KAROLINA J. DUDEK
Fotografia potwierdzała – stanowiła zatrzymany wizerunek, pieczęć zaświadczającą prawidłowy stan rzeczy. Wisząc nad łóżkiem małżonków, gdzie najczęściej ją eksponowano, wizualnie symbolizowała przyjęcie nowych ról społecznych – żony i męża
Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno powiedzieć, że zaczynała skromnie. Od razu miała dobre wejście. Lubiła obracać się w towarzystwie. Choć trzeba przyznać, że poglądy miała raczej liberalne. I biednych, i bogatych demokratycznie ustawiała przed tymi samymi tłami. Z początku była jednak dość pragmatyczna. Dopiero z czasem pozwoliła sobie na nieco romantyzmu. Zawładnęła pamięcią i wyobraźnią. A ostatnio wyzwoliła się zupełnie spod presji konserwatywnych oczekiwań i robi oszałamiającą karierę jako kreatorka mody, menedżerka i pośredniczka sprzedaży. Jako reproduktorka wizerunków i modeli ma ogromną siłę oddziaływania – ukazuje, zmienia, utrwala. Jest niewiele młodsza od aparatu.
Jeżeli personifikuję fotografię ślubną, to nie dlatego, że uważam to za dobry chwyt literacki. Stoi za tym pewna filozofia patrzenia na przedmiot. W jej ujęciu fotografia nie jest biernym narzędziem rejestracji ceremonii ślubnej i wesela, ale aktorką sceny społecznej. Kapryśną. Wymagającą. Niezastąpioną! Wystarczy przejrzeć jej curriculum vitae.
Nauki społeczne już nas przyzwyczaiły, że przedmioty mają swoje biografie – indywidualne losy i historię. Tworzą też swoje kariery – różne sposoby życia i uczestniczenia w świecie – i opowieści. I nim proponuję się przyjrzeć.
Konserwatywne początki
Zaczynała w atelier. Para młoda odwiedzała je zaraz po wyjściu z kościoła. Ona po prawej, on po lewej, tak jak stali przed ołtarzem. „Proszę trzymać głowy prosto i patrzeć w obiektyw. Proszę się nie uśmiechać. Ręce wzdłuż ciała. W jednej dłoni rękawiczka, druga wsparta na krześle” – te nieco usztywnione pozy wymuszała technika. Długi czas naświetlania narzucał konieczność pozostania w bezruchu. Jest w tych dawnych fotografiach jakaś niewygodna sztywność i surowość. Widać też szczególną monumentalność wyprostowanych sylwetek – powagę ciała. Trudno jednak całą winą za ten nieco ponury ton obarczyć technologię. David Bell, kulturoznawca, proponował, by nie oddzielać technologii od kultury[1]. Ta pierwsza jest częścią kultury. Każdy nowy wynalazek domaga się pracy kulturowej, czyli wypracowania pewnych praktyk i konwencji użytkowania. A zatem technologia, pozwalająca na tworzenie fotografii, nie może być pojmowana jako czynnik określający społeczne użycia. Przeciwnie – stanowi nieodłączną część współczesnej kultury wizualnej, pozostającą w ścisłym związku z konkretnymi praktykami społecznymi.
Jej konserwatywne początki związane były z duchem czasów. Fotografia potwierdzała – stanowiła zatrzymany wizerunek, pieczęć zaświadczającą prawidłowy stan rzeczy. Wisząc nad łóżkiem małżonków, gdzie najczęściej ją eksponowano, wizualnie symbolizowała przyjęcie nowych ról społecznych – żony i męża. Poprzez silne skonwencjonalizowanie póz i poprzez hierarchiczność tradycyjna fotografia ślubna podkreślała usytuowanie jej bohaterów w sieci relacji pokrewieństwa. Panna młoda po prawej, pan młody po lewej. Za nią jej rodzice, rodzeństwo i małżonkowie rodzeństwa. Za nim – jego rodzina. Konwencja pozwalała rozpoznać, kto jest kim.
Posiadanie portretu ślubnego było na tyle ważne, że w sytuacji, gdy z jakichś powodów zdjęcie nie mogło być wykonane w dniu ceremonii, fotografię upamiętniającą robiono po pewnym czasie. Zdjęcie tym samym przedstawiało raczej prawdę idei, konwencji niż prawdę danego wydarzenia – pisał antropolog kultury Sławomir Sikora[2]. Podobnie uważała amerykańska badaczka fotografii rodzinnej Julia Hirsch: „nie mamy nic przeciw kłamstwom zdjęć, dopóki podtrzymują one tradycję, której zdjęcie powinno być uhonorowaniem”[3]. W swojej książce przywołała ciekawe w tym kontekście spostrzeżenia pewnego fotografa. Zaobserwował on, że nawet gdy rodzice któregoś z nowożeńców rozwiedli się i jedno z nich (lub oboje) było w nowym związku, w czasie robienia pozowanych fotografii rodzinnych ustawiali się do zdjęcia bez nowych współmałżonków. Na fotografii ślubnej rodzina musiała być przedstawiona w „oryginalnym” składzie.
