Subskrybuj
Dr psychologii, pisarka, filozofka, pracuje w PAN w Warszawie. Autorka m.in. książek Bezmatek (2020), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Historia polskiego szaleństwa (2018)

Rozmowy pod postacią somatyczną

Świat psychoterapeutów rzadko przenika się ze światem tancerzy. Gdy choreoterapeuci próbowali to zmienić, pojawiło się wiele kontrowersji: czy terapeuta ma prawo posługiwać się najbardziej efemeryczną ze sztuk? Czy z kolei trenujący ciało tancerz może być „lekarzem dusz”?

To psychoanaliza wymyśliła ciało teoretycznie (1). O tym, że nieświadomość przemawia przez ucieleśniony ruch, miała przekonać Freuda ikonografia histerii. Początkowo twórca psychoanalizy sądził, iż nieświadomość ma charakter patologiczny. Jedynie chorzy psychicznie (przede wszystkim histeryczki) mieli posiadać ten defekt – nieświadomość, która „przeciekała” przez ciało. Mimo iż deficytowy charakter nieświadomości szybko został zastąpiony ideą, że każdy człowiek posiada psychiczne procesy nieświadome, nie wyrugowała ona koncepcji zdefektowanego ciała. Część psychologów nadal traktuje mowę ciała jako sabotaż świadomości. Twierdzą, iż musi istnieć jakaś słabość psychiczna, która prowadzi do tego, że w ciele przejawia się nieświadomość.

Ciało, które jest komunikatem, zostało więc spsychiatryzowane, zepchnięte do „obłąkanej cielesności”.

Nie dziwi zatem jego wszechobecność w nomenklaturze psychiatrycznej. Do głównych kategorii zaburzeń doświadczania własnego ciała należą: zmiany odczuwania granic własnego ciała, urojenia związane z ciałem (np. cenestezje – halucynacje dotyczące fałszywych wrażeń płynących z ciała), skargi somatyczne (2). Z ciałem i kinestezją powiązane jest także całe spektrum zaburzeń dysocjacyjnych, takich jak: trans i opętanie czy zaburzenie ruchu. Depresja również może przyjąć swoją ucieleśnioną formę w postaci tzw. depresji maskowej, gdzie w obrazie klinicznym dominują objawy somatyczne. Można też powiedzieć, że w psychiatrii ciało jest balastem tam, gdzie mamy samouszkodzenia czy zniekształcenia obrazu własnego ciała w zaburzeniach odżywiania. W psychiatrii mówi się także o metaforze somatycznej, będącej prymitywną formą komunikowania swego cierpienia poprzez zaburzenia psychiczne nazywane somatoformicznymi (pod postacią somatyczną), gdzie wyróżniamy m.in. uporczywe bóle psychogenne czy zaburzenia hipochondryczne – w tym dysmorfofobie, polegające na zaabsorbowaniu wyimaginowanym defektem wyglądu lub nadmiernym zaniepokojeniem niewielką anomalią (najczęściej skóry). Żyjemy w kulturze somatycznej – jesteśmy odpowiedzialni za nasze emocje, natomiast ciężar winy za zaistniałą sytuację zostaje z nas zdjęty w przypadku dolegliwości somatycznych, na które nie mamy wpływu. W tym sensie kultura psychopatologii ciała sprzyja somatyzacji (3). I dlatego osoby cierpiące na zaburzenia somatoformiczne bardziej niż kiedykolwiek potrzebują „rozmów pod postacią somatyczną”.

Ciało, zgodnie z paradygmatem klasyfikacji psychiatrycznych, może więc oszaleć. Ciało, jak wszyscy jesteśmy świadomi, dzięki podziałowi na ciało doświadczane subiektywnie (Leib) i ciało obiektywne – korpus (Körper)4, miało stać się domeną psychopatologów w tym pierwszym sensie. Tam pojęcie chorującej cielesności odnosi się do cierpienia psychicznego związanego z przeżywanym przez nas ucieleśnionym ruchem, zmysłem mięśniowym, niekontrolowaną ekspresją nieświadomego. Wrażenie, iż ciało w dziedzinie psychopatologii jest nie na swoim miejscu, musi zostać tym samym przynajmniej opatrzone znakiem zapytania.

