„(…) spójrz, jak strop niebieski / Upstrzyły gęsto złote lampy gwiazd. / Najmniejsza nawet z tych, które dostrzegasz, / Śpiewa jak anioł w swym okrężnym biegu, / Wtórując bystrookim cherubinom; / Taka harmonia jest i w nieśmiertelnej / Duszy…” (przekład Stanisława Barańczaka). Od duszy do Wszechświata droga daleka, ale Szekspir, układając w Kupcu weneckim wykład dla Lorenza o harmonii świata i ciał niebieskich, nie zmyśla?
Żadną miarą! Szekspir posługuje się wiedzą astronomiczną swobodnie. I to nie tylko tą, którą zawierały popularne w jego czasach almanachy astrologiczne – wydawane co roku i objaśniające świat przez zestawienia konfiguracji ciał niebieskich, były nieodłącznym elementem życia społecznego. Szekspir był też au courant z debatą astronomiczno-kosmologiczną prowadzoną na dość zaawansowanym naukowo poziomie. (Nawiasem mówiąc, Barańczak „poległ” w przekładzie tego fragmentu: u Szekspira wirują i śpiewają sfery, nie gwiazdy).
Wiedza prawdziwa o świecie jest koniecznie potrzebna, by napisać coś prawdziwego o człowieku?
Ujmę to inaczej: wiedza naukowa u najwybitniejszych twórców często stanowiła istotny element ich kultury ogólnej. Oni zadawali sobie trud poznania świata istniejącego i odbicia tej wiedzy w świecie, który sami tworzyli. Dobitny tego przykład stanowi Boska Komedia Dantego, która jest też wykładem XIV-wiecznej kosmologii. Z kolei u Szekspira, w Antoniuszu i Kleopatrze, sztafaż astronomiczny pojawia się chyba we wszystkich możliwych wariantach warsztatowych. Od luźnego nawiązania do astrologii, przez bogactwo teatru zjawisk niebieskich, skończywszy na zawoalowanych aluzjach, które pewni badacze uważają za opowiedzenie się przez autora po stronie określonej filozofii przyrody, np. za atomizmem albo heliocentryzmem.
„Miał twarz jak niebo i w to niebo wpięte / słońce i księżyc na swoich orbitach / świeciły ziemi – maleńkiemu o” (przekład Bohdana Drozrysdowskiego). Kleopatra takiego wyśniła sobie Antoniusza…
To charakterystyczny w poezji miłosnej trop, może nawiązanie do koncepcji przedstawiania człowieka jako mikrokosmosu. Trzeba jednak powiedzieć, że czytanie wybitnych dzieł dawnych mistrzów przez uczonych, którzy znają się na nauce tamtych epok, to nowa metoda. Wcześniej byliśmy na te znaczenia ślepi. Jak bardzo było to dotkliwe, choć przez czytelników niezauważane, przekonuję się podczas zajęć ze studentami, gdy czytamy pierwsze pieśni z Raju Boskiej Komedii, w których Dante pisze o Księżycu. Najpierw proszę o wskazanie miejsc, których nie rozumieją; potem dyskutujemy o tym, co wydało im się klarowne. Tyle że podczas rozmowy szybko się okazuje, że oni po prostu nie przeczuwają, ile w wybranych wersach kryje się treści do odkrycia i zrozumienia. W trakcie zajęć oczy otwierają im się coraz szerzej także dlatego, że uświadamiają sobie, ile tracimy z lektury tego arcydzieła, nie znając kultury naukowej wykorzystanej przez Dantego.
Kiedy Molier przekonywał ustami Don Juana, że bardziej wierzy w matematykę niż w Boga i tradycyjną medycynę, przewidywał nadchodzącą rewolucję naukową czy tylko prowokował współczesnych?
Być może, jak każdy wybitny twórca, wyczuwał ducha swoich czasów? Dowiemy się tego, jeśli lekturę Don Juana wzbogacimy o poznanie czytanych wówczas książek, w tym naukowych. Literatury zarówno wybitnej, jak i drugorzędnej, bo tę czytano powszechnie, więc nieraz to ona właśnie wytyczała szlak ducha epoki. Mam jednak na myśli poznanie głębokie, które pozwoli nieledwie wczuć się w myślenie ludzi tamtych czasów. W ten sposób możemy się dowiedzieć rzeczy niespodziewanych, choćby tego, że Londyn Szekspira był miejscem, gdzie teoria kopernikańska, propagowana przez kilku wybitnych intelektualistów, była dość rozpowszechniona. Jeżeli natomiast chcemy zrozumieć historiozofię Zygmunta Krasińskiego, pokazaną choćby w poemacie Przedświt, musimy poznać astronomię Williama Herschela. Nasz wieszcz odtworzył bowiem na sposób poetycki kosmos Herschela z drabiną coraz bardziej skomplikowanych i ewoluujących ciał niebieskich: od planet przez Drogę Mleczną po podobne do niej systemy gwiezdne. Nie mniejszą wiedzę z nauk ścisłych miał Witkacy, który zamieszczał w powieściach małe traktaty na temat fizyki współczesnej albo astronomii. Nierzadko jednak wykorzystywał ją do prześmiewczych zabaw intelektualnych, np. wprowadzając postaci o nazwiskach, które są przetworzonymi nazwami ciał niebieskich.
