Subskrybuj
Socjolog, kulturoznawca, doktorant Instytutu Slawistyki PAN. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej” i „Kulturze Liberalnej”. Zajmuje się zagadnieniami tożsamościowymi w Europie Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim w Ukrainie i na Słowacji.

Sumienie Tatr

Dziesięć lat temu potężny huragan zdewastował słowackie zbocza Tatr Wysokich. Naruszony ekosystem został zaatakowany przez szkodniki, które rozprzestrzeniły się także na północ od głównej grani. Debaty o odbudowie przyrody i pomysły na zagospodarowanie Tatr świadczą dziś nie tylko o ekologicznej filozofii Słowaków i Polaków, ale i o zmianie kulturowej oraz o relacjach mieszkańców obu stron gór.

Kiedy 19 listopada słowacki prezydent odwiedził polski Jurgów, nawet nie wiedział, że kilka kilometrów dalej wichura zmienia Tatry – Tomasz Dzurila wspomina wieczór sprzed dekady, stojąc za przedwojennym kontuarem w chacie „Murań” w Podspadach. Podspady to przysiółek w północnym zakątku słowackich gór, u zbiegu dróg z Polski. Te skaliste ziemie przez niemal pół wieku należały do Christiana Hohenlohe. Kiedy niemiecki książę nabył dobra jaworzyńskie, w tym Podspady, północna część posiadłości przylegała do granicy rozdzielającej Węgry i Galicję. U schyłku jego życia o przynależność tych ziem spierały się już Polska i Czechosłowacja. Miejscowi nazywali Hohenlohego „grofem” i w ten sam sposób mówi się o nim do dziś. „Murań” to dawna karczma „grofa”, a jej dzisiejszy właściciel pełni funkcję kronikarza Tatr Jaworzyńskich i nasłuchuje głosów z obu stron granicy. W ponadstuletniej gospodzie zbierają się przecież ludzie z południa i północy. * W czwartek 18 listopada 2004 r. gwałtowne wichury przeszły nad Polską, zabijając siedem osób. Przez cały piątek zimne, ciężkie, wilgotne masy powietrza napływały w Tatry. Zgromadzone na wąskim obszarze północnych dolin, runęły na cieplejsze słowackie zbocza, w porywach osiągając prędkość 230 km/h. „Ile drzew zwaliła Veľká Kalamita [Wielki Kataklizm]? Szacujemy ponad 2 mln kubików drewna, czyli zapewne 2–3 mln drzew” – mówi Jan Marhefka, odpowiedzialny za opiekę nad lasami w TANAP-ie (Tatranský Národný Park), słowackim odpowiedniku Tatrzańskiego Parku Narodowego. Huragan wykarczował pas o szerokości 3 km i długości aż 40 km wokół głównej trasy samochodowej słowackich Tatr, zwanej „Drogą Wolności”. Już po trzech kwadransach wichury z tonących w zieleni miejscowości otworzył się widok na góry oraz na leżącą niżej dolinę Popradu. „Śmiejemy się w domu, że od tego wieczora w Tatrach wreszcie zobaczyliśmy Tatry” – opowiada Dzurila, dolewając do szklanki horec, mocny, gorzki alkohol. „Co gorsza, od 10 lat widzimy ich coraz więcej. Cała droga z południowej na północną stronę gór została ogołocona z lasu i niestety, TANAP na tym nie poprzestanie”. * Dawniejszej historii polskich, z rzadka zasiedlonych gór nie sposób porównywać z losami słowackiego Podtatrza. „To była cywilizacyjna przepaść. U nas poza Nowym Targiem mieliśmy już tylko wioseczki, a tam mieszczaństwo w Kieżmarku, Białej Spiskiej czy Popradzie” – wylicza Michał Jagiełło – pisarz, badacz Słowacji i Tatr, były szef TOPR-u, a w latach 1989–1997 wiceminister kultury. Najwyższe tatrzańskie szczyty leżą nad doliną Popradu kolonizowaną od średniowiecza przez Niemców, i to właśnie oni, wraz z Węgrami, zagospodarowywali w XIX w. dzikie dotąd