Subskrybuj
Prof. prawa i etyki na Wydziale Filozofii, Wydziale Prawa oraz Wydziale Teologii Uniwersytetu Chicagowskiego.

Zagrożenie dla ludzkiej godności: powrót wstrętu i wstydu do prawa

Wstyd i wstręt wyraźnie zaznaczają się zarówno w prawie, jak i w naszym codziennym życiu, ale czy naprawdę rozumiemy rolę, jaką odgrywają? Czy wystarczająco zbadaliśmy przemyślenia dotyczące każdej z tych emocji? Czy też powszechne założenie, iż emocje są pozbawione namysłu, powstrzymuje nas przed zadawaniem pytań, które zadawać powinniśmy?

Prawo, z czym zgodziłaby się większość z nas, powinno być ochroną społeczeństwa przed uprzedzeniami. Nie oznacza to, że emocje nie odgrywają żadnej uzasadnionej roli w sprawach prawnych, gdyż często pomagają one ludziom zobaczyć daną sytuację jasno, oddając sprawiedliwość kwestiom, którymi powinniśmy się zajmować. Przykładowo, współczucie sędziego i ławników podczas fazy procesu karnego, w której zapada decyzja o karze, zostało uznane za zasadniczy element sądownictwa karnego, jako metoda zrozumienia historii życia osoby oskarżonej, której doświadczenia wydają się obce osądzającym ją ludziom. Emocje nie są z natury rzeczy przeciwieństwem rozumu, ponieważ dotyczą obrazów świata i ocen. Są wszakże pewne emocje, których rola w prawie zawsze była bardziej kontrowersyjna. Wstręt i wstyd to dwie z nich.

A to właśnie wstręt i wstyd cieszą się wartą uwagi odnową zainteresowania w naszym społeczeństwie, po latach, w czasie których ich rola w prawie była powszechnie krytykowana.

 

*

Rozważmy wstyd: pewien kalifornijski sędzia nakazuje człowiekowi skazanemu za kradzież nosić koszulkę z informacją: „Jestem pod nadzorem sądowym za kradzież”. Na Florydzie od tych, którzy prowadzili po pijanemu, wymaga się, aby przyklejali na zderzak naklejkę obwieszczającą: „Skazany za jazdę pod wpływem”. Podobne naklejki zatwierdzono w innych stanach, w tym w Teksasie i Iowa.

Wstręt również toruje sobie drogę do prawa. Stephen Roy Carr, włóczęga czający się w lasach w pobliżu szlaku Appalachów, zobaczył dwie kobiety kochające się na terenie swojego kempingu. Strzelał do nich, zabijając jedną i poważnie raniąc drugą. W czasie rozprawy, oskarżony o morderstwo pierwszego stopnia, przekonywał, aby złagodzić zarzuty, zmieniając je na zabójstwo zwykłe, ponieważ wstręt, który wzbudziło u niego ich lesbijskie zachowanie, wywołał reakcję porażającego obrzydzenia, co doprowadziło do zbrodni.

W opinii z 1973 r., która nadal jest głównym źródłem dla prawa o nieprzyzwoitości (law of obscenity), prezes Sądu Najwyższego Warren E. Burger napisał, że nieprzyzwoitość należy definiować w sposób obejmujący odniesienie do wstrętu i obrzydzenia, które wątpliwe treści wywołałyby u „przeciętnej osoby, stosując współczesne normy wspólnotowe”. Aby uczynić związek ze wstrętem jeszcze wyraźniejszym, sędzia Burger dodał uczony przypis o etymologii terminu „obsceniczny” wywiedzionej od łacińskiego słowa caenum, „brud”.

Wstyd i wstręt wyraźnie zaznaczają się zarówno w prawie, jak i w naszym codziennym życiu, ale czy naprawdę rozumiemy rolę, jaką odgrywają? Czy wystarczająco zbadaliśmy przemyślenia dotyczące każdej z tych emocji? Czy też powszechne założenie, iż emocje są pozbawione namysłu, powstrzymuje nas przed zadawaniem pytań, które zadawać powinniśmy?

Kary oparte na wywoływaniu wstydu zachęcają do stygmatyzowania przestępców, byśmy postrzegali ich jako zhańbionych i postępujących haniebnie.

