Marta Duch-Dyngosz: Czy mówiąc o zbrodni katyńskiej, wszyscy mamy na myśli to samo?
Piotr H. Kosicki: Niekoniecznie. Po pierwsze, jest to kwestia języka, w którym mówimy o tych wydarzeniach. Jeśli będzie to język polski, to szanse na zgodność są większe. Kiedy posługujemy się językiem angielskim, mówimy Katyn Massacre, nie jest jasne, czy chodzi jedynie o mordy dokonane w lesie katyńskim czy o całą kampanię likwidacji oficerów i innych polskich więźniów – a więc także tych zamordowanych w Kalininie i Charkowie oraz na terenach radzieckiej Białorusi lub Ukrainy – ujmowaną w języku polskim dosyć pojemnym pojęciem „zbrodnia katyńska”. W moich badaniach na temat pamięci o Katyniu kładę nacisk, by np. w języku angielskim i w języku francuskim stosować liczbę mnogą massacres, aby zaznaczyć, iż chodzi nie tylko o las katyński.
Odnoszę wrażenie, że wiele osób nie rozumie, dlaczego w przypadku badań historycznych sprawa katyńska wciąż jest aktualna, skoro Związek Radziecki upadł w 1991 r. Powodem jest m.in. brak tzw. listy białoruskiej oraz ostatecznego potwierdzenia losu protokołów tzw. trójki NKWD, która zatwierdziła wyroki śmierci wykonane wiosną 1940 r. Można powiedzieć, że zginęło 21 857 osób, ale liczba ta, mimo że w pewnym sensie bardzo precyzyjnie ustalona, może być nieadekwatna, bo po części oparta na zaokrąglonej liczbie więźniów z terenów białoruskich i ukraińskich.
Dla części polskiego społeczeństwa Katyń jest symbolem zbrodni sowieckich.
Gdy ukazał się film Andrzeja Wajdy Katyń, Anne Applebaum w tekście A Movie that Matters („Film, który ma znaczenie”) w „The New York Review of Books” napisała, że dla Polaków Katyń jest kwintesencją zbrodni systemu stalinowskiego. Oczywiście odpowiadający im kanon symboli wciąż się kształtuje, szczególnie gdy nie tylko zastanawiamy się nad polskim odbiorcą, ale bierzemy pod uwagę międzynarodowe dyskusje o zbrodniach radzieckich bądź ich wieloletnią nieobecność.
Polacy masowo ginęli na terenie Związku Radzieckiego w ramach represji stalinowskich w latach 30., czemu do niedawna poświęcano niewiele uwagi. Przez cztery dekady Polski powojennej Katyń był, a po upadku komunizmu wciąż jest, pryzmatem, przez który Polacy patrzą na zbrodnie stalinowskie.
Z drugiej strony, wydarzenie to ma swoją specyfikę. Po pierwsze – miało miejsce w warunkach wojennych, aczkolwiek też nietypowych, po drugie – ofiarami nie byli obywatele Związku Radzieckiego, ale innego państwa, których wywieziono na Wschód i tam zamordowano. Oczywiście Związek Radziecki wskutek paktu Ribbentrop–Mołotow nie uznawał suwerenności państwa polskiego w tym czasie, ale w wymiarze prawnym jest to zbrodnia innego rodzaju niż te popełnione w ramach represji stalinowskich lat 30.
Dlaczego jest inna?
Widzę dwa wymiary konfliktu prawnego – historyczny, gdzie jego stroną jest Związek Radziecki, i współczesny, gdzie jest nią Rosja. Nie sposób nie wziąć pod uwagę faktu, że współczesna Rosja przejęła część ustawodawstwa oraz systemu karnego Związku Radzieckiego, co ma wpływ na rokowania losów prawnych rozstrzygnięć w wymiarze prawa zarówno rosyjskiego, jak i międzynarodowego; np. jeśli chodzi o tzw. operację polską NKWD z lat 1937–1938, to mamy do czynienia ze sprawami wewnętrznymi Związku Radzieckiego.
Natomiast kwestia Katynia nie może ograniczać się do ZSRR ani do Rosji. Byłoby to absurdalne, zważywszy na rolę, którą Katyń odegrał w późniejszej legitymizacji Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i Polski powojennej. W końcu to wniosek z prośbą o niezależną ekspertyzę Czerwonego Krzyża po odkryciu masowych grobów w lesie katyńskim w 1943 r. wydany przez rząd Władysława Sikorskiego posłużył Józefowi Stalinowi jako pretekst, by zerwać stosunki dyplomatyczne z rządem emigracyjnym – rzekomo będącym przychylnym ustaleniom III Rzeszy w tej sprawie – i późniejszemu ustanowieniu i uznaniu PKWN jako pozornie prawowitego rządu Polski. Abstrahując od całej późniejszej historii, sprawa mordu katyńskiego w 1940 r. polegała właśnie na tym, że Związek Radziecki dążył do wchłonięcia pewnych polskich terytoriów, których mieszkańcy wciąż postrzegali siebie jako polskich obywateli.
Jak Pan ocenia kwestię popularności badań historycznych nad zbrodnią w Katyniu – czy jest ona uzależniona od dostępu do dokumentów, czy raczej jest to kwestia trudności mierzenia się z tym tragicznym wydarzeniem?
Przez dłuższy czas dostęp do materiałów był – delikatnie mówiąc – ograniczony. Do końca lat 80. mieliśmy do dyspozycji dwa główne źródła informacji, przy czym dotyczyły one jedynie mordów dokonanych na terenie lasu katyńskiego. Z jednej strony były to niemieckie dokumenty z ekshumacji grobów z 1943 r., a z drugiej: świadectwa, zapisy przesłuchań i dokumentacja pisemna zgromadzona przez tzw. Komisję Maddena – Specjalną Komisję Śledczą Kongresu Stanów Zjednoczonych do Zbadania Zbrodni Katyńskiej. Raport z jej działalności po raz pierwszy opublikowano w 1952 r. Wskazano w nim, że odpowiedzialność za mordy ponosi Związek Radziecki.
W tym czasie w Polsce nie były one dostępne. W 1952 r. ukazała się natomiast monografia Bolesława Wójcickiego pt. Prawda o Katyniu, w której trudno było doszukać się tej prawdy, skoro autor obciążył odpowiedzialnością III Rzeszę.
Na przełomie lat 70. i 80. polscy opozycjoniści, m.in. Jerzy Łojek, Adam Macedoński, potajemnie tłumaczyli i rozpowszechniali fragmenty dostępnej na Zachodzie dokumentacji historycznej. Jednak fundamentem obecnej wiedzy Polaków na ten temat są ustalenia polskich i rosyjskich historyków, którzy na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku wspólnie podjęli się szukania źródeł oraz opracowania pełnego obrazu wydarzenia.
Pomimo krzewienia „podziemnej” pamięci o Katyniu w okresie komunistycznym przez dużą część polskiego społeczeństwa od momentu popełnienia zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku.
Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej?
Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych.
Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce.
Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński.
To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy.
I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona.
Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej.
Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu?
Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem.
Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim. Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku. Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej? Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych. Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce. Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński. To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy. I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona. Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej. Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu? Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem. Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim. Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku. Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej? Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych. Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce. Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński. To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy. I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona. Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej. Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu? Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem. Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie,…