tereny. Założono uzdrowiskowe miejscowości: Smokowiec, Tatrzańską Łomnicę, Szczyrbskie Jezioro. Z kolei miasta Martin i Rużomberok, znajdujące się na zachód od Tatr, były ważnymi ośrodkami odrodzenia narodowego Słowaków. Jagiełło rozkłada na stole szkic artykułu do wydawanego w Zakopanem kwartalnika „Tatry”. Kiedyś, w dwutomowej książce, analizował wnikliwie polskie spojrzenie na sąsiadów z południa, ale wciąż wpadają mu w ręce nieznane dotąd relacje. Jak ta autorstwa Mariana Gawalewicza, publicysty i męża Gabrieli Zapolskiej, który porównywał w 1888 r. obie strony Tatr: „I tak wielki postęp, że nie trzeba już wozić ze sobą pościeli do Zakopanego i że, od biedy, można wypożyczyć nowy materac na łóżko, jeśli się nie umie zasnąć na twardym”. Tymczasem po słowackiej, czyli wówczas węgierskiej, stronie „znajdzie się za te same, jeśli nie tańsze pieniądze co w Zakopanem, salonik na mieszkanie, wyborną francuską restaurację z kelnerami we frakach i białych krawatach, kąpiele pod prysznicem, halę do picia wód i wszystko, co może uprzyjemnić pobyt Europejczykowi”. „Tego typu refleksji znamy niewiele, bo przecież polscy propagatorzy gór doceniali na ogół ich surowość. A to dlatego że 11 miesięcy w roku byli mieszczanami i spełniali swe obowiązki cywilizacyjne” – uśmiecha się Jagiełło. Jednak to szukanie górskiej chropowatości miało bez wątpienia pozytywne rezultaty: „Czerpaliśmy z lokalizmu. Choćby w sztuce. Stąd pod Tatrami mamy nie tylko murowane budynki-sześciany, ale i styl zakopiański. Górali włączaliśmy w narodowe imaginarium”. Według Jagiełły w świadomości Słowaków góry funkcjonowały w większym stopniu jako element konwencji literackiej niż politycznej ideologii: „Oni mieli tatrzańskie apostrofy, za to u nas nawet ochrona przyrody włączona została w kategorię polityczną. Zaczęła się rodzić jako opozycja do Niemców i Żydów – posiadaczy kuźni i hamrów (hut żelaza) w dolinach i na zboczach mitologizowanych, rzekomo prapolskich gór – albo do najeźdźców próbujących zagrabić Morskie Oko”. Spory o słynny staw, postrzegany już wówczas jako polski klejnot, dobrze obrazują różnice między oboma narodami. Pod koniec XIX w. książę Hohenlohe zamierzał włączyć Morskie Oko do swojego zwierzyńca, zorganizowanego w odgrodzonym obszarze na północy gór. Na terenach wokół Jaworzyny Spiskiej „grof” hodował pod odstrzał wszystkie zagrożone gatunki tatrzańskich zwierząt, ale też inną zwierzynę łowną: bizony, żubry, rozliczne jelenie, z amerykańskim wapiti na czele. „Cokolwiek by o Hohenlohem mówić, to jego zwierzyniec uratował tatrzańską faunę przed ekologiczną klęską” – podkreśla Jagiełło. Do ochrony górskich dóbr książę zatrudniał austriackich jegrów, ale również górali i Niemców z węgierskiego wówczas Spisza. Spór wybuchł, gdy ludzie „grofa” zaczęli grodzić teren po galicyjskiej stronie, próbując przesunąć granicę na środek Morskiego Oka. Zwycięstwo przed państwowym sądem w Grazu w 1902 r. odczytywano w Galicji jako epokowy triumf w walce o polskość. „Po stronie węgierskiej była to sprawa w dużym stopniu prywatna” – konkluduje Jagiełło. * W czasie wielkiej wichury ludzie mieli sporo szczęścia – zginął tylko jeden kierowca. „Martwy sezon i wcześniejsze ostrzeżenia przed możliwym huraganem przyczyniły się do ograniczenia strat, ale liczba ofiar i tak zakrawa na cud” – wspomina Pavol Kuna z Górskiego Pogotowia Ratunkowego (Horská Záchranná