Subskrybuj
Poetka, prozaiczka. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia – za tom Dwa fiaty (2009) oraz książkę prozatorską Obsoletki (2010). Ostatnio opublikowała Pij ze mną kompot (2021)

Marta, nie Maria

Nie miał Chrystus racji i brzydko dziewczynę potraktował. Marta nie miała obowiązku formułować swoich wątpliwości precyzyjnie, ostatecznie mogła się po Bogu spodziewać ponadstandardowej empatii. Natomiast Jezus musiał już wtedy wiedzieć, że taki na przykład Napoleon trafi na karty podręczników do historii głównie dzięki cesze dla płci męskiej nietypowej, a będącej ewolucyjnie udowodnioną domeną kobiet: podzielności uwagi.

Zaczęło się niewinnie. Był 1 kwietnia, szóstoklasiści pisali jakiś test, lekcji nie było, zabrałam więc dzieci – swoje i okoliczne – nad zalew. Mając zaś po dziesięciu minutach zdecydowanie dość okrutnego primaaprilisowego żartu o zgubionym kolczyku (ze wszystkiego można sobie ze mną pożartować, ale para kolczyków to jest poważna sprawa, bo staram się nosić kolczyki parami, jak i parami przyjmuję na tzw. klatę nieszczęścia, a pojedynczy kolczyk i pojedyncze nieszczęście wprawiają mnie w poznawczy stupor), „hej”, powiedziałam, „a może wymyślimy sobie inne imiona i będziemy udawać inne osoby?”. Ogromnie im się to podobało, a najbardziej, że mogą mówić do mnie per „Marta”. Pogoda była nieopisanie pogodna, więc wszystko trzeba było zrobić naraz, nim przyjdą majowe mrozy i czerwcowe pluchy, a potem lipcowe powodzie oraz sierpień, miesiąc trzeźwości: nakarmić kaczki, nie dając się zjeść syczącym łabędziom, skoczyć na bombę do piaskownicy, najlepiej nie schodząc z huśtawki, wejść na pordzewiałą barkę, najchętniej na nią nie wchodząc, bo ząb czasu poprzegryzał ją w wielu miejscach na wylot, przez który to wylot widać było czarną wodę, co napawało lękiem – ostatecznie weszliśmy w naszych zalęknionych ciałach do połowy barki, a dalej tylko myślą. W trakcie zaś wycofywania się z barki ciałem musiałam odebrać pilny telefon od jednego z moich przerozlicznych – co nie znaczy, że porozliczanych – zleceniodawców. A potem kolejnego. I kolejnego. A woman’s work is never done, co nie. I wtedy zrozumiałam, dlaczego wybrałam dla siebie Martę. No bo nie miał Chrystus racji i brzydko dziewczynę potraktował. Pamiętamy, jak było: Jezus zaszedł do wsi, a „tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu”. Siostra niewiasty, też niewiasta, Maria, usiadła u stóp Pana, podczas gdy Marta „uwijała się koło rozmaitych posług”. Trochę to się Marcie musiało wydać niesymetryczne, a może sama też by sobie posiedziała u stóp Pana, więc zapytała: „»Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Praca