Pytania te nasuwają się nadal również po zastosowaniu u osoby transseksualnej standardowych w tego rodzaju przypadkach oddziaływań hormonalnych i chirurgicznych. W pewien paradoksalny sposób zyskują wówczas nawet na sile, a ich aktualność wzrasta w miarę rozwoju współczesnej endokrynologii i chirurgii plastycznej. Czy możemy jednak w ogóle takie pytania stawiać? Czy nie przemycamy w ten sposób już pewnych założeń o charakterze ontologicznym i epistemologicznym, a wręcz ideologicznym?
Chociaż skala występowania transseksualizmu w populacji jest stosunkowo niewielka (1), zjawisko skłania do refleksji nad zasadniczymi zagadnieniami dotyczącymi płci człowieka. Do tego rodzaju kluczowych kwestii zaliczyć można pytania o to, jak w ogóle rozumieć bycie kobietą i bycie mężczyzną; jakie jest znaczenie kryteriów biologicznych, cielesnych i psychologicznych dla tożsamości płciowej; a także jaki jest status subiektywnego wszak poczucia tożsamości płciowej w relacji do pozostałych elementów jej całokształtu. Analiza literatury przedmiotu ujawnia silną obecność dyskursów o charakterze filozoficznym. Można zauważyć ścieranie się tutaj podejścia esencjalistycznego oraz konstrukcjonistycznego. Przy czym to ostatnie wydaje się w obecnym czasie dominować. Nie zawsze jednak tak było.
Od psychopathia transexualis do dysforii płciowej
„Nie potrafię opisać mojej skłonności inaczej niż słowami, iż zdaję się być kobietą w precyzyjnie uformowanym męskim ciele, ponieważ, o ile mi wiadomo, jestem prawidłowo zbudowanym mężczyzną, w pełni wydolnym seksualnie. Jednakże odkąd tylko pamiętam, na pewno gdy miałem lat pięć, zdawałem się posiadać to najsilniejsze z możliwych pragnień, aby być dziewczynką, i rozmyślałem o jakiejś magii, która mogłaby mnie przemienić. Bawiłem się lalkami; przestawałem z dziewczynkami, ich gusta były moimi gustami (…). Moja miłość do kobiet jest dokładnie taka jak do przedmiotu sztuki; do rzeźby. Wydaje mi się, że sama Wenus nie mogłaby wzbudzić we mnie cienia emocji. Widok przystojnego mężczyzny powoduje we mnie natomiast przypływ namiętności i afektu. (…). Nasza matka umarła, gdy miałem sześć lat. Mój ojciec był uzależniony od morfiny i nie zajmował się nami (…). Gdybym tylko spotkał tego jedynego, który odwzajemniłby moje uczucie, nie wahałbym się ani chwili podążyć za nim bez względu na konsekwencje, pomimo utraty mojej pozycji i dobrego imienia. Uczucie spełnienia pozwoliłoby mi szybko odzyskać równowagę psychiczną. Pragnę poczuć penis w miejscu kobiecego organu, gdybym tylko go posiadał” (cyt. za: V.L. Bullough, A nineteenth-century transsexual, w: „Archives of Sexual Behavior” 1987, 16, s. 81–84).
Przytoczony list opublikowany został pierwotnie w 1897 r. w amerykańskim czasopiśmie medycznym „Alienist and Neurologist” przez Williama Lee Howarda – lekarza z Baltimore – w jego artykule Psychical hermaphroditism. Autor opisywał w nim przypadek jednego ze swoich pacjentów. Problem, z którym się spotkał, zdefiniował jako „kobieca dusza w męskim ciele”. Ten bodajże pierwszy, opublikowany w literaturze naukowej w takiej rozciągłości, opis tego rodzaju doświadczenia zawiera pewne charakterystyczne rysy obecne w relacjach osób określanych dzisiaj jako transseksualiści.