Jednocześnie inne trendy obecne w naszej demokracji, uosabiane przez to, jak traktujemy osoby niepełnosprawne, odwodzą nas od utrzymujących się nawyków stygmatyzowania i zawstydzania, w imię ludzkiej godności i indywidualności. Wydaje się, że istnieje napięcie między popieraniem kar, które upokarzają, a ogólną troską o godność człowieka, leżącą u podłoża rozszerzenia statusu wolności od stygmatyzacji na grupy wcześniej marginalizowane – oraz, mówiąc ogólnie, między poglądem, że prawo powinno piętnować przestępców, a poglądem, że powinno chronić obywateli przed uchybianiem ich godności.

Wstręt również funkcjonuje w skomplikowany sposób. Czasami stanowi on podstawowy, a nawet jedyny, powód uznawania pewnych czynności za nielegalne. Dlatego wstręt czytelnika lub widza jest w świetle obecnego prawa o nieprzyzwoitości podstawowym aspektem definicji materiałów obscenicznych. Podobnych argumentów używano na poparcie nielegalności związków homoseksualnych między dwoma dorosłymi, świadomymi swoich czynów osobami: takie czyny powinny być nielegalne, jak często się o tym mówi, ponieważ „przeciętny człowiek” czuje wstręt, kiedy o nich myśli. Idee oparte na naszej tendencji do odczuwania wstrętu są również, jak się wydaje, obecne w debacie na temat małżeństw homoseksualnych, zwłaszcza kiedy padają sugestie, że małżeństwa gejów hańbiłyby małżeństwa heteroseksualne.

Wstręt wykorzystywano także jako okoliczność obciążającą w przypadku czynów uznanych już za nielegalnez innych powodów: wstręt sędziego lub ławników w obliczu morderstwa, którego brutalne lub krwawe okoliczności zostają dokładnie opisane, może spowodować zaliczenie oskarżonego do klasy szczególnie odrażających przestępców, co często stanowi istotny czynnik w przypadkach zastosowania kary śmierci. Wstręt odgrywa jednak również rolę w łagodzeniu winy. Stephen Roy Carr nie osiągnął celu: złagodzenia stawianych mu zarzutów, lecz innym przestępcom powiodło się z podobną linią obrony opartą na wstręcie.

Jeśli zapoznamy się z literaturą teoretyczną, nasze uczucie konsternacji tylko wzrośnie, ponieważ zachodzi wyraźna reaktywacja idei, że wstręt i wstyd są miarodajnymi i wartościowymi siłami, na których prawo może być słusznie oparte, mało jest wszakże ciągłej krytycznej kontroli takich idei. Kary oparte na wstydzie są często brane w obronę przez teoretyków komunitarystycznych (którzy propagują istotność spójności społecznej i jednorodność) jako cenne sposoby wyrazu wspólnie wyznawanych wartości.

Przykładowo, w wydanej w 2001 r. książce The Monochrome Society (Społeczeństwo monochromatyczne) Amitai Etzioni, czołowy komunitarysta, w zapadający w pamięć sposób zasugerował, że społeczeństwo zyskałoby, gdyby młodzi dilerzy narkotyków, złapani na pierwszym przestępstwie, byli „odsyłani do domu z ogolonymi głowami i bez spodni”. W podobnym tonie (choć nie wymagał on nawet, aby ci, którzy mieli być stygmatyzowani, zostali skazani za przestępstwo) konserwatywny komentator William F. Buckley Jr. zaproponował w artykule prasowym z 1986 r., że homoseksualnym mężczyznom chorym na AIDS powinno się tatuować informację o chorobie na pośladkach.

Teoretycy sugerują, że to, co jest w takich karach dobre, to fakt, że piętnują występek; nie przedstawiają oni wszelako żadnej długotrwałej analizy działania wstydu i stygmatyzacji, która pomogłaby przekonać nas, że kary te mogą być rzetelnie wymierzone w występek, a nie w ludzi niepopularnych lub ludzi, którzy sprawiają, że dominująca większość czuje się niekomfortowo. Niektórzy autorzy, tacy jak teoretycy prawa Toni M. Massaro i James Q. Whitman, byli zdecydowanie przeciwni posługiwaniu się w karaniu upokarzaniem – ale, jak w przypadku ludzi, z którymi się nie zgadzają, teoretyczne podstawy ich wniosków są nieco słabo rozwinięte.

