Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Dlaczego więc nie mielibyśmy po tamtej stronie pomagać w jakiś nieznany nam teraz sposób w tym wszystkim, co na ziemi próbuje się zrealizować tak, jak chcemy najlepiej?

22 stycznia 2014, środa

Spowiednik radzi: nie skupiać się na tym, co nieważne a wywołuje konflikty. Zamiast tego więcej myśleć o niebie. W pierwszej chwili wydaje mi się, że to jest naprawdę klucz, po który można co dzień sięgać. Ale zaraz zaczynam dotkliwie odczuwać, gdzie leży sekret niepowodzeń: postępująca niedołężność starości. Te mechanizmy są dla każdego trochę inne, ale łączy je nieuchronność. To ręce, z których zaczynają wypadać przedmioty, to nogi, które potykają się o sprzęty, to oczy, które nie potrafią odnaleźć odłożonego na bok listu… A wiemy przecież, że niedołężność nie ma wytyczonej granicy – że każdemu może się przedłużać i gęstnieć. Nie przewidzimy jej i nie ubezpieczymy się od niej. Może być i tak, że w pewnym momencie nawet myślenie o niebie nie będzie wykonalne… Dlatego gdy wracam myślą do relacji w ewangeliach, zawsze najbardziej poruszają mnie opisy uzdrowień z niedołężności: ślepych, sparaliżowanych, kompletnie bezradnych albo odrzuconych, jak trędowaci. Wybawienie, które pozwalało wrócić do możności czynienia dobra bez przeszkód.

24 stycznia 2014, piątek

Dwójka radiowa co rano przynosi prezent: pięciominutowe Słowo na dzień. Tym razem autor szczególnie mnie zastanowił, cytując zapewne swojego penitenta: „Nie wiem, co będę robił w niebie… Nie lubię śpiewać jak aniołowie, za to najbardziej lubię teraz moją pracę, a pracy w niebie przecież nie będzie”. Kaznodzieja pocieszył, że Pan Bóg już coś wymyśli… A mnie się zdaje, że wolno nam się spodziewać czegoś bardzo oczywistego: ten, kto przeszedł na drugą stronę, zostawia przecież wszystko, co go na ziemi obchodziło, w tym bliskich sobie ludzi i sprawy. Dlaczego więc nie mielibyśmy po tamtej stronie pomagać w jakiś nieznany nam teraz sposób w tym wszystkim, co na ziemi próbuje się zrealizować tak, jak chcemy najlepiej?

26 stycznia 2014, niedziela Moje najpiękniejsze wspomnienia to wojenne lata duszpasterstwa o. Jacka Matusewicza, benedyktyna z Tyńca zatrzymanego w Wilnie przez okupację niemiecką. Z byłych uczennic gimnazjum utworzył on scholę śpiewającą chorały gregoriańskie, ale z wszystkich przychodzących do kościoła św. Katarzyny budował przez udział w liturgii i spotkania prawdziwą wspólnotę wierzących. I marzyliśmy, że tak będziemy robić również po wojnie. Jest taki cytat z Dziejów Apostolskich, który nas wtedy dosłownie porywał (cytuję w przekładzie, który zapamiętałam): „A wszyscy wierzący mieli jedno serce i jedną duszę, i nikt z…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Człowiek jaki to rodzaj?