Cielesność nieuświadomiona

Dopóki ustawiano znak równości między umysłem a świadomością, nie potrzebowaliśmy psychoterapii w nowożytnym sensie – skoro wszystko, co psychiczne, było nam bezpośrednio dostępne, mogliśmy sobie z tym sami poradzić.

Wraz z hipotezą o nieświadomości pojawiła się potrzeba usankcjonowania zawodu psychoterapeuty, który pomoże mi dotrzeć do tego, co przede mną samym jest ukryte.

Psychoanalityk odkrywa nieświadome treści, znajdujące swój wyraz nie tylko w wolnych skojarzeniach czy marzeniach sennych, ale również w ruchu. Za pomocą psychoanalizy ciało zostało wtłoczone w relację psychoterapeutyczną. Znacznie później jednak stało się narzędziem terapii. Podczas klasycznej sesji psychoanalitycznej pacjent leży na kozetce, analityk siedzi za jego plecami. Kontakt wzrokowy zostaje w ten sposób zminimalizowany, wzajemna obserwacja również. Dopiero uczeń Freuda Wilhelm Reich odwróci krzesło psychoanalityka tak, by widzieć ciało pacjenta. Ten austriacki psychiatra twierdzi, iż konflikty psychiczne odkładają się w strefie cielesnej i są poza zasięgiem ego. Dlatego dopóki nie skonfrontujemy się na poziomie somatycznym ze swoimi problemami, rzeczywista poprawa jest mało prawdopodobna. W obliczu tego odkrycia, dewaluacji słowa i liczby zaburzeń psychicznych odzwierciedlonych w ciele, które dużo łatwiej identyfikować niż struktury umysłowe, a dzięki temu efektywniej wyeliminować, wydawało się, iż psychoterapia zmierzać będzie w stronę pracy z ciałem. Tak się jednak nie stało, wciąż dominuje psychoterapia werbalna, która mimo wszystko również potyka się o ciało. Skoro mowa ciała stanowić ma 70% komunikatu, to, krótko mówiąc, nie da się jej przeoczyć. W szkołach dla przyszłych terapeutów wciąż zbyt mało miejsca poświęca się temu zagadnieniu. Wyjątek – wśród głównych nurtów psychoterapeutycznych – stanowi szkoła psychoterapii Gestalt. Jednak tylko w jednej dziedzinie terapeutycznej ciało w ruchu zostało odpowiednio docenione i wykorzystane jako sposób pomocy – w dyscyplinie terapii tańcem (choreoterapii). Dopiero w tym podejściu ruchome ciało stało się narzędziem psychoterapii.

Świat psychoterapeutów rzadko przenika się ze światem tancerzy. Gdy choreoterapeuci próbowali to zmienić, pojawiło się wiele kontrowersji: czy terapeuta ma prawo posługiwać się najbardziej efemeryczną ze sztuk? Czy z kolei trenujący ciało tancerz może być „lekarzem dusz”? Pomimo od razu nasuwających się niejasności jest to metoda, która przynosi wiele korzyści, szczególnie dla osób, których problemy psychiczne odzwierciedlone są w ciele bądź które doświadczyły traumy dotykającej ciała. Terapia tańcem zakłada bowiem istnienie wzajemnej interakcji somy i psyche, traktuje ruch jako wyraz osobowości, a taniec jako medium pozwalające na uwolnienie emocji. Ile razy mieliśmy ochotę skakać z radości, tupnąć ze złości, krzyknąć z bezsilności? Skoro zaś cielesna ekspresja odsłania nasz stan psychiczny, jesteśmy w stanie poprzez zmianę w sferze somatycznej wpłynąć na samopoczucie. Pewnie nieraz wystarczyło, że wziąłeś głębszy wdech i od razu poczułeś siłę do działania. Od takich prostych obserwacji wychodzi choreoterapia, gdzie taniec rozumiany jest bardzo szeroko, jako rozłożenie ruchu w ciele czy trajektorie myśli zamienione na cielesne impulsy. Ta praktykowana przeze mnie metoda terapii – wciąż u nas słabo znana – budzi ciekawość, podejrzenia i wątpliwości. Przynajmniej część z nich spróbuję tu rozwiać.

