Robotyka przyniesie najprawdopodobniej jedną z najważniejszych zmian technologicznych, które w zawrotnym tempie zrewolucjonizują naszą codzienność. Współcześni 30-latkowie mają szansę doświadczyć skali tej przemiany jeszcze za swojego życia. Wiele bowiem wskazuje na to, że dokona się ona już w nieodległej przyszłości. Świat czeka teraz na Steve’a Jobsa robotyki – kogoś, komu uda się wprowadzić autonomiczne maszyny „pod strzechy”.
Z robotów na coraz większą skalę zaczynają korzystać siły zbrojne państw rozwiniętych. Nic więc dziwnego, że w mediach często można usłyszeć o atakach przeprowadzanych przez amerykańskie, brytyjskie czy izraelskie wojsko za pomocą maszyn bezzałogowych. Robotyka, podobnie jak inne technologie, rozwija się w dużej mierze dzięki obfitemu strumieniowi pieniędzy rządowych i tak jak wcześniej Internet, również i ona – tworzona pierwotnie z myślą o wykorzystaniu militarnym – znajdzie swoje powszechne zastosowanie w przemyśle i życiu codziennym. Warto zwrócić uwagę na szybkość, z jaką nowe technologie stają się niepostrzeżenie nieodłącznym elementem codziennego życia. Ilu z nas uświadamia sobie, że odgrzewając posiłek, przemieszczając się do pracy czy dzwoniąc do kogoś, wykonuje te czynności dzięki komputerom? Nikt już przecież nie powie, że obiad odgrzała komputerowo sterowana kuchenka mikrofalowa, do pracy dojechał komputerowo wspomaganym samochodem, a telefonuje, tak naprawdę, z komputera. Komputery i Internet stały się „naturalną” częścią naszego życia – podobnie jak ryby nie dostrzegają wody, tak my nie dostrzegamy już komputerów. Wiele wskazuje, że taki sam los spotka roboty. Możliwe skutki tej zmiany postaram się opisać w poniższym tekście.
Vernor Vinge i Ray Kurtzweil, dwaj znani amerykańscy futurolodzy, zwracają uwagę na fakt, że żyjące obecnie pokolenia doświadczają upowszechnienia się bez porównania większej liczby nowych technologii niż ludzie żyjący wcześniej. W związku z czym sugerują, że niebawem możemy mieć do czynienia ze zjawiskiem zwanym technologiczną osobliwością (ang. singularity) – stanem, w którym postęp technologiczny wyprzedzi możliwości adaptacyjne żyjącego pokolenia, technika rozwinie się tak szybko, że nie będziemy już w stanie „uczyć” się jej na bieżąco. Dobrą ilustracją tej tezy jest przypomnienie sobie nas samych w sytuacji, kiedy babci czy dziadkowi wyjaśnialiśmy, czym są tzw. warstwy w jednym z popularnych programów do edycji obrazu 2D. By zrozumieć tę koncepcję, konieczna jest intuicja i wiedza na temat ogromnej ilości innych elementów. W sytuacji dzisiejszych seniorów mogą już niebawem znaleźć się przyszli 20-latkowie. Na potwierdzenie tezy o technologicznej osobliwości można przywołać utrzymujące się w mocy od dłuższego czasu tzw. prawo Gordona Moore’a, mówiące, w uproszczeniu, iż moc obliczeniowa procesorów podwaja się co każde dwa lata. W związku z czym już za kilkadziesiąt lat maszyny uzyskają moc obliczeniową porównywalną z ludzkim mózgiem, a tym samym możliwe stanie się stworzenie samoświadomych maszyn.
Czym jest robot?
