Perspektywa ekonomiczna analizy finansjalizacji koncentruje się na niektórych procesach gospodarczych. Przede wszystkim kieruje uwagę na hipertrofię rynków finansowych, która polega na powiększaniu się nierównowagi pomiędzy sferą finansową i realną (obecnie światowe aktywa finansowe kilkakrotnie przekraczają wartość światowego produktu krajowego brutto, dominując nad sferą realną 1). Eksponuje również ubankowienie społeczeństwa, które znajduje wyraz w upowszechnieniu rachunków bankowych, tudzież wzroście liczby kart płatniczych oraz innowacji płatniczych, wzroście udziału transakcji bezgotówkowych w transakcjach ogółem, a także coraz częstszym korzystaniu z pieniądza elektronicznego oraz Internetu do obsługi transakcji bezgotówkowych. Podkreśla znaczenie transformacji światowego systemu gospodarczego opartego na bankach w system oparty na rynkach finansowych (2), jako że coraz więcej ludzi zaspokaja swoje potrzeby ekonomiczne poprzez aktywność na rynkach finansowych, korzystając z takich narzędzi, jak akcje, obligacje, instrumenty pochodne kreowane na bazie walut lub kredytów. Rośnie udział zewnętrznego finansowania gospodarstw domowych, przedsiębiorstw oraz państw przez instytucje finansowe, które w rezultacie przejmują nad nimi kontrolę. W skali makro skutkuje to utratą odporności sfery realnej na kryzysy finansowe (3). Finanse stają się też głównym źródłem osiągania zysku, chociaż to sfera realna jest miejscem wytwarzania wartości dodanej.
Perspektywa socjologiczna
Finansjalizacja jest procesem stawania się nowego środowiska społecznego. Polega to, po pierwsze, na tym, że kontakty bezpośrednie oraz więzi osobiste zostają wypierane przez więzi zapośredniczone pieniądzem bezgotówkowym. Po drugie, interakcje są zastępowane przez oddziaływania jednostronne. Uwikłani w sieć pośrednich i jednostronnych zależności, coraz rzadziej widzimy twarze innych ludzi, którzy wywierają wpływ na nasze życie lub w życie których my ingerujemy.
Do niedawna pieniądz był postrzegany jako względnie trwały wyznacznik dystansów społecznych pomiędzy pozycjami gospodarczymi, zajmowanymi przez jednostki i zbiorowości. Jednoznacznie określał wzajemne zobowiązania stron transakcji. W następstwie hipertrofii finansów dotychczasowe funkcje pieniądza związane z wzajemnym odnoszeniem się ludzi do siebie zostały zakłócone. Pieniądz stał się niepewnym, zawodnym i nieprzewidywalnym wehikułem relacji społecznych. Coraz więcej ludzi zaczyna mieć wątpliwości, czy posiadane przez nich aktywa utrzymają dotychczasową siłę wywierania wpływu na innych oraz tworzenia dystansów między nimi a innymi ludźmi.
Hipertrofia finansów wyraża się w formie paradoksu, który polega na tym, że pieniądz ciągle pozostaje przepustką do zasobów ze sfery realnej niezależnie od tego, czy jest fundowany na dobrach ze sfery realnej, czy też instrumentach bazowych ze sfery finansowej, a więc na zobowiązaniach. Ta część ludzkiej aktywności, która skutkuje kreowaniem instrumentów finansowych przewyższających wielkość odpowiadających im dóbr i usług ze sfery realnej, służy przechwytywaniu efektów cudzej pracy, a nie powiększaniu wartości użytkowej towarów i usług.
Z kolei ubankowienie społeczeństwa jest w perspektywie socjologicznej procesem, który owocuje zastępowaniem kontaktów bezpośrednich kontaktami zapośredniczonymi przez różnego rodzaju media (w następstwie upowszechnienia transakcji bezgotówkowych). Pieniądz bezgotówkowy umożliwia więc z jednej strony nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów między jednostkami znajdującymi się na przeciwległych krańcach Ziemi, rozszerzając zasięg możliwych więzi do skali globalnej, z drugiej natomiast – sprawia, że zanikają dotychczasowe więzi bezpośrednie.