Choć transseksualizmem zajmowali się na przełomie XIX i XX w. także seksuolodzy niemieccy, zagadnienie to przeniknęło do szerszej świadomości zarówno na gruncie naukowym, jak i popularnonaukowym dopiero dzięki pracom amerykańskiego seksuologa Davida O. Cauldwella. W opublikowanym na łamach czasopisma „Sexology” w 1949 r. artykule Psychopathia Transexualis autor pisał, iż jest to choroba, osoby transseksualne „pragną odznaczać się przynależnością do płci, do której nie można ich właściwie zaliczyć (…). To psychiczne zaburzenie pojawia się wówczas, gdy proces rozwoju indywiduum przebiega niezgodnie z jego biologiczną kwalifikacją płciową”. W swoich pracach Cauldwell podjął zasadnicze wątki problematyki transseksualizmu jako zagadnienia z obszaru ludzkiej płciowości, rozpoczynając tym samym dyskusję, która wciąż może wydawać się aktualna, chociaż zarysowujące się od jakiegoś czasu rozstrzygnięcia zdają się zmierzać w innym kierunku.
A zatem:
– Czy można zmienić płeć pod względem fizjologicznym? Dotyczy to również możliwości nabycia zdolności do określonych cielesnych doznań.
– Czy można w ogóle mówić o jakiegoś rodzaju nieodpowiedniości lub sprzeczności pomiędzy płcią psychiczną a biologiczną?
– Czy dopuszczalna jest ingerencja w prawidłowo pod względem fizjologicznym funkcjonujący organizm w imię ratowania i zachowania dobrostanu psychicznego?
– Czy doświadczenie posiadania tożsamości płciowej innej niż przypisana i dążność do posiadania pełni płciowych kwalifikacji w zakresie płci pożądanej należy potraktować jako przejaw choroby lub zaburzeń psychicznych czy np. jako dążność do realizacji swoich aspiracji?
I wreszcie:
– Czy można nie uznawać tożsamości płciowej deklarowanej przez drugą osobę, jeżeli jest się przekonanym, że nie jest ona zgodna z prawdą? Można by do tego dodać pytanie, dlaczego tożsamość płciową należałoby pod tym względem traktować odmiennie niż inne aspekty tożsamości człowieka.
Cauldwell podkreślał, iż na obecnym etapie rozwoju nauk medycznych, w tym chirurgii, nie jest możliwa „metamorfoza i [zamiana] w osobę płci przeciwnej”. Dotyczy to również zdolności do określonych cielesnych doznań. Zresztą wyrażane przez osoby transseksualne przekonanie o niezgodności ich płci biologicznej z płcią psychiczną jest o tyle nieuzasadnione, że istnieje znacznie mniej psychologicznych różnic pomiędzy obiema płciami, niż się powszechnie uważa. Cauldwell miał na myśli brak wyraźnych różnic płciowych w sferach funkcjonowania psychologicznego, tym samym brak wyraźnego kobiecego i męskiego profilu psychicznego, który byłby niezgodny z przeciwstawną płcią biologiczną2. Zabieg chirurgiczny należałoby uznać zatem za nieuzasadnione okaleczenie zdrowego ciała w sytuacji, gdy zaburzona jest raczej sfera psychiczna. I wreszcie: każda osoba, w tym lekarz, powinna mieć prawo traktować drugą osobę zgodnie ze swoim przekonaniem „co do rzeczywistego stanu rzeczy”.
Wyraźnie odmienne podejście do problematyki transseksualizmu zaprezentowane zostało natomiast w ujęciu drugiego z klasyków badań nad tego typu przypadkami – Harry’ego Benjamina. W wydanej w 1966 r. książce The Transsexual Phenomenon Benjamin pisał, iż „transseksualiści są osobami, które doświadczają przynależności do innej płci, chcą żyć i funkcjonować jako osoby płci przeciwnej, a nie tylko być tak odbierane. Ich narządy płciowe, zarówno pierwotne (gruczoły), jak i wtórne (penis lub pochwa), są dla nich odpychającym upośledzeniem i powinny być usunięte chirurgicznie (…). Ich płeć psychologiczna, czyli umysł, jest kobieca. Dlatego czują się kobietami. I gdy ubierają się i żyją jako kobiety, robią to z powodu przemożnego wewnętrznego nacisku” (3). U Benjamina spotkać można również wyraziste opisy osób transseksualnych M/K: „postać jej charakteru jest zasadniczo kobieca i [osoba ta] bardzo dobrze przystosowała się do kobiecej roli” lub: „Poznałem ją tuż po zakończeniu procedury konwersji oraz operacji plastycznej biustu. Była niezwykle atrakcyjną rudowłosą dziewczyną, aktywną, nieco lekkomyślną. Zarabiała na życie jako dziewczyna do towarzystwa”.
W perspektywie przyjmowanej przez Benjamina pojawia się ponadto pewien aspekt transseksualizmu, który z założenia wykluczony został przez Cauldwella. Chodzi mianowicie o transseksualne doświadczanie cielesności, o możliwość doświadczania kobiecej cielesności pomimo męskiego ciała (w męskim ciele) oraz męskiej cielesności pomimo kobiecego ciała (w kobiecym ciele). Benjamin sygnalizuje przy tej okazji również kwestię zakresu możliwej aktywności podmiotu w kształtowaniu swoich doświadczeń cielesnych. „Czy możliwe jest – pyta Benjamin – aby mężczyzna był w stanie zapomnieć o obecności swoich męskich narządów lub, gdy dojdzie już do operacji, o tym, że one w ogóle kiedykolwiek istniały?” Przywołuje opis doświadczeń jednej z osób transseksualnych M/K w trakcie stosunku płciowego, podczas którego dochodzi do doświadczania „swoich” męskich genitaliów jako należących do drugiej osoby: „Nie wiem, czy to mój penis, czy mojej żony”. Można by przy tej okazji pójść o krok dalej i zapytać nie tylko o możliwość niedoświadczania męskiej cielesności przez osoby transseksualne M/K i kobiecej przez osoby K/M, ale o możliwość doświadczania kobiecej cielesności u osób M/K i męskiej K/M, i to jeszcze nawet przed przystąpieniem do procedury hormonalno-chirurgicznej. Warto przy tym zauważyć, że opis tego rodzaju doświadczeń cielesnych prezentowany był już znacznie wcześniej przez niemieckiego pioniera seksuologii Richarda von Krafft-Ebinga w książce Psychopathia sexualis (1886) „pod szyldem” metamorphosis sexualis paranoica: „Czuję się jak kobieta o męskich kształtach [in a man’s form], i nawet jeżeli pociągają mnie męskie kształty, to zawsze z punktu widzenia kobiety. Tak więc, na przykład, doświadczam [swojego] penisa jak łechtaczki, cewki moczowej jak ujścia pochwy, która zawsze wydaje mi się nieco wilgotna, pomimo że tak naprawdę jest sucha; moszny jak warg sromowych (…). Co cztery tygodnie dostaję pięciodniowego okresu jak kobieta, fizycznie i psychicznie, tyle że nie krwawię, ale czuję utratę płynów” (s. 314–316).