Služba). Dziesięć lat temu dolatywał pod Tatry helikopterem i przez ponad tydzień dostarczał z wysokości żywność uwięzionym w ostępach mieszkańcom gór. „Pod powalonym lasem nie znaleźliśmy martwych zwierząt” – mówi Lenka Burdova, redaktor naczelna wydawanego przez TANAP czasopisma „Tatry” (nie mylić z polskim kwartalnikiem o tej samej nazwie). „To instynkt, szósty zmysł zwierząt – tłumaczy dziennikarka. – Tuż przed Kalamitą wszystkie duże ssaki zbiegły na łąki albo wyszły ponad granicę lasu”. Przedmiotem troski Burdovej są dziś przede wszystkim tatrzańskie drzewa. Sama wichura z 2004 r. dotknęła tylko południowej strony Tatr, ale jej konsekwencje szybko odczuły całe góry. Na próchniejących pniach zaczęły żerować korniki. W ciągu zaledwie kilku lat epidemia zaatakowała drzewa we wszystkich tatrzańskich lasach. „Nasza instytucja nie porozumiała się po huraganie z parkową administracją w sprawie zwózki całego drewna. To również dlatego obszar, jaki uległ zniszczeniu przez plagę kornika, jest już niemal tak wielki jak ten wykarczowany w wyniku huraganu” – wyjaśnia Burdova. „To całkiem naturalne, że tam gdzie leżą drzewa, pojawiają się szkodniki – twierdzi Pavol Majko, dyrektor administracji TANAP-u. – Rzeczywiście opowiedzieliśmy się za pozostawieniem w terenie części drzewa. Około 600 tys. kubików zostało jako biomasa, naszym zdaniem posłuży wzmocnieniu przebudowywanego lasu”. * Po I wojnie światowej Słowacy stali się przedmiotem polityki w stopniu większym niż za czasów węgierskich. Także mieszkańcy południowego Podtatrza coraz mocniej się słowakizowali, choć nadal było tam wielu Niemców. „No i coraz częściej przyjeżdżali Czesi. Nawet polskim rezydentom gór, takim jak Rafał Malczewski, wymykały się w druku »czeskie Tatry«” – zauważa Jagiełło. Po I wojnie światowej w podtatrzańskich miejscowościach Czechosłowacji utrzymany został luksusowy charakter z czasów węgierskich. Kurorty jeszcze rozbudowano. Jak opowiada Dzurila – który zanim sprowadził się w Tatry, pływał w czechosłowackiej flocie handlowej – w Smokowcu jeszcze w latach 70. pracowało stare pokolenie kelnerów, chętnie wspominających dawne czasy. „W elitarnym Grandzie rano wyprowadzano państwa z wyższych sfer na wycieczkę, później dopomagano w kuchni, wieczorem cicho zanoszono kwiaty do apartamentu i równie cicho zabierano ze stolika kopertę z wypłatą” – wylicza właściciel karczmy. Od pracowników wymagało się kiedyś nieprzeciętnych umiejętności: „Stary kelner o nazwisku Kostka opowiadał mi, jak pełnił przed wojną funkcję »przedtanecznego« – zapraszał do tańca panie z wyższych sfer, żeby rozruszać wieczorną zabawę. W latach 70. wszyscy ci weterani klęli na nową epokę i turystów z NRD”. Mimo pozytywnych zmian następujących w międzywojniu Słowacy przez cały ten okres nie dołączyli do państwowej elity, a w górskich, słabo zindustrializowanych regionach łatwo było wskazywać winnych – domniemanych lub rzeczywistych – ubóstwa i nierówności. „Czy to tutaj, czy na Rusi Zakarpackiej – wszystkie urzędy obsadzali Czesi” – mówi Dzurila, niemal jednocześnie pokazując zdjęcia polskich tankietek, które wjechały do Podspadów jesienią 1938 r., w czasie tzw. obsadzenia Tatr Jaworzyńskich. Główna słowacka partia – Ludacy księży Hlinki i Tisy – przyjmowała narodową ideologię w wersji niemieckiej. Narastały nastroje antysemickie, a na granicy z Polską odżywał podsycany przez obie