Słowo „robot” pochodzi najprawdopodobniej z języka czeskiego, jego sens łączył się z pracą wykonywaną przymusowo, nie z własnej woli, współcześnie oznacza każdy rodzaj czynności. W języku literackim zostało użyte po raz pierwszy w sztuce pod tytułem R.U.R. (Rossum’s Universal Robots) czeskiego artysty Karela Čapka. W języku polskim często terminem „robot” określane są np. wysięgniki i manipulatory mechaniczne, umieszczone na różnego rodzaju podwoziach, które znajdują się pod stałym nadzorem człowieka i są przez niego sterowane. Takie popularne zastosowanie słowa jest zasadne, jeśli weźmie się pod uwagę, że współcześnie mamy do czynienia dopiero z pierwszą generacją robotów. Nowe generacje, które zajmą ich miejsce, na pewno będą miały więcej wspólnego z definicją robota zaproponowaną przez znawcę tematyki Roberta Finkelsteina. Dokładnie rzecz ujmując, maszyna, by zostać nazwaną pełnowartościowym robotem, powinna składać się z trzech elementów: sensorów do odbierania bodźców ze środowiska, ośrodka obliczeniowego umożliwiającego reagowanie na odebrane bodźce, robot musi też posiadać urządzenia umożliwiające oddziaływanie na otoczenie.
Innymi słowy, „prawdziwy robot” musi posiadać znaczny poziom autonomiczności albo przynajmniej być tak zaprogramowany by móc wykonywać różnego rodzaju działania bez stałej ingerencji człowieka. Współcześnie każdy z nas już niejednokrotnie, być może bezwiednie, składał swoje życie w ręce maszyny, np. w trakcie lotu samolotem z włączonym systemem autopilota. Obecnie z powodów ekonomicznych automatyzacja jest często spotykanym powodem ich wykorzystania. Termin „automatyzacja” odnosi się do sytuacji, w której maszyna działająca podług zestawu reguł wykonuje zadania w określonym środowisku.
Często można się spotkać ze stwierdzeniem, że obok ziemi, wody, powietrza i przestrzeni kosmicznej piątą sferę ludzkiej aktywności stanowi Internet. Co ciekawe, to właśnie Internet jest środowiskiem zdominowanym przez boty – wirtualnych krewniaków tradycyjnych robotów. Boty to programy wykonujące wcześniej zaprogramowane algorytmy. Aktualnie działania (ro-)botów w sieci generują 51% globalnego „ruchu” w Internecie. Przykładami tego rodzaju aktywności są wszelkie operacje wykonywane przez systemy bankowe czy programy do wymiany danych. To właśnie m.in. przez boty użytkownikom Internetu sugeruje się, by zamieszczając na stronie internetowej własny adres e-mail, znaczek popularnej małpy „@” zastępowali słowem „at” albo „na”. To również przez boty musimy udowadniać w różnych serwisach internetowych, że „naprawdę jesteśmy żywymi ludźmi”, i wpisywać w odpowiednie pola wyrazy generowane w plikach graficznych, tak by bot nie był w stanie np. na forum internetowym generować automatycznie niezliczonej liczby wpisów, czyli spamu.
Należy wyraźnie podkreślić, że od automatyzacji odróżnia się autonomię, oznaczającą coś innego. Autonomia, w tym kontekście, to zdolność maszyny do samodzielnego reagowania na dochodzące ze środowiska bodźce. Aktualnie nie możemy mówić o pełnej autonomii istniejących systemów robotycznych. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko coraz częstszego przenoszenia odpowiedzialności na maszyny, ludzie z natury bowiem ufają bardziej maszynom niż sobie samym. Niestety, w historii było to już niejednokrotnie przyczyną tragedii. Głośnym echem odbiło się zestrzelenie w 1988 r. irańskiego pasażerskiego samolotu przez amerykański okręt U.S.S. Vincennes. Służący na nim marynarze bezkrytycznie zaufali systemowi AEGIS, który zestrzeloną maszynę zidentyfikował jako samolot bojowy przeciwnika. Automatyzowanie to nieodzowny element systemów obrony, tylko dzięki niemu możliwe jest bowiem zapewnienie odpowiednio szybkiej reakcji. Jednak i to ma swoją cenę. W październiku 2013 r. system obrony przeciwrakietowej izraelskiego czołgu Merklava-4 zaatakował własny wóz bojowy piechoty typu Namer, identyfikując go jako rakietę wroga. Na szczęście, tym razem, nikomu nic się nie stało.