Zdjęcie bowiem zarówno odzwierciedla, jak i utrwala oraz projektuje instytucje, czyli normy, reguły i wartości. Fotografia ślubna służy uwiecznieniu uroczystości rodzinnej i sformułowaniu przekazu o niej opowiadającego, ale jednocześnie wytwarza modele wizerunków kobiecych, konstruuje kanon ról społecznych i tym samym wpisuje państwa młodych w określone role modelowe.
Kariera w marketingu
Zaświadczanie, upamiętnianie – to było dla niej za mało! Zajęła się marketingiem. Mydła, samochody, pierścionki, suknie ślubne, odświeżacze do ust – to jedynie początek długiej listy produktów. Wizerunek panny młodej, na który miała wyłączność, umożliwiał jej pracę w różnych branżach. Nie bała się dużych kampanii i współpracy z największymi gwiazdami takimi jak Elizabeth Taylor[4].
Pomysły wypracowane w sferze komercyjnej szybko trafiały do tej rodzinnej – jako inspiracje. Na początku fotografia ślubna stworzyła kobietę podporządkowaną, objętą silnym ramieniem stojącego za nią mężczyzny, który miał ją odtąd chronić. Jednak surowe, hieratyczne, całopostaciowe przedstawienia szybko ustąpiły glamourowym, inspirowanym przez kulturę popularną – kult aktorek rodzący się już w latach 20. i 30. XX w. wywarł ogromny wpływ na fotografię ślubną[5]. Zdjęcia panien młodych zaczęto stylizować w konwencji fotosów słynnych gwiazd. W ten sposób fotografie prywatne zaczęły się zmieniać pod wpływem wizerunków obecnych w przestrzeni publicznej.
„[K]ultura zaprzęga fotografie do rozmaitych zadań przedstawieniowych” – pisał Allan Sekula[6]. Zdjęcia nieustannie cyrkulują między sferą prywatną a publiczną. Rozróżnienie na użycie prywatne i komercyjne jest dziś trafniejsze, ale i ta opozycja wydaje się trudna do utrzymania. Dlatego być może lepiej jest mówić o przepływach treści pomiędzy różnymi domenami: o procesach zapożyczania, zawłaszczania i wypełniania nowymi treściami. Znaczenia w fotografii poruszają się, a różne użycia społeczne wiążą się z wieloma odczytaniami. Szczególnie dobrym przykładem jest tu sposób wykorzystania fotografii ślubnych przez współczesny przemysł weselny.
Wedding plannerka i pośredniczka sprzedażyPortret panny młodej na tle alejki parkowej; biel sukni kontrastuje z soczystą zielenią tła. W lewej ręce – piękny bukiet z chińskich róż. Prawa uniesiona do góry odchyla zalotnie rąbek welonu. Spośród wielu innych zdjęcie to zostaje wysłane znajomym i rodzinie jako pamiątka ślubu. Rodzice je drukują, oprawiają w ramkę i ustawiają w salonie na komodzie. Mąż zapisuje je na telefonie – będzie się wyświetlało, gdy ona zadzwoni. Fotograf, który wykonał zdjęcie, wgrywa je na tablet i pokazuje w czasie spotkań z klientami. Zamieszcza je również na blogu, na którym prezentuje zdjęcia ze ślubów. Fotografia staje się w ten sposób częścią portfolio internetowego. Stamtąd pobiera ją florystka, by przesłać swojej klientce. Chce wskazać bukiet i uzgodnić, czy o taki właśnie chodziło. Koleżanka panny młodej z liceum znajduje tę fotografię na profilu na portalu Nasza Klasa. Uznaje, że koleżanka wyglądała rewelacyjnie. Przesyła zdjęcie narzeczonemu, by zapytać, czy podoba mu się taka sukienka, i zaczyna szukać podobnej. Konsultantka ślubna znajduje tę fotografię w Internecie przypadkiem. Wykorzystuje ją, żeby zaprezentować swoim klientom miejsca, w których mogliby zorganizować sesję ślubną. Mija pół roku. Panna młoda postanawia sprzedać sukienkę. W programie do edycji zdjęć zamazuje swoją twarz i zamieszcza fotografię na stronie aukcji przedmiotu w serwisie Allegro. Ma nadzieję, że ta fotografia, pozwoli korzystnie sprzedać suknię… Każde z wymienionych użyć wiąże się z obdarzaniem fotografii zupełnie innym sensem i znaczeniem, z odmiennym odczytaniem. Materiały, które zostały zebrane w ramach projektu „Wesela 21” prowadzonego przez Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli…