Subskrybuj
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Opcjach”, „Nowej Dekadzie Krakowskiej” i na portalu „Popmoderna”. Interesuje się problemem reprezentacji traumy poholokaustowej i estetyzacją śmierci. Nie stroni od popkultury.

Czy ludzka twarz istnieje?

Nawet wideo i kamera transmitująca obraz life nie są w stanie wyprodukować reprezentacji twarzy, która oddaliłaby się na bezpieczny dystans od maski. Belting odżegnuje się od optymistycznego założenia, jakoby ludzką twarz można było pokazać taką, jaka ona rzeczywiście jest.

Według Hansa Beltinga historia sztuki jako dziedzina zamknięta, porządkująca materiał zgodnie z kryteriami linearności i chronologii, tworząca pełne katalogi i przykurzone archiwa skończyła się oficjalnie już w 1983 r. Jej upadek wyznaczył nowy czas – czas obrazu, w którym jak w zwierciadle odbijają się przemiany polityczne i społeczne. Te zaś kształtują kolejne artefakty, nierozerwalnie związane z „duchem dziejów” – niespokojnym, często trudnym do uchwycenia i opisania.

„Historia twarzy? To zuchwałe przedsięwzięcie podjąć temat rozsadzający wszelkie ramy i prowadzący ku najważniejszemu z obrazów, z którym żyje ludzkość” (s. 7). Tak autor rozpoczyna rozprawę, mając pełną świadomość powagi wyzwania, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Jest w tym otwierającym geście odwaga badacza, który już dawno postanowił zrezygnować z ograniczeń uprawianej dziedziny, by stworzyć książkę o interdyscyplinarnym zacięciu, konsekwentnie poszukującą powiązań między sztuką i wytwarzającym ją społeczeństwem. Belting zabiera nas w pełną zakrętów i szemranych zaułków podróż od starożytności do współczesności. Nie dba o chronologię i przejrzystość – do niektórych wątków wraca obsesyjnie, poszerzając je o coraz to nowe konteksty i egzemplifikacje. Przyzwyczajonemu do podręcznikowego ładu czytelnikowi może to nieco przeszkadzać, jednak w toku lektury okazuje się, że chaos badacza należy do tych z gatunku twórczych.

„Człowiek uprawia reprezentację za pomocą własnej twarzy” (s. 11) – ta, mogłoby się wydawać, prosta konstatacja zostaje przez Beltinga rozbita na mikrotropy, wśród których nie brakuje wewnętrznych sprzeczności i wzajemnie wykluczających się paradoksów. Historia twarzy jest tutaj przede wszystkim różnorako rozumianą historią maski i to jej dzieje wysuwają się na pierwszy plan. Patrzymy na nią (oczami badacza) na początku klasycznie: przez pryzmat rytuału, głównie mortalnego, w którym staje się obiektem resuscytującym twarz zmarłego i teatru, gdzie służy zmianie tożsamości czy zafałszowaniu płci. Ale to jedynie wycinek – maska wraca do nas w rozdziale poświęconym fotografii, m.in. za sprawą Barthes’a, który pisał, że „fotografia może znaczyć tylko przez przybranie maski” (s. 193), i multiplikowanych autoportretów Jorge Moldera, obsesyjnie poszukującego przestrzeni między „ja” i innym. W społeczeństwie medialnym zaś ożywiona niegdyś twarz zaczyna przypominać maskę dzięki specjalnie ćwiczonej mimice, makijażowi, a nawet operacji plastycznej (będącej według Beltinga współczesnym impulsem mimetycznym związanym z potrzebą upodabniania się do twarzy medialnych i symbolicznych). „Portret to obraz obrazu, albowiem odwzorowuje twarz, która ze swej strony jest…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kiedy nadejdzie przyszłość