Odczytanie ruchu

Na początku XX w. wybitny choreograf Rudolf Laban, ogarnięty pasją zrozumienia ruchu ludzkiego, obserwował sposób poruszania się pracowników fizycznych w fabryce. Powstała w tych warunkach teoria analizy ruchu pozwalała przyporządkować poszczególnych robotników do odpowiedniej dla ich nawyków ruchowych pracy oraz pomagała wyeliminować niekonstruktywne ruchy. Analiza ruchu Labana stała się podstawowym narzędziem pracy choreoterapeuty, gdzie niezwykle istotne są umiejętności obserwacji ruchu i jego rozumienia (5). Terapeuta tańcem, dobrze wykwalifikowany w opisie i notacji ruchu Labana (Labanotation) – będącej dla tańca tym, czym jest zapis nutowy dla muzyki – staje się wytrawnym czytelnikiem ciała. Ten rozbudowany system, wykorzystywany do celów diagnostycznych i terapeutycznych, na podstawowym poziomie przynosi odpowiedzi na następujące pytania: jakie obszary ciała zaangażowane są w ruch? Gdzie jest on inicjowany? W jakim tempie ciało się porusza? Jakie jest napięcie w ciele? Jaki kształt przybiera? Jaką przestrzeń (kinesferę) obejmuje? Laban, zakładając, że wszystkie wzorce ruchowe mają odzwierciedlenie w umyśle, dał choreoterapeutom narzędzie do precyzyjnego określania podpisu cielesnego i preferencji ruchowo-przestrzennych pacjenta, a co za tym idzie, wprowadził dodatkowe informacje diagnostyczne, które pozwalają na klarowne określenie celów terapii. To podczas konsultacji choreoterapeutycznych, obok wstępnej diagnozy, ustala się kontrakt terapeutyczny, tworzy się poczucie bezpieczeństwa i co najważniejsze, nawiązywana jest w sposób werbalny i pozawerbalny relacja terapeutyczna. Wszystko wskazuje na to, że tak jak podczas psychoterapii przy użyciu słów w terapii tańcem i ruchem najważniejszym czynnikiem leczącym okazuje się relacja psychoterapeutyczna. W oparciu o tzw. szósty zmysł – kinetyczność, ale i o medium ruchu – ciało, tworzony jest niepowtarzalny związek między terapeutą, tańcem i pacjentem. Mówi się nawet o przeniesieniu i przeciwprzeniesieniu somatycznym. Ujawnia się ono w ruchu bądź w samych wrażeniach płynących z ciała. Podstawowy element całego procesu to zatem zrozumienie języka ciała, którego alfabetem jest teoria Labana.

Ciało w tańcu„A nie mógłby najpierw zatańczyć, a potem pomyśleć? Jeśli to nie za wiele dla niego” – pyta Estragon ze sztuki Becketta. „Ależ oczywiście, nic prostszego. To zresztą naturalna kolej rzeczy” – odpowiada Pozzo (6). Niezależnie od tego, jak różnie (nad)interpretować można powyższy cytat – wielokrotnie spychany do sloganu homo ludens – mógłby stać się on hasłem przewodnim choreoterapii. Dokładnie taki jest porządek terapii tańcem. Zaczynamy od ruchu. Faza przygotowawcza jest rodzajem rozgrzewki psychomotorycznej – cielesnym imaginarium, stopniowo przechodzącym do następnego etapu: spontanicznego tańca odzwierciedlającego często nieuświadomione treści. Następnie, używając żargonu choreoterapeutów: „wsłuchujemy się we wrażenia…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Oto ciało Twoje