strony konflikt o przebieg linii granicznej na Spiszu i Orawie. Na kolejnej fotografii widać werandę gospody „Murań” w latach 30. Siedzi na niej z rodziną żydowski najemca Rothmans. Słowackie państwo w czasie wojny najpierw zrewanżowało się Polakom za zajęcie Jaworzyny, a potem ochoczo wysyłało do obozów ludność żydowską. „Kilkanaście lat temu jedyny ocalały członek rodziny Rothmansów odwiedził Podspady” – opowiada właściciel karczmy. * „Wiem, że są do nas pretensje o pozostawienie zwalonego lasu, ale przyroda sobie poradzi – zapewnia dyrektor Majko. – Gospodarka lasem nie jest prosta, więc proszę nie powtarzać polskich zarzutów”. Kilka lat temu nasze media podały informację, że TANAP może stracić status parku narodowego w klasyfikacji Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN). Jeden z dyrektorów TPN oraz dziennikarze wypowiadali się ostro na temat polityki przyrodniczej Słowaków. „Bardzo szanuję moich kolegów z Zakopanego, ale cała tamta historia okazała się wymysłem” – zamyka dyskusję Majko i przechodzi do przedstawiania ram prawnych ochrony Tatr. Słowacy operują pięciostopniową skalą określającą obszary przyrodnicze. Najwyższy stopień przypisano rezerwatowi ścisłemu, gdzie ingerencje są w teorii niemożliwe. Po szykowanych zmianach i przejściu na system czterostopniowy w obszarze szczególnej ochrony ma się znaleźć nawet 54% obszaru TANAP, choć problemem może być obecność w Tatrach lasów prywatnych, które trudno kontrolować. Trwałość systemu ochrony podawana jest jednak w wątpliwość w samym parku narodowym, a konkretniej: w Państwowych Lasach. Lenka Burdova i Jan Marhefka mają o przyrodniczej polityce po Kalamicie inne zdanie niż Majko. „Zdarzyły się tu rzeczy, które w państwie prawa stać się nie powinny. Jest mi bardzo smutno, że pierwotny charakter lasu zmienił się i wciąż zmienia. Ludzie mają obowiązek szanować przyrodę”. * II wojna światowa definitywnie zakończyła w Tatrach cywilizację spiskich Niemców i Węgrów. Zostali Słowacy, Czesi, a część poniemieckich osiedli zajęli z czasem Romowie. Miejscowości po południowej stronie gór zjednoczyły się w 1947 r. na długim na prawie 50 km odcinku w organizm miejski nazwany Wysokie Tatry. Dwa lata później władze państwowe powołały TANAP. „Rozpoczęła się era turystki masowej. Robotnicy na urlopach, domy wczasowe, skierowania do uzdrowisk. Powstały nowe drogi, nowe pensjonaty, nowe trasy. W 1970 r. modernizowano Tatry pod mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. – Burdova porównuje stare i nowe statystyki. – Szczyt ruchu mieliśmy tu w roku 1980, dziś turystów jest nieco mniej”. Redaktor naczelna słowackich „Tatr” podkreśla, że po obu stronach granicy mocno różnił się model społeczny: „W Czechosłowacji upaństwowiono wszystko, nawet rolnictwo. Może ktoś trzymał jedną jałówkę, ale nigdy więcej. To zabijało naszą inicjatywę i oduczało aktywności. Jeszcze niedawno sklepy zamykano tu wczesnym popołudniem”. Jagiełło zgadza się z tą diagnozą, ale wzywa jednocześnie, by bierności naszych sąsiadów nie mitologizować: „W 1968 r. żyliśmy wydarzeniami Praskiej Wiosny i czuliśmy ze słowackimi kolegami emocjonalną więź. Później nieraz widzieliśmy ich zainteresowanie światem. Kiedy w latach 70. wyjechałem do Bratysławy jako pracownik PIW, w imponującym tempie rozprzedaliśmy tam cały…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wolność od/do religii