Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nieoczekiwany wybuch możliwości komunikowania się sam z siebie stanowił wymiar przestrzenny nieograniczony, na który musiała przyjść odpowiedź.

30 kwietnia 2014, środa

To nie będzie tekst ani wesoły, ani nawet pogodny. W czerwcu otwiera się seria jubileuszy, którymi będziemy świętować 25-lecie odzyskania suwerenności. U ludzi takich jak ja, bliskich kresu, pojawia się potrzeba zastanowienia nad wyborem rzeczywistych osiągnięć spośród dokonań, które stały się naszym udziałem po 4 czerwca. Te niepokoje dzieli na pewno ze mną wielu przyjaciół tak jak ja przekonanych, że był to przełom, wielki dar i szansa. Nie musimy jednak mieć racji, przyglądając się dziedzinom, w których dokonywały się zmiany naprawdę rewolucyjne. Osobiście najgłębiej przeżywałam trzy wydarzenia, do których wolno mi było przyłożyć rękę. Pierwsze to zastąpienie PRL imieniem i rzeczywistością Rzeczypospolitej Polskiej, czego symbolem było przywrócenie przedwojennego godła. Dotąd pamiętam, dlaczego zaprotestowałam przeciwko rozpoczynaniu dyskusji na temat pogłębionego ideologicznie wizerunku orła (niektórym posłom zależało na umieszczeniu krzyża na jego koronie), przewidując, że rozpoczniemy walkę niszczącą perspektywę dokonania zmiany natychmiastowej, tak bezwględnie potrzebnej. Drugą decyzją, w której uczestniczyłam z satysfakcją, było rozwiązanie Urzędu ds. Wyznań – instytucji wyjątkowo szkodliwej, która perfidnie szykanowała Kościół. Nie tylko dyktowała decyzje w sprawie np. budowy kościołów czy nakładów czasopism, ale próbowała zniewalać ludzi przez pokusę kolaboracji. I wreszcie trzecia sprawa, najbliższa mi, bo związana z zawodem, któremu poświęciłam całe życie: uwolnienie dziennikarstwa od cenzury (już wcześniej, dzięki Porozumieniom Sierpniowym, ograniczonej ustawą, która precyzowała zasady konfiskat i umożliwiała manifestowanie sprzeciwu przez zaznaczanie miejsc ingerencji). To było odzyskanie wolności słowa, uchwalane przez nas z radością i rysującą perspektywy pracy dziennikarskiej takie, o jakich się marzyło przez 45 lat.

2 maja 2014, piątek Teraz patrzę na dziennikarstwo po upływie ćwierć wieku. Jest zjawiskiem, które coraz bardziej mnie zastanawia i rodzi sporo pytań. Urosło do rangi jednego z zawodów najbardziej prestiżowych. Przekonane o swojej ważności staje się udziałem coraz większej liczby ludzi i form. Symbolem tego jest dla mnie zjawisko mnożących się wydziałów dziennikaratwa na uczelniach katolickich; w Toruniu powstała nawet Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej. Nieraz pytałam, dlaczego Kościół nie zajmie się raczej prowadzeniem placówek kształcących wychowawców, nauczycieli i innych pomocników rozwoju człowieka. To oni przecież są niezbędni chorym i poszukującym czy po prostu złaknionym duchowo w obliczu kultury jałowej lub destrukcyjnej. Nieoczekiwany wybuch możliwości komunikowania się sam z siebie stanowił wymiar przestrzenny nieograniczony, na który musiała przyjść odpowiedź. Właśnie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Praca