Subskrybuj
redaktorka miesięcznika „Znak”, z wykształcenia polonistka i teatrolożka. Teksty o literaturze i teatrze publikowała wcześniej jako Agnieszka Goławska.

Niedokończona rozmowa

Kiedy przy tak licznych obowiązkach prof. Andrzej Szczeklik znajdował czas na rozległe lektury, jak udawało mu się śledzić na bieżąco wydarzenia literackie? Odpowiedź, jakiej autor <em>Kore</em> udziela Jerzemu Illgowi, jest zaskakująco prosta: to tak samo jak z zakochaniem – nieważne, jak bardzo jesteś zajęty, zrobisz przecież wszystko, żeby spotkać się z ukochaną osobą!

Wielki Lekarz to rzadkość (…) spotyka się ich najwyżej kilku w długim życiu zawodowym. Przywodzą na myśl ludzi obdarzonych słuchem absolutnym. Słyszą nuty, jak reszta z nas widzi kolory (…). Wielki Lekarz porusza się w świecie choroby równie swobodnie jak człowiek o słuchu absolutnym w przestrzeni tonalnej – dla innych niedostępnej” – pisząc te słowa w Katharsis, Andrzej Szczeklik dyskretnie nie wspominał, że sam owym słuchem absolutnym został obdarzony. Ta rzadko spotykana zdolność bywała zresztą uciążliwa, kiedy machinalnie wychwytywał nieznaczną zmianę tonacji, w jakiej wykonywany był utwór. Dowiadujemy się tego niejako mimochodem z jego rozmów z Jerzym Illgiem, które ukazały się drukiem w drugą rocznicę nagłej śmierci słynnego profesora medycyny.

Oprócz niebywałej wiedzy i umiejętności, które potwierdzały m.in. liczne publikacje w najbardziej prestiżowych międzynarodowych czasopismach naukowych, Andrzej Szczeklik posiadał też ten trudny do uchwycenia dar, swoistą intuicję, która sprawiała, że niejednokrotnie potrafił postawić nieomylną diagnozę w przypadkach, kiedy inni lekarze byli bezradni. W pamięci swoich pacjentów zapisał się jako jeden z tych nielicznych, którzy zasługują na miano Wielkiego Lekarza – choć z pewnością nie siebie miał na myśli, używając tego sformułowania. Jako człowiek niezwykle skromny, nieafiszujący się ze swoimi osiągnięciami, długo się wzbraniał, zanim Jerzemu Illgowi – przyjacielowi i wydawcy – udało się go namówić na wywiad rzekę, który miłośnikom eseistycznej twórczości Andrzeja Szczeklika pomógłby zrozumieć, w jaki sposób kształtuje się tak wyjątkowa osobowość twórcza. W zaciszu górskiego domu w Kościelisku, w otoczeniu ukochanych Tatr, przyjaciele zaczęli nagrywać rozmowy, które złożyły się na Słuch absolutny. Prace przerwała niespodziewana śmierć profesora. Jaki kształt mogłaby mieć ta książka, gdyby nie tragiczne okoliczności jej powstania? Jakich tematów przyjaciele nie zdążyli poruszyć?

Na pierwszy plan wysuwa się swobodny, gawędowy ton tych rozmów. Znajdziemy tu wiele zabawnych anegdot, jak choćby tę o sztubackich wyczynach Sławomira Mrożka, starszego kolegi w słynnym krakowskim Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego (tzw. Nowodworku), a także opisy szkolnych wybryków samego Szczeklika, który – zanim został uznanym profesorem nauk medycznych – dokonał np. wspólnie z kolegami zamachu na zapasy wina z piwniczki księży kanoników. Autor Nieśmiertelności opowiada o niezwykłych przyjaźniach, jakie udało mu się nawiązać: o znajomości z Józefem Tischnerem, Piotrem Skrzyneckim, Seamusem Heaneyem… Literatura zajmowała w życiu Andrzeja Szczeklika szczególne miejsce od…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobrazić sobie Boga dzisiaj