Subskrybuj

Bracia i ojcowie

Swego czasu przeżyłem duże zaskoczenie, czytając książkę Cywilizacja żydowska Feliksa Konecznego. Odnosząc się do oskarżeń o mord rytualny, stwierdzał, że nie rozumie, dlaczego Kościół wydawał orzeczenia zakazujące ich rozpowszechniania. A kiedy już zupełnie brakowało mu argumentów, próbował przekonywać, iż nie da się udowodnić, że nie istnieje taka sekta żydowska, która czegoś takiego dokonuje.

Czy antyjudaizm to rodzaj antysemityzmu?

W literaturze można się spotkać z rozróżnieniami, które wskazują na antysemityzm „tradycyjny”, odnoszący się do religii, oraz „nowoczesny”, przypisujący Żydom negatywne oddziaływanie na społeczeństwo, świat wartości, ekonomię czy społeczność narodową. Niekiedy przyjmuje on postać rasizmu. Antyjudaizm to niechęć do Żydów, która jest umotywowana przede wszystkim tym, że są oni wierni swojej religii. Podobnie jak inne „anty-izmy”, opiera się na nieodpowiedzialnych generalizacjach, często motywowanych złą wolą. A takie zawsze niosą ze sobą wielkie zło, nawet jeśli nie zawsze prowadzą do wybijania szyb w witrynach sklepów czy do innych form otwartej przemocy.

Lektura dokumentów dialogu ostatnich dziesięcioleci pomaga wskazać całą listę takich krzywdzących stwierdzeń.

Można tu wymienić choćby zanegowany przez Kościół pogląd, że Bóg rzekomo miał przekląć i odrzucić Żydów, a także przedstawianie ich wyłącznie w znaczeniu nieprzyjaciół Jezusa i obarczanie wszystkich Żydów odpowiedzialnością za Jego mękę i śmierć. Co istotne, Urząd Nauczycielski Kościoła sprzeciwia się zarówno rozciąganiu winy osobistej na wszystkich żyjących wówczas Żydów, jak i poglądowi, jakoby winę tę ponosili także Żydzi nam współcześni. To przenoszenie odpowiedzialności jest sprzeczne z biblijnymi pryncypiami, nawet jeśli jego zwolennicy powołują się na werset z Ewangelii według św. Mateusza: „Krew jego na nas i na dzieci nasze”. Ogólnie rzecz ujmując, u podstaw antyjudaizmu jest zawarta, przynajmniej zakładana implicite, teologia negująca jedność, od której zaczyna się pkt 4. Nostra aetate. Odrzucenie i brak tolerancji, które w przeszłości nierzadko prowadziły do prześladowań czy wypędzeń, mają u swoich podstaw właśnie negowanie łączącej nas więzi.

Tymczasem słowa o „starszych braciach”, które – jak się wydawało – miały pozostać zapamiętane jako element naszego dziedzictwa po Janie Pawle II, są coraz częściej kwestionowane i bagatelizowane.

Kwestionowanie tego sformułowania przede wszystkim nijak ma się do faktów, ponieważ w nauczaniu Jana Pawła II, już bez tych niuansów, na które powołują się krytycy, występowało wielokrotnie, choćby w książce Przekroczyć próg nadziei. Można je znaleźć także u papieża Franciszka. Chciałbym tu wspomnieć o bardzo specyficznej reinterpretacji tego określenia, której dokonał papież Benedykt XVI. To bardzo ważny i cenny wkład, ponieważ określenie „starsi bracia” wywoływało pewien dystans wśród niektórych Żydów. Przyczyna leży w tym, że zazwyczaj to młodsi bracia byli wybierani przez Boga. I właśnie papież Benedykt XVI w jednej ze swoich wypowiedzi, nawiązując do problemu Jakuba i Ezawa, stwierdził, że woli nazywać Żydów ojcami w wierze. Że to będzie sformułowanie, które nie pociaga za sobą skojarzenia z odrzuconym Ezawem.

To jeszcze bardziej podkreśla ich rangę.

Oczywiście. Bracia, nawet starsi, to jeszcze tylko bracia. Natomiast jeśli kogoś się nazywa ojcem w wierze, to jego rola jest daleko większa, inspirująca. To od ojca, a nie od brata otrzymuje się życie.

Jak więc powinniśmy traktować otwarte odrzucanie nauczania Kościoła w tym względzie?

Jeżeli ktoś głosi poglądy, które wprost przeciwstawiają się nauczaniu Kościoła, to dopuszcza się aktu nieposłuszeństwa. Wewnętrzne posłuszeństwo wobec nauczania zwyczajnego nie tylko przecież obowiązuje w odniesieniu do moralności związanej z przekazywaniem życia, ale dotyczy także nauczania dotyczącego Żydów i judaizmu. Poza tym wszelkiego rodzaju akty nienawiści same w sobie są czymś złym. Jestem w stanie dopuścić, że zdarzają się przypadki sumienia źle uformowanego, zafałszowanego, niepotrafiącego dotrzeć do prawdy. Ale mam wrażenie, że stanowisko Kościoła w tej sprawie jest teraz coraz bardziej upowszechniane i coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że głosząc takie tezy, sprzeciwia się jego nauczaniu.

