry wykluczać. Pamiętajmy, że dziecko nie potrafi nazywać pewnych rzeczy. Nie ma takiego słownictwa, które umożliwiałoby mu opisanie swoich doświadczeń za pomocą pojęć, którymi posługują się dorośli.

Skoro dzieci z reguły nie dysponują jeszcze odpowiednimi pojęciami, to za pomocą jakich środków najczęściej opowiadają o swoich doświadczeniach?

Kiedyś pewna nauczycielka przyniosła mi rysunek, na którym znajdowały się sceny związane z aktem seksualnym, a zatem z doświadczeniem, z którym dziecko w normalnych okolicznościach nie mogło mieć do czynienia. Niekiedy dziecko spontanicznie opowiada o faktach ze sfery ludzkiej seksualności, o których w danym wieku nie powinno jeszcze wiedzieć. W takich sytuacjach również powinno się ustalić, skąd ta wiedza się bierze. Zdarza się również, że zaczyna przejawiać nadmierną seksualizację, np. nadużywa słownictwa związanego z narządami płciowymi, zaczyna się często masturbować, zwłaszcza, jeżeli jest w wieku, kiedy naturalna masturbacja rozwojowa powinna już zanikać, albo naśladować czynności seksualne w zabawie z innymi dziećmi bądź pluszakami i lalkami. W takich przypadkach również należy zadać pytanie, dlaczego tak się dzieje. Innym, niepokojącym sygnałem krzywdy może być unikanie przez dziecka kontaktu z jakąś osobą. Kolejnym – wystąpienie lęków, czego objawem mogą być chociażby moczenia nocne.

Jak często dziś takie czyny są rozpoznawane przez kogoś z otoczenia dziecka bądź sprawcy?Obecnie jest coraz więcej zgłoszeń, nie dlatego, że coraz więcej osób dopuszcza się takich czynów, lecz raczej dlatego, że mamy szerszą wiedzę i wrażliwość pozwalającą nam w takie przypadki dostrzec i odpowiednio na nie reagować. O nadużyciach seksualnych wobec dzieci mówi się zaledwie od ok. 20 lat. Wcześniej w przestrzeni świadomości społecznej temat ten był nieobecny. Ciekawą inicjatywę, mającą na celu zmniejszanie ryzyka pedofilii, podjęli nasi zachodni sąsiedzi. Zaburzenia preferencji seksualnych, na początkowym etapie objawiają się poprzez pojawienie się snów, pragnień, fantazji z udziałem dziecka. Niemcy uruchomili program prewencyjny dla osób, u których pojawiają się takie właśnie objawy zaburzeń, a nie dopuściły się czynu pedofilnego. Mogą one odbyć bezpłatnie kilkanaście sesji terapeutycznych, finansowanych przez państwo. Sesje te, oparte na terapii behawioralno-poznawczej, mają komuś pomóc lepiej kontrolować swoje zaburzenie. Niekiedy taką formę terapii łączy się ją z farmakoterapią, z reguły polegającą na podawaniu leków obniżających popęd…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Aubrey de Grey: Możemy zatrzymać śmierć