Kościół lokalny powinien pamiętać o jego zaangażowaniu w Synod Archidiecezji Krakowskiej. A także o twórczym i bezinteresownym myśleniu o Kościele, traktowanym przezeń jak ojczyzna. Jak wspólnota, za którą czuł się odpowiedzialny
Gdyby Juliusz Zychowicz żył w kulturze, w której imię jest odbiciem prawdy o człowieku, być może nadano by mu miano: „To, co najważniejsze, [a] niewidoczne dla oczu”. Pan Juliusz był bowiem człowiekiem na swój sposób wielkim, a jednocześnie – przynajmniej na pierwszy rzut oka – niepozornym.
Jego wielkość ukryta była tak głęboko, że on sam chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ze swych zasług. Z tego, że były one czymś więcej niż zwyczajna, uczciwa praca i czyny, których domagało się wyznawane przez niego chrześcijaństwo. Pamiętam moment, w którym poinformowano go o wszczęciu starań o przyznanie mu odznaczenia. Zaoponował tak stanowczo, że potem nikt już nie ośmielił się do tego pomysłu wracać. Polska kultura zapamięta go przede wszystkim jako tłumacza z wielu języków obcych. Przełożył ok. 100 książek z dziedziny filozofii, teologii i szeroko pojętej humanistyki. Znalazły się wśród nich dzieła m.in. Rahnera i Balthasara, Sołżenicyna i Klemperera, Martiniego i Halíka, Patočki i Bubera… Miał talent do języków. Dobiegał już dziewięćdziesiątki, gdy zaczął uczyć się hiszpańskiego. Ogromną frajdę sprawiała mu lektura tekstów Bergoglia (papieża Franciszka) w oryginale i porównywanie ich z polskimi przekładami. Tłumaczyć książki zaczął dość późno, w połowie lat 70. ubiegłego stulecia. Taki znalazł pomysł na uczciwe życie w PRL-u. Wcześniej imał się różnych zawodów (był m.in. przewodnikiem turystycznym i – bardzo krótko – redaktorem „Znaku”). W wyborach miejsc pracy brał pod uwagę m.in. zakres wolności od totalitarnego państwa. Chciał, żeby tego molocha (i związanego z nim kłamstwa) było w nim i w jego domu jak najmniej. Dlatego właśnie, po skończonych tuż po wojnie studiach, nie zdecydował się na pracę w charakterze prawnika.
Kościół lokalny powinien pamiętać o jego zaangażowaniu w Synod Archidiecezji Krakowskiej. A także o twórczym i bezinteresownym myśleniu o Kościele, traktowanym przezeń jak ojczyzna. Jak wspólnota, za którą czuł się…