Harry Benjamin został patronem pierwszej instytucji zrzeszającej osoby zajmujące się problematyką transpłciowości: The Harry Benjamin International Gender Dysphoria Association, założonej w 1979 r., obecnie The World Professional Association for Transgender Health (WPATH). Od pewnego czasu WPATH nabiera wyraźnych cech organizacji nie tylko zawodowej i badawczej, ale także społecznej i politycznej. Zajmuje się m.in. opracowywaniem standardów postępowania w tego rodzaju przypadkach jako obowiązującej normy medycznej i prawnej. Sama konceptualizacja transseksualizmu w ujęciu Benjamina uważana jest już często za archaiczną. Chodzi o traktowanie transseksualizmu jako zaburzenia wymagającego standardowo określonej procedury korekcyjnej, a nawet o funkcjonowanie samego terminu „transseksualizm” w jego klasycznym rozumieniu jako odnoszącego się do biologicznych kobiet, które psychicznie czują się mężczyznami, oraz biologicznych mężczyzn, którzy psychicznie czują się kobietami. Otóż takie rozumienie traktowane jest jako zbyt normatywne i sztywne, sugerujące, że istnieją tylko dwie wyraźne płciowe natury, oraz narzucające ściśle określoną biologiczną interpretację płciowej kwalifikacji ciała, która – jak pisze np. Judith Lorber – nacechowana jest ideologią i nie dopuszcza innych interpretacji ciała, odbierając tym samym osobom prawo do jego podmiotowego doświadczania, określania i kształtowania. Stąd od początku lat 70. pojęcie transseksualizmu zastępowane jest kategorią dysforii płciowej (4). Słychać postulaty wzywające do jego depatologizacji i depsychiatryzacji. Spotyka się wypowiedzi osób transseksualnych, według których osoby te „nie tyle doświadczyły transseksualizmu, ile diagnozy transseksualizmu”, co zgodnie z tym podejściem powinno znaleźć swoje odzwierciedlenie w klasyfikacjach medycznych oraz zasadach postępowania prawnego i pomocy psychologicznej. Znaczące pod tym względem jest również odchodzenie od dotychczasowej definicji tego zjawiska i ujmowanie go jako identyfikacji z płcią inną niż ta „przypisana” przy urodzeniu. W ten sposób zanika normatywny podział na dwa rodzaje tożsamości płciowej w jej aspekcie psychologicznym oraz biologiczna kwalifikacja ciała, a transseksualiści zaliczani są do tzw. osób nonkonformistycznych płciowo.
Międzynarodowe klasyfikacje Transseksualizm stopniowo przestaje być traktowany jako jednostka chorobowa lub jest zastępowany innymi kategoriami diagnostycznymi. Ma to na celu zdjęcie z tego rodzaju przypadków odium patologii. Tendencja ta uwidacznia się zwłaszcza w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM). W ramach Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10), która opracowywana jest przez Międzynarodową Organizację Zdrowia, transseksualizm charakteryzowany jest jako „pragnienie życia i uzyskania akceptacji jako osoba płci przeciwnej własnej, niezadowolenie z powodu własnych, anatomicznych cech płciowych oraz poczucie ich nieprawidłowości, chęć poddania się leczeniu hormonalnemu lub operacyjnemu, by upodobnić własne ciało tak dalece, jak to jest tylko możliwe, do ciała płci preferowanej”. Zgodnie z kryteriami diagnostycznymi „tożsamość transseksualna powinna się utrzymywać przynajmniej od 2 lat oraz nie może być przejawem innego zaburzenia psychicznego, jak schizofrenia, czy też zaburzeń związanych z jakąkolwiek nieprawidłowością interseksualną, genetyczną czy dotyczącą chromosomów płciowych”. W DSM termin „transseksualizm” po raz pierwszy pojawił się w jej trzeciej wersji jako zaburzenie psychoseksualne w grupie kategorii diagnostycznych „zaburzenia identyfikacji płciowych” obok zaburzeń identyfikacji płciowej w dzieciństwie oraz atypowych zaburzeń identyfikacji płciowej. W charakterystyce zjawiska zwraca uwagę stwierdzenie, iż „transseksualista raczej czuje się jak osoba innej płci, niż rzeczywiście wierzy, że jest tą osobą”. W czwartej edycji DSM termin się nie pojawił. Został zastąpiony kategorią zaburzonej identyfikacji płciowej. W najnowszej edycji klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-V) problematyka, o której tutaj mowa, pojawia się w ramach kategorii dysforii płciowej (gender dysphoria) i stanowi osobny rozdział. Odnosi się do osób identyfikujących się z płcią (gender) odmienną od tej, która została im przypisana przy urodzeniu. Aby spełnić kryteria tej kategorii, dana osoba musi doświadczać swojej płci jako wyraźnie różnej od tej, którą inni jej przypisują, przez co najmniej sześć miesięcy. Nowa klasyfikacja zawiera ponadto osobne kryteria diagnostyczne dla dzieci oraz dorosłych, co bierze się z założenia, iż dzieci mają mniejszą zdolność do wglądu w swoje doświadczenia oraz bardziej ograniczone możliwości ich wyrażania (sic!). Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne…