Subskrybuj
Kustosz w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, pracuje w Instytucie Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, oddziale Muzeum. Opublikował m.in. Edytorstwo. Jak wydawać współczesne teksty literackie (2011), przygotowuje biografię Jana Józefa Lipskiego, prowadzi...

Dzienniki dziewczyny, która będzie Osiecką

Dziennik „Bożeny Ostoi” (tak podpisywała się wówczas 12-letnia Agnieszka Osiecka) na dobre rozpoczyna się 18 maja 1949 r.; mamy już zatem socrealizm – i dojrzewającą dziewczynę z inteligenckiego domu, interesującą się sportem. To bardzo intymne zapiski dojrzewającej nastolatki, przywodzące trochę na myśl postać Młodziakówny z <i>Ferdydurke</i>.

Pierwszy tom dzienników Agnieszki Osieckiej to dopiero przedsmak tego, czego możemy się spodziewać. Osiecka, której sugestywna legenda trwa do dzisiaj, nie jest postacią „historyczną” w sensie, jaki zazwyczaj nadajemy temu określeniu: nie wypowiadała wojen, nie sprawowała funkcji politycznych (poza działalnością „agitacyjno-propagandową” i sekretarzowaniem w kole ZMP, skąd została wyrzucona za niepoważną postawę po śmierci Stalina). Tworzyła jednak historię – i to nie tylko w tym sensie, w jakim tworzy ją każdy człowiek swoimi życiem, czyli „małą historią” (na podobieństwo „małej ojczyzny”). Osiecka wpłynęła zarówno na to, jak odbierano rzeczywistość w czasach PRL, jak też i na to, jak patrzymy na tamte lata z dzisiejszej perspektywy. Niejednokrotnie postrzegamy czas Polski Ludowej przez pryzmat jej Okularników. Piosenki Osieckiej, których napisała podobno 2 tys. (czy to prawda?…), mają niepowtarzalny klimat. Można w nich odnaleźć empatyczną wizję ludzi mieszkających w konkretnym miejscu i czasie, wiernych tradycji i pewnym zobowiązaniom: klasycznej polskiej inteligencji. To o ich problemach mówią Okularnicy („Potem wiążą koniec z końcem / za te polskie dwa tysiące”).

Źródło do dziejów PRL

Ale Osiecka to przecież także autorka Zielono mi do muzyki Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Małgośki i Sing Sing śpiewanych przez Marylę Rodowicz czy… Ballady o pancernych (piosenki tytułowej z serialu Czterej pancerni i pies, często, np. w latach 80., wykorzystywanego propagandowo). Sama także była postacią nie pasującą do szablonu, wymykającą się jakimkolwiek przyporządkowaniom. Była blisko związana z Markiem Hłaską, później z Jeremim Przyborą, z Danielem Passentem, jednak nazwanie jej „kobiecym Don Juanem Polski Ludowej” byłoby krzywdzące, ukazywałoby tylko jeden wymiar biografii, w dodatku nie w pełni. Niewątpliwie była niezwykła – zafascynowała nawet Jerzego Giedroycia, redaktora paryskiej „Kultury”. Pierwszy tom dzienników Osieckiej zapowiada niesamowite źródło do dziejów PRL – nie w sensie nowej wiedzy o faktach politycznych i decyzjach z najwyższych szczebli, ale dzięki temu, że mamy szansę przyjrzeć się czemuś może istotniejszemu: codziennemu życiu niektórych środowisk warszawskiej inteligencji. To dosyć specyficzna warstwa – w pewnym sensie uprzywilejowana. Mimo wszystko łatwiej było żyć w PRL inteligentowi w Warszawie niż w małym miasteczku czy nawet mieście wojewódzkim (przypomnijmy sobie teksty z „Po Prostu” o klubie inteligencji z Brzozowa czy problemy wydawnicze pisma kulturalnego „Kamena” reprezentującego tzw. ścianę wschodnią). Inteligencja warszawska miała bliżej do centrum, także do centrum władzy. Chodzi tu nie tyle o realny wpływ, ile o związki towarzysko- -środowiskowe; Warszawa Polski Ludowej była małym miastem, informacje – często zniekształcone do niesprawdzalnych plotek – krążyły w dość ograniczonym gronie, co w przypadku szczególnie burzliwych historii może przypominać parę buzującą pod przykrywką kotła. Kto mógł mieć lepszy dostęp do informacji niż Osiecka, prowadząca bardzo bogate życie towarzyskie?… Przypomnijmy sobie dziennik Tyrmanda z roku 1954. Co o Warszawie tych lat pisze Osiecka?

Właśnie pokazanie ówczesnego obiegu informacji, wzajemnych relacji, które miały ze sobą elita władzy i środowisko dziennikarsko-artystyczne (czasem będące przedłużeniem elity, czyli tzw. warszawką, często też jednak na uboczu czy wręcz opozycyjne – bywało zresztą, że postawy tych samych osób w różnych okresach PRL ulegały zmianie), to wielka obietnica, jaka wiąże się z wydaniem tych dzienników. Za decyzję o ich publikacji trzeba być wdzięcznym zarówno spadkobierczyni, Agacie Passent (tym bardziej że zgodziła się na ich integralne – pozbawione opuszczeń – wydanie), jak też edytorce Karolinie Felberg oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.

„W cieniu zakwitających dziewcząt” Na realizację tej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Praca