O tym, że Kwartet aleksandryjski Lawrence’a Durrella jest deklaratywnym nawiązaniem do teorii względności Einsteina, wiedzą chyba wszyscy, którzy przeczytali tę powieść. Jak rozległa była wiedza Bolesława Prusa o osiągnięciach współczesnej mu nauki, przekonuje powieść Emancypantki, gdzie całe fragmenty poświęcono odkryciom nauk ścisłych i przyrodniczych. Autor Lalki napisał też opowiadanie Przy księżycu, w którym – bazując na popularnej wówczas teorii, wedle której Księżyc oderwał się od wirującej młodej Ziemi, jako „bąbel materii” – porównuje stosunki międzyludzkie do relacji między Ziemią a młodym Księżycem.
Jeżeli od literatury Prusa do wiedzy o Księżycu tak blisko, to którędy biegnie granica między humanistyką a naukami ścisłymi?
A może zamiast szukać granic, potraktować literaturę i nauki ścisłe jako różne twarze przygody intelektualnej, którą jest poznawanie świata? Zanim zacząłem studiować astronomię, dużo czasu poświęcałem matematyce, np. czytając rozprawy o teorii liczb prof. Wacława Sierpińskiego, ale literatury pięknej nigdy nie zarzuciłem…
No właśnie, widzę. W zajmującej dwie ściany bibliotece Pana Profesora istne bogactwo: bajki japońskie, literatura erotyczna Anny Janko.
A to tylko połowa tego, co składało się na bibliotekę przed przeprowadzką… Historia nauki jest furtką w dwie strony: pozwala współczesnym uczonym zajmującym się naukami matematyczno-przyrodniczymi wyprawiać się w świat humanistyki, humanistom daje możliwość znalezienia nowych sensów badanych dzieł dzięki wiedzy nauk ścisłych. Literatura jest jednak Wszechświatem sama w sobie, mnie interesuje zaledwie pewien jego fragment. Za to taki, którego dotykają twórcy najwięksi.
Dlaczego interesuje ich wiedza przekraczająca stan świadomości epoki, w której żyją? Wiedza prawdziwa nie zawsze jest od razu użyteczna, nawet na poziomie oswajania lęków człowieka przed światem.
A dlaczego gdy jesteśmy pod rozgwieżdżonym niebem, doznajemy olśnienia? Dyktuje je wyłącznie ogrom Wszechświata, potrzeba poznania ciał niebieskich, faz Księżyca albo długości roku słonecznego? Pytanie o chęć zrozumienia czegoś więcej i głębiej, niż na pierwszy rzut oka jest możliwe, jest pytaniem o nasze człowieczeństwo. Tak właśnie rozpoczynają się niektóre starożytne poematy o człowieku – istocie, która stała się tym, kim jest, dopiero gdy podniosła oczy ku niebu.
Godfrey Harold Hardy, angielski matematyk z przełomu XIX i XX w., w książce Apologia matematyka wyjaśniał powody swego zainteresowania matematyką – dumny, że zajmował się takimi jej zagadnieniami, które nigdy nie znalazły praktycznego zastosowania. Nie przewidział, że kilka dekad po jego śmierci przedmiot jego badań zostanie wykorzystany w nowych metodach szyfrowania… Świat platońskich idei i strona praktyczna wiedzy wydają się nierozerwalnie związane, a odpowiedzi na pytanie, dlaczego człowiek chce poznawać coś, co wydaje się trudne, lokują się między tymi wyborami.
Dlaczego jednak chcemy wiedzieć, jak jest naprawdę?!
Zamiast udawać, że znam odpowiedź, opowiem, jak to bywało u niektórych uczonych.
W De revolutionibus… Mikołaj Kopernik nie kryje zachwytu nad obserwowanym niebem, a kiedy rozwija kosmologiczną wizję układu heliocentrycznego, daje się słyszeć triumfalny okrzyk autora: wreszcie wiem, w jaki sposób Stwórca stworzył świat! Tak silna była w nim potrzeba zbliżenia się do zamysłu Boga i odkrycia jednolitej wizji świata. Podobnie jest u Jana Keplera, który był przekonany, że archetyp, według jakiego Bóg zbudował świat, był ufundowany na matematyce, w szczególności na geometrii. Kiedy jednak pod koniec życia przygotowywał drugie wydanie Tajemnicy kosmosu, umiał napisać: wiem, że fizyka ziemska musi być taka sama jak niebieska, bo wszystko to jest jedno stworzenie, ale jeszcze nie umiem tego udowodnić.
A tak na marginesie: wymyślamy czy też odkrywamy to, co istnieje? Werner Heisenberg, po kilku latach zmagań, podczas formułowania macierzowej mechaniki kwantowej pisał do siostry: do tej pory błąkałem się między szczytami, wreszcie udało mi się wyjść na najwyższy wierzchołek, z którego zobaczyłem całe pasmo górskie. Innymi słowy: wszystko już istnieje, musimy tylko umieć to zobaczyć i zrozumieć. Albert Einstein i Leopold Infeld w książce Ewolucja fizyki patrzyli na to inaczej: rzeczywistość to nasza konstrukcja myślowa. Właściwie możemy się zastanawiać, czy nasz Wszechświat nie ma aby twarzy jednej z wielu możliwych do napisania.
Jakie warunki trzeba spełnić, by móc dokonywać odkryć, które tę twarz pozwolą poznać? W niebo patrzyło wielu ludzi, ale to Kopernik i Kepler dokonali odkryć, które zmieniły naukę i ludzkie myślenie.Przede wszystkim musi się pojawić człowiek, który czuje potrzebę zrozumienia, jak funkcjonuje natura. I…