Ubankowienie przejawia się również w delegowaniu przez masy społeczne władzy ekonomicznej, w którą brzemienny jest pieniądz, na rzecz instytucji finansowych oraz osób decydujących o jego przeznaczeniu (w następstwie lokowania zasobów finansowych na rachunkach w bankach komercyjnych). Socjologia traktuje pieniądz jako potencjalny stosunek społeczny – możliwość wywierania wpływu przez jego posiadaczy na tych, którzy go nie posiadają lub pragną z różnych względów posiadać więcej. Taka perspektywa pozwala zatem na ujmowanie lokowania wkładów pieniężnych w bankach jako delegowania władzy przez masy społeczne na rzecz elit finansowych. Nawet niewielkie cząstki potencjalnej władzy, zawartej w małych jednostkowych wkładach pieniężnych, przekształcają się we władzę ekonomiczną skoncentrowaną w rękach przedstawicieli banków, funduszy inwestycyjnych oraz innych instytucji finansowych. Ten rodzaj delegacji władzy zaczyna pomniejszać znaczenie delegacji władzy politycznej przekazanej przez obywateli w ramach demokratycznych procedur wyłaniania władz publicznych. W ostatnich 20 latach odnotowano wiele porażek, które poniosły rządy lub banki centralne w konfrontacjach ze zmobilizowanymi międzynarodowymi korporacjami finansowymi.
W ujęciu socjologicznym finansjalizacja społeczeństwa jest również procesem, który polega na przeobrażaniu relatywnie stabilnych i przewidywalnych więzi społecznych w stosunki społeczne o płynnym, nietrwałym i zaskakującym charakterze. Dzieje się tak za sprawą rynków finansowych, które podważają siłę relacji społecznych, czynią je niepewnymi, chwilowymi, utrudniają możliwość dochodzenia wzajemnych roszczeń.
Rynki finansowe sprzyjają zatem wypieraniu interakcji, czyli wzajemnych oddziaływań ludzkich podmiotów, poprzez zależności jednostronne. Ktoś wywiera wpływ na innych, a ci drudzy nie maja szansy na jakąkolwiek reakcję skierowaną przeciw niemu, gdyż działa on pod osłoną instytucji finansowych, będąc odgrodzonym licznymi organizacyjnymi „śluzami” i wyposażonym w instrumenty finansowe o dalekosiężnym oddziaływaniu. Wyjątkowo trudne staje się zidentyfikowanie sprawców ewentualnych krzywd oraz skuteczne im się przeciwstawianie.
Dominacja instytucji finansowych nad przedsiębiorstwami produkcyjnymi i usługowymi prowadzi coraz częściej do destrukcji elementarnych więzi moralnych oraz upowszechniania cynizmu, cwaniactwa, braku wzajemności i lojalności wobec pracowników. Natomiast w przypadku gospodarstw domowych coraz częściej skutkuje utratą wolności finansowej, zwłaszcza gdy pojawiają się problemy ze spłatą kredytów oraz regulowaniem innych zobowiązań. Osoby zmagające się z takimi problemami uzależniają się wtedy od pracodawców, miejsca zamieszkania, innych ludzi. Rodzi się w nich gotowość do różnych kompromisów moralnych oraz zachowań, których nie zaakceptowaliby w innych okolicznościach.
Ta narastająca hegemonia uobecnia się – co warto podkreślić – w nowej polaryzacji społeczeństwa. Z jednej strony bogacą się elity finansowe, a z drugiej – powiększa się liczba ludzi wykluczonych z głównego nurtu życia gospodarczego poprzez pozbawianie ich pracy, wywłaszczenie z majątku, eksmisje z mieszkań i domów, niechciane migracje, a także dewastację środowiska naturalnego (4).
Tchórzostwo moralne Finansjalizacji towarzyszy narastająca fala tchórzostwa moralnego, rozlewającego się na wszystkie domeny życia. Znajduje ona mocne zakorzenienie najpierw w finansach i szerzej w gospodarce, by następnie przenieść się na sferę polityczną, wychowanie, edukację, sport, rozrywkę i inne obszary naszej codzienności. Definiując tchórzostwo moralne, odwołuję się do pojęcia zła. „Zło polega na zamierzonym zachowaniu się w sposób, który rani, wykorzystuje, poniża, dehumanizuje lub niszczy niewinne jednostki – lub używaniu swojej władzy i siły systemowej, by nakłaniać lub dać przyzwolenie innym do działania w ten sposób w naszym imieniu. W skrócie: jest to czynić niedobrze, wiedząc, co dobre” (5). Philip Zimbardo jako psycholog społeczny wskazuje na jednostki ludzkie jako ofiary zła. Sądzę jednak, że przedmiotem zła może być również dobre ułożenie relacji międzyludzkich. Krótko mówiąc, zło przejawia się także w dewastowaniu fundamentalnych więzi moralnych, które stanowią podstawę dobrostanu społecznego. Ważnymi składnikami dobrej organizacji społeczeństwa są m.in.: zaufanie, lojalność, solidarność i wzajemność. Z kolei patologiczna organizacja uobecnia się w niszczącej zaufanie kulturze cynizmu i podejrzliwości, wypierającej lojalność kulturze manipulacji i gotowości do zdrady, zajmującej miejsce solidarności kulturze szowinizmu i obojętności, eliminującej wzajemność kulturze zachłanności, cwaniactwa i niewdzięczności (6). Tchórzostwo moralne polega na gotowości do czynienia oraz faktycznym czynieniu zła przy użyciu innych ludzi, systemu społecznego lub instrumentów zapośredniczających ludzkie relacje (np. pieniędzy, urządzeń, mediów). Tchórz moralny ma dobre rozeznanie, co jest dobre i złe, ale jeżeli tylko sprzyjają temu okoliczności, czyni zło. Odczuwa duży dyskomfort, gdy przychodzi mu czynić zło własnymi rękami. Wtedy dochodzi nawet do tego, że w ogóle nie jest w stanie osobiście czynić zła, mimo że go pragnie. Tchórzostwo moralne może przybierać wyrafinowane formy: epatowanie złem, aranżowanie korzystnych dla niego sytuacji, przemyślny dobór środków, celowe wciąganie innych w bezpośrednie wykonawstwo. Działać w ten sposób mogą zarządy, prawnicy reprezentujący duże firmy, agenci występujący w imieniu instytucji lub osób fizycznych. Znacznie częściej tchórzostwo moralne ma banalne źródła. Opiera się na oswajaniu zła, samousprawiedliwieniu, oszukiwaniu samego siebie. Tchórzostwu moralnemu towarzyszy niekiedy wypieranie winy: „Zgrzeszyłem, ale jestem niewinny”; „To jest tylko biznes”, „Wykonywałem rozkazy”, „Inni też tak robią”, „Wybrałem mniejsze zło”, „Zrobiłem to dla dobra firmy” albo „Zrobiłem to dla dobra bliskich”. Chciałbym podać kilka przykładów tchórzostwa moralnego. Akcjonariusz korporacji z siedzibą w Londynie, Berlinie lub Nowym Jorku akceptuje fakt, że spółka-córka w Birmie wykorzystuje dzieci do pracy niewolniczej. Tłumaczy sobie jednak, że przecież on bezpośrednio nie odpowiada za los tych dzieci. Od praktyk nagannych etycznie a korzystnych finansowo dla korporacji oddziela go wiele szczebli: rada nadzorcza w firmie-matce, zarząd firmy-matki, rada nadzorcza w firmie-córce, zarząd w firmie-córce, dyrektor regionalny, menedżer nadzorujący pracę dzieci. Wiele firm zapewnia sobie płynność finansową za pomocą kredytu kupieckiego. Polega on na tym, że nabywcy towarów i usług opóźniają dokonanie płatności na rzecz wystawców faktur, naruszając zaciągnięte wcześniej zobowiązania handlowe. Wykorzystują fakt, że płatność miała być dokonana w formie bezgotówkowej: przelewem lub poprzez polecenie zapłaty. Ze względu na zapośredniczenie transakcji nie widzą kontrahenta, więc nie czują, że odmawiają zapłaty konkretnemu człowiekowi. Nie zapominajmy także i o tym, że na przełomie XX i XXI w. banki amerykańskie świadomie udzielały kredytów hipotecznych, które już na starcie były wątpliwej jakości (subprimes). Zarządy kierowały się przekonaniem, że nawet jeżeli kredytobiorca nie spłaci kredytu, uczyni to fundusz asekuracyjny lub rząd reasekurujący kredyt. Ewentualne zobowiązanie w rezultacie miało obciążyć obecnych lub przyszłych podatników – ich twarze nie były jednak znane prezesom zarządów ani pracownikom kredytowym, wyznaczającym i realizującym tę strategię. Wkrótce nastały czasy sekurytyzacji. Kredyty hipoteczne o wątpliwej wierzytelności były odsprzedawane na rynkach finansowych po wcześniejszym „spakowaniu” ich w formie zestandaryzowanych instrumentów pochodnych: w formie ABS (Asset Backed…