23 września 2014, wtorek
Od pewnego czasu temat starości stał się modny, bywa nawet pierwszoplanowy. Zastanowił mnie lead z artykułu Haliny Bortnowskiej Muzyka starości („Magazyn Gazety Wyborczej”, 4 września 2014): „Nie warto poświęcać życia żegnaniu się z życiem. Ale coś sensownego zrobić z ostatkiem czasu należałoby”. Tak jakby „żegnanie się z życiem” było w starości najbardziej niewłaściwe. Może autorka, Bogu dzięki, jest jeszcze od tego daleka? Bo ja sama widzę to zupełnie inaczej. Listopad to czas pamięci – czas, który w polskiej kulturze jest wyjątkowo intensywny, a my, starzy, znajdujemy w nim swoje miejsce bez żadnych ograniczeń, jeżeli tylko mamy siły. Pamięć jest jednak równocześnie i zadaniem, i pułapką, przede wszystkim zaś funkcją wdzięczności. Pamięta się i tych, którym coś zawdzięczamy, i tych, którym przystoi okazać wdzięczność niejako pod ciśnieniem opinii. Bez wdzięczności nie byłoby wspólnoty, choć pozostaje pytanie: jak wdzięczność się rodzi? Rodzi się z poczucia bliskości, nawet czysto fizycznej. To bliskość zawsze tych samych osób, które kochamy, które zapewniają 100% bezpieczeństwa. Jest jednym z praw psychologii, że w dziecku, które od urodzenia było pozbawione stałego kontaktu z tą samą osobą lub osobami, ograbione z pewności, że będzie to kontakt niczym niezakłócony, nie wykształci się ten najtrwalszy rodzaj więzi: między dzieckiem a rodzicami. Nie powstanie też zdolność do nawiązania trwałego związku uczuciowego i wdzięczności właśnie. Słysząc o przeszło 2 mln rodaków, którzy pewno nie wrócą z krajów, do jakich wyemigrowali, czasem zastanawiam się, czy ich dzieci będą potrzebowały pamięci o ojczyźnie, jej historii i krajobrazie. Czy będą stawały pod pomnikami z poczuciem, że im coś mówią? Czy w ogóle zrozumieją, po co się jedzie w Zaduszki na mogiły rodzinne, choćby znajdowały się w dalekim kraju?
25 września 2014, czwartek„Żegnanie się z życiem”, jako funkcja świadoma, nie musi być udziałem każdego starego człowieka. Odchodzą przecież i tacy, którzy nie mieli nawet czasu, by stanąć przed tą możliwością, usypiając łagodnie albo wręcz nieświadomie. „Żegnanie się z życiem” może być jednak ostatnim obowiązkiem – tak oczywistym jak wdzięczność: troska o to, by nie zgasła pamięć o tych, którym zawdzięczamy wszystko albo bardzo wiele i którzy zasługują na wdzięczność także kolejnych pokoleń. Może autorka cytowanych słów też to widzi jako coś pożytecznego, co stary człowiek zrobić umie? Pojawia się tylko taki problem, że pamięć jako powinność sterowana jest również pułapką wspomnień zmieniających się wraz z wiekiem…