Subskrybuj
Historyk, pracuje w Instytucie Historii UJ. Zajmuje się teorią pisarstwa historycznego i historią intelektualną. Autor książki Polityka pisarstwa historycznego (2015).

Zapomniane ludobójstwo

Krew polskiego chłopa spod Żytomierza ma taką samą wartość co krew pułkownika zabitego w Katyniu. W czczeniu ofiar totalitaryzmu nie powinno być Polaków pierwszej i drugiej kategorii.

Od wielu lat zajmuje się Pan badaniem dziejów mniejszości polskiej w Związku Radzieckim. W książce Operacja polska dotyczącej jej losów w latach 30. posługuje się Pan formułą „pierwszy naród ukarany”. Co ona oznacza?

Formułę „pierwszy naród ukarany” zaczerpnąłem z Archipelagu Gułag. Sołżenicyn, kiedy był więziony w obozie, spotkał kilku Polaków, którzy byli ofiarami pierwszych czystek. Poznał relacje o skali represji, ich ofiarach i stwierdził, że prawdopodobnie to Polacy byli „pierwszym narodem ukaranym”. O „narodach ukaranych” pisał również rosyjski sowietolog pracujący w USA Aleksander Niekricz. W II połowie lat 70. opublikował książkę o polityce radzieckiej wobec mniejszości pod koniec II wojny światowej.

W swojej książce opisuję operację polską, czyli akcję eksterminacyjną w czasie Wielkiego Terroru skierowaną przeciw mniejszości polskiej w ZSRR. Podobne działania podejmowano również wobec wielu innych grup etnicznych w tym samym okresie, a także w czasie wojny i w kolejnych latach rządów Stalina.

Akcje skierowane przeciwko poszczególnym grupom etnicznym w ZSRR rozpoczęły się mniej więcej w tym samym czasie w II połowie 1937 r. Podjęto np. działania wobec Niemców, lecz obejmowały one tylko obywateli III Rzeszy, a nie całą mniejszość niemiecką. Operacja ta poprzedziła działania wobec Polaków o ponad dwa tygodnie, ale nie była zwrócona przeciwko całej grupie etnicznej, lecz jedynie przeciw obywatelom innego państwa. Pierwsza operacja narodowościowa skierowana była przeciwko Polakom. Należy również pamiętać, że pierwsze wysiedlenia na tle narodowościowym władza radziecka podjęła już w 1935 r., kiedy wysiedlano Polaków z pasu przygranicznego na Ukrainie.

„Narodów ukaranych” było zatem więcej. Podobną politykę represji zastosowano wobec wielu grup etnicznych. Działania objęły m.in. Finów, Koreańczyków, Niemców, Tatarów, Czeczeńców, Inguszy, Kałmuków i Greków…

Jak Pan sądzi, ile współcześnie historycy wyliczają „narodów ukaranych”? Niektórzy badacze mówią o czterdziestu, inni oceniają ich liczbę nawet na sześćdziesiąt. Żaden jednak nie ucierpiał tak jak Polacy. W przypadku żadnej z pozostałych grup etnicznych straty nie były tak duże.

Wyjątkowy charakter operacji polskiej polegał również na tym, że stała się ona wzorcem dla przeprowadzenia innych operacji narodowościowych. Wypracowanych wówczas metod postępowania użyto w działaniach wobec kolejnych grup ludności. Prawie w każdym rozporządzeniu o realizacji kolejnej operacji Nikołaj Jeżow polecał przeprowadzać ją według zasad i w duchu akcji przeciw Polakom. Nie przygotowywano specjal-nych wytycznych dla kolejnych „operacji” – wystarczał okólnik NKWD wypróbowany na Polakach.

Jaką skalę miała operacja polska?

Akcja trwała od sierpnia 1937 do listopada 1938 r. Objęła całe terytorium ZSRR, wszystkie miejsca, w których mieszkali Polacy: przede wszystkim Ukrainę i Białoruś, ale także ówczesny Leningrad i Moskwę oraz Syberię i nawet Władywostok.

Wiemy, że według dokumentów NKWD liczba zabitych przekracza 111 tys. Tomasz Zommer, czołowy polski badacz tej problematyki, uważa, że zginęło co najmniej 150 tys. osób. Biorąc pod uwagę różne szacunki wielkości mniejszości polskiej w ZSRR, ofiarą akcji padło od 10 do 20% jej populacji. Wytyczne NKWD nakazywały zabijanie mężczyzn oraz kierowanie do łagrów lub wysiedlanie kobiet i starców. Dzieci zaś były oddzielane od rodziców i wysyłane do ośrodków wychowawczych i obozów pracy, w których poddawano je sowietyzacji.

Można tutaj zapytać: ilu ludzi trzeba zabić, jaką część określonej grupy narodowej, ilu wynarodowić, aby uznać dane działanie za ludobójcze?

Czy operacji towarzyszyła akcja propagandowa, która miała ją uprawomocnić w oczach społeczeństwa?

W propagandzie radzieckiej ważną rolę odgrywało państwo polskie, które przedstawiano – na równi z Niemcami, Francją i Wielką Brytanią – jako silny kraj burżuazyjny stale zagrażający bezpieczeństwu ZSRR. Miało być rzekomo narzędziem świata kapitalistycznego w walce z Republiką Radziecką. Mówiono o potędze armii i agresywności polityki „faszystowskiej Polski”. Co więcej, wywiad polski miał stale penetrować terytorium ZSRR i budować siatki agentów w kołchozach, fabrykach, administracji i organizacjach partyjnych. Najwyższym rangą politykom radzieckim oskarżonym w procesach pokazowych, np. Grigorijowi Zinowiewowi czy Lwu Kamieniewowi, zarzucano współpracę z wywiadem polskim. Takie wyobrażenie o Polsce – jako potężnym wrogim imperium – potrzebne było władzom jako narzędzie sprawowania kontroli nad społeczeństwem radzieckim. Z niego też wynikało wyobrażenie o polskich mieszkańcach ZSRR jako zdrajcach.