Od ogłoszenia deklaracji Nostra aetate mija 50 lat, a my ciągle musimy odkrywać jej zapisy i podobne tezy z późniejszych dokumentów, jak gdyby były czymś zupełnie nowym.

To prawda. Są tacy, którzy, niestety, starają się nie dopuścić do tego, aby posoborowe spojrzenie na judaizm zostało upowszechnione. Trudno mi pojąć, z czego to może wynikać. Sam spotkałem się z sytuacją, w której jeden ze współbraci zapytał mnie, czego Kościół uczy na temat Żydów. Kiedy mu powiedziałem, że m.in. tego, iż Jezus jest Żydem i jest nim na wieki, on złapał się za głowę, mówiąc: „Nie opowiadajmy tego ludziom, bo co by powiedzieli?”. Odpowiedziałem pytaniem, czy w przypadku antykoncepcji też powinniśmy zamilknąć, w obawie o to, co ludzie powiedzą.

Jak często spotyka się Ojciec z takimi przejawami oporu?

Spotykam się z ludźmi, którzy głoszą inne poglądy, ale raczej nie zdarza się, by ktoś mnie atakował z powodu przekazywania nauczania Kościoła w tej sprawie. Najczęściej zaś spotykam się z przypadkami niewiedzy. Kiedyś przyszły do mnie po homilii dwie panie bardzo zbulwersowane tezami, jakie w niej wygłosiłem. Pożyczyłem im dwie książki: Żydzi i judaizm w dokumentach Kościoła i nauczaniu Jana Pawła II oraz dokument Papieskiej Komisji Biblijnej Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej. To, co przeczytały, zrobiło na nich ogromne wrażenie.

Mamy więc problem z upowszechnianiem tego przekazu?

Kropla drąży skałę. Dzięki aktywności różnego rodzaju grup nowy typ postawy jest jednak coraz wyraźniej obecny. Widać to choćby w inicjatywie, jaką jest Dzień Judaizmu w Kościele katolickim, która przecież nie wzięła się z powietrza. Była możliwa dzięki zaangażowaniu wielu osób głęboko tkwiących w dialogu chrześcijańsko- żydowskim. Co ciekawe, kiedyś Dzień Judaizmu był coroczną imprezą, która działa się niejako w blasku fleszy, ale ostatnio jest coraz mniej chętnie pokazywany. Najwyraźniej 18 lat temu, kiedy organizowano pierwszą edycję, spotkanie i wspólna modlitwa chrześcijan i Żydów mogły być szokiem. Dzisiaj to już coraz mniej interesuje media.

Coraz mniej interesuje media, a coraz bardziej ludzi Kościoła?

Tak, jak najbardziej. Niektórym może się wydawać, że to jednorazowa akcja, aranżowana po całorocznej przerwie. Tymczasem proszę zwrócić uwagę, z jakim rozmachem organizowane są coraz to nowsze inicjatywy. To nie są imprezy, które można przygotować w pięć minut, lecz które są szykowane miesiącami, przez wielu ludzi. Niektórzy wręcz mówią, że już nie ma Dni Judaizmu, lecz całe Tygodnie Judaizmu. Tak dzieje się naprawdę w wielu miastach. Jest pewna mądrość w sposobie organizowania tych wydarzeń przez polski episkopat: co roku centralne obchody odbywają się gdzie indziej. I wyraźnie widać, że w wielu miejscach te obchody mają teraz ciąg dalszy, to wszystko zaczyna pączkować. W Poznaniu, Krakowie, Lublinie, Gdańsku, Bielsku-Białej, ale też w mniejszych ośrodkach, jak Chmielnik, Nowy Sącz czy Sieradz, w niedocenianej „Polsce lokalnej”. A to rzecz absolutnie unikalna w skali międzynarodowej.

Wyjątkowe jest też znaczenie Polski dla Żydów. Dla wielu z nich to przede wszystkim kraj, w którym zginęli ich najbliżsi.

Prowadząc dialog z Żydami, szczególnie tutaj, w Polsce, musimy pamiętać o tym, że absolutną większość ich społeczności wymordowano. Doświadczenie Zagłady jest czymś, obok czego nie możemy przejść obojętnie.

Dyskusje wokół Holokaustu, szczególnie te dotyczące postaw Polaków, wywołują silne emocje. Miejsce debaty historycznej zajmuje często licytacja, kto bardziej cierpiał w czasie wojny. Taka reakcja obronna jest wpisana w ludzką naturę i pojawia się niezależnie od tego, o jakich społecznościach mówimy. Natomiast jeśli chodzi o rywalizację w cierpieniu, to w mojej ocenie jest to związane i z polską specyfiką, i z żydowską. W takich momentach przytaczam często „Przedmowę poety” z Dziadów, w której czytamy m.in., że „Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bracia i wrogowie. Antysemityzm katolików.