Na marginesie warto zauważyć, iż w Stanach Zjednoczonych odchodzi się od nazwy bezzałogowych aparatów latających/naziemnych/nawodnych/podwodnych (ang. Unmanned Aerial/Ground/Surface/Underwater Vehicles), ponieważ ta może wprowadzać w błąd. W rzeczywistości do obsługi współczesnych systemów bezzałogowych niezbędne są całe zastępy ludzi (pilotów, mechaników, techników i analityków). Do obsługi systemu RQ-1 Predator, składającego się z 4 maszyn, potrzeba ok. 80 osób. Dlatego też coraz powszechniej maszyny tego typu określa się nazwą systemów zdalnie sterowanych (ang. Remotely Piloted Systems) lub niezamieszkałych (ang. Uninhabited). W polskiej prasie roboty latające najczęściej określa się mianem dron (polskim odpowiednikiem angielskiego słowa drone jest truteń) lub bardziej specjalistycznie – bezzałogowe statki powietrzne (BSP).
Skala zmian Roboty są i będą w coraz większym stopniu wykorzystywane do zastępowania ludzi w czynnościach z kategorii brudnych, nudnych i niebezpiecznych. Sprzątanie może stanowić przykład ilustrujący zrobotyzowanie pierwszej kategorii zadań. W 2011 r. jedna z firm produkujących najpopularniejszego domowego robota sprząta jącego sprzedała aż 6 mln egzemplarzy. Oznacza to, ni mniej, ni więcej, iż wielu ludzi wpuściło roboty do domu i powierzyło im wycinek własnych obowiązków. Ponadto część użytkowników tego sprzętu zakupiła dla niego różne obudowy, w tym imitujące futro, a nawet zaczęła nadawać swoim robotom imiona. Ten „humanizujący” trend ma również swoje bardziej mroczne oblicze – np. budowanie robotów w celu świadczenia usług seksualnych (tzw. femboty). Na marginesie należy jednak zauważyć, iż częścią robotyki jest protetyka, której wiele ofiar wypadków zawdzięcza możliwość sprawnego funkcjonowania w życiu codziennym. Z drugiej jednak strony nie można zapominać np. o kontrowersjach, jakie towarzyszyły występom sportowym Oscara Pistoriusa. Ten niepełnosprawny biegacz z Republiki Południowej Afryki chciał podjąć rywalizację z „normalnymi” sportowcami. Środowisko lekkoatletyczne odniosło się jednak do tej propozycji z dużą rezerwą, powstało pytanie, czy aby na pewno Pistorius stanowi przykład niepełnosprawności, a nie ulepszenia ludzkiego ciała. Wydaje się, że w tej historii pobrzmiewają echa przyszłości, w której ludzie będą na dużo większą skalę modyfikowali własne ciało w celu poprawy jego możliwości. Roboty zastępujące ludzi w czynnościach nudnych najlepiej obrazują stopień robotyzacji gospodarek najbardziej rozwiniętych państw. Międzynarodowa Federacja Robotyki, mierząca nasycenie gospodarki robotami, wskazuje, iż w 2012 r. na świecie pracowało 1 235 389 robotów przemysłowych, do 2016 r. ich liczba ma wzrosnąć do 1 659 500. Poziom robotyzacji gospodarki mierzy się, podając liczbę robotów przypadających na 10 tys. robotników. Co ciekawe, piątkę najbardziej zrobotyzowanych gospodarek świata tworzą: Korea Południowa i Japonia z 300 robotami na 10 tys. robotników, następne miejsca zajmują Niemcy i Włochy oraz Dania – odpowiednio z 160 oraz ok. 145 robotami. USA zajmują szóste miejsce z ok. 140 maszynami na 10 tys. robotników. Ten sam współczynnik dla Polski wynosi 14. Obecnie roboty, a precyzyjniej: manipulatory, wykorzystywane są głównie przez przemysł samochodowy. Rola maszyn w przemyśle motoryzacyjnym będzie rosnąć, wydaje się bowiem, że właśnie transport, zarówno indywidualny, jak i publiczny, stanie się kolejnym obszarem oddanym zautomatyzowanym, w dużym stopniu autonomicznym maszynom. Śmiało można stwierdzić, iż obecnie robotyka,…