A jaka była właściwa motywacja władz radzieckich?

O rozpoczęciu i przebiegu operacji polskiej zadecydowały zarówno interesy władzy, jak i funkcjonujące już w carskiej Rosji antypolskie stereotypy oraz nowo wytworzone wyobrażenia o Polakach jako kontrrewolucjonistach. Za dawnego reżimu Polaków traktowano nieufnie jako potencjalnych zdrajców i wichrzycieli. Stalin, wyżsi członkowie partii i dowódcy NKWD pamiętali też o przegranej wojnie roku 1920.

Nie należy zapominać, że władze radzieckie używały terroru jako instrumentu rządzenia. Tworząc poczucie zagrożenia w całym społeczeństwie radzieckim, silniej podporządkowywano sobie jego członków. W 1937 r. wykalkulowano, że źródłem lęku można uczynić starego wroga mieszkańców carskiej Rosji i wywołać lęk przed Polakami. Podobnie jak kolejne ofiary Wielkiego Terroru – Niemcy, Bułgarzy i Rumuni – Polacy posiadali własne państwo kapitalistyczne i mogli łatwo posłużyć jako groźny wróg wewnętrzny społeczeństwa socjalistycznego, spiskujący na rzecz obcej ojczyzny. Polski używano jako straszaka niezbędnego do rozpętania kolejnych fal terroru stalinowskiego. Wielki Terror, w tym operację polską, zaczęto wygaszać w 1938 r., gdy uznano, że jego kontynuacja może poważnie zdestabilizować sytuację w kraju. Stwierdzono, że zadanie zostało wykonane, tzn. udało się zastraszyć i tym samym zdyscyplinować obywateli ZSRR.

Jak zatem NKWD rozpoznawało swoje ofiary? Wiemy przecież, że część ofiar polityki eksterminacyjnej nie znała języka polskiego, inni nazywali siebie raczej tutejszymi czy katolikami niż Polakami.

Każdy szef regionalnego NKWD otrzymywał określony limit osób do zatrzymania i przesłuchania. Gromadził dane administracyjne na temat Polaków zamieszkujących podległy mu teren i wydawał rozkaz aresztowania określonej liczby mężczyzn. W pierwszej kolejności aresztowano inteligencję, a więc w dużej mierze urzędników i nauczycieli oraz księży. Dobór pozostałych ofiar, jak dotychczas ustalono, był dość przypadkowy. Mówi się o tym, że wiele osób zatrzymano z uwagi na ich polsko brzmiące nazwiska. Ważną wskazówką dla funkcjonariuszy NKWD było również katolickie wyznanie podejrzanych. Jeszcze w carskiej Rosji, a później w ZSRR katolików utożsamiano z Polakami. Każdy Polak to katolik, każdy katolik – to Polak. Tak rozumiano polskość w Rosji od dawna.

Czy skala, jaką przybrała operacja polska, była zaplanowana i odpowiadała intencjom jej decydentów?

Sądzę, że operacja w pewnym momencie wymknęła się spod kontroli. Lokalni dowódcy NKWD, powodowani lękiem, chęcią przypodobania się zwierzchnikom czy fanatyzmem, w wielu wypadkach przekroczyli limity aresztowań narzucone przez centralę i prosili o ich poszerzenie. Funkcjonariusze NKWD często też wychodzili poza przewidywane procedury przesłuchań, wykazując się nadgorliwością w stosowaniu tortur.

W ZSRR w latach 20. i w I połowie lat 30. Polacy posiadali silną pozycję w partii, a ówczesna polityka narodowościowa doprowadziła do powstania dwóch autonomicznych rejonów narodowościowych: Marchlewszczyzny i Dzierżowszczyzny. Operacja polska wydaje się zatem dramatyczną zmianą polityki władz komunistycznych wobec mniejszości polskiej. Rzeczywiście, w latach 20. funkcjonowało hasło „Polacy – gwardia Lenina”. Wysokie stanowiska w partii sprawowali bowiem m.in. Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski czy Feliks Kon. Polacy byli – proporcjonalnie do liczby polskich mieszkańców ZSRR – drugą najliczniejszą grupą w partii bolszewickiej (co zaskakujące, po Łotyszach!). M.in. to sprawiało, że posiadali w pewnej mierze uprzywilejowany status pośród radzieckich mniejszości narodowych. Ustanowiono dwa polskie rejony autonomiczne, tzw. polrejony, w których stworzono polskie instytucje kultury i szkolnictwo, w tym uczelnie wyższe kształcące nauczycieli; wydawano polskie gazety i książki. Rejony te zyskały potężne wsparcie z budżetu centralnego przeznaczone na nowoczesną infrastrukturę i przemysł. Miały bowiem stać się obszarami modelowego rozwoju społeczeństwa socjalistycznego i pełnić funkcję propagandową wobec mieszkających po drugiej stronie niedalekiej granicy obywateli burżuazyjnej Polski. O pewnej skuteczności zabiegów radzieckich świadczyć może fakt, że władze II RP, obawiając się być może propagandowej siły Marchlewszczyzny i Dzierżowszczyzny, odmówiły wiz delegacji mniejszości polskiej z ZSRR na światowy zjazd Polonii odbywający się w 1929 r. Można powiedzieć, że przez 10…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Człowiek jaki to rodzaj?