Wstręt jest równie kłopotliwy pod względem teoretycznym. Odwoływanie się w prawie do wstrętu zyskało swoją najsłynniejszą obronę w The Enforcement of Morals (Egzekwowaniu moralności, 1959) lorda Devlina, wpływowego dzieła konserwatywnej myśli politycznej. Lord Devlin argumentował, że wstręt przeciętnych członków społeczeństwa („człowieka z omnibusa do Clapham”[1]) daje nam mocne podstawy, aby uznać daną czynność za nielegalną, nawet jeśli nie powoduje ona krzywdy innym. Jest tak, jak twierdził, ponieważ każde społeczeństwo ma prawo do zapewnienia sobie ochrony.

W bliższych nam czasach teoretyk prawa William I. Miller, chociaż najwyraźniej nie zgadzał się z Devlinem co do niektórych zagadnień z zakresu polityki (skoro popierał, jak się wydawało, przynajmniej kilka liberalnych kierunków działania w kwestii seksu i orientacji seksualnej), opowiedział się za ogólnym stanowiskiem Devlina. Miller argumentował w książce z 1997 r., The Anatomy of Disgust (Anatomii wstrętu), że nienawiść społeczeństwa wobec występku i niestosownych zachowań koniecznie uwzględnia wstręt i nie da się jej utrzymać bez niego.

A Leon R. Kass, przewodniczący Komisji prezydenta Busha[2] ds. Badań Kwestii Bioetycznych, napisał w The Wisdom of Repugnance (Mądrości odrazy, 1997), że nasze reakcje wstrętu wyrażają rozsądną awersję do zła, która może być wiarygodnym przewodnikiem w okresie przemian społecznych. Takie poglądy są wpisane w wiele naszych tradycji prawnych: np. prawa penalizujące kontakty homoseksualne (sodomy laws) były zazwyczaj bronione na sposób Devlina, poprzez odwołanie się do uczuć przeciętnych ludzi. Tak jak piśmiennictwo prawne dotyczące wstydu analizy teoretyczne wstrętu nie dostarczają wystarczającej ilości rozwiązań teoretycznych. Tylko Miller przedstawił długotrwałą analizę emocji wstrętu, jednak nie powiązał jej z żadnym konkretnym wnioskiem prawnym. Ponadto analizy są ze sobą sprzeczne: Devlin upodobał sobie wstręt, ponieważ stanowi on wyraz głęboko zakorzenionych konwencji społecznych, a Kass, ponieważ (rzekomo) wyraża on mądrość, która leży głębiej niż zwykłe konwencje. Nie zaproponowano żadnego badania genezy i treści poznawczej tych emocji, które mogłoby wesprzeć któreś stanowisko. Ze swojej strony przeciwnicy wstrętu w prawie, jak teoretycy H.L.A. Hart i Ronald W. Dworkin, argumentowali, że odwoływanie się do wstrętu jest w pewnym sensie nieliberalne, nie zaproponowali oni jednak żadnej konkretnej analizy tej emocji, a mogłaby nam ona pomóc zobaczyć, dlaczego wstręt byłby bardziej problematyczny niż inne emocje (jak współczucie, złość i strach), które prawo niewątpliwie, przynajmniej w niektórych przypadkach, uwzględnia. Uważam, że uda nam się uporządkować to zamieszanie tylko wtedy, gdy zaczniemy od głębszego i bardziej szczegółowego zrozumienia emocji wstydu i wstrętu oraz ich roli w historii narracyjnej ludzkiego życia. Jeśli sięgniemy do psychologii poznawczej i psychoanalizy, aby wzbogacić nasz pogląd na tę sprawę, zobaczymy, że w tych dwóch emocjach jest coś bardzo problematycznego, coś, co istotnie powinno budzić podejrzenia liberalnego społeczeństwa. Są one związane z ogólnym unikaniem kwestii cielesnej natury życia człowieka, a tym samym także z różnymi formami uprzedzeń, wykluczenia i mizoginii, jako że ludzie rzutują dyskomfort odczuwany w związku ze śmiertelnością i uleganiem rozkładowi na słabsze społecznie grupy i jednostki. * Przyjrzyjmy się wnikliwie wstrętowi. wstręt wydaje się szczególnie instynktowną emocją. Wiąże się z cielesnymi reakcjami na bodźce, które często mają wyraźne cechy sensoryczne. Jego typowym wyrazem jest wymiotowanie; wywołują go zwykle ohydne zapachy i inne rzeczy, których sam widok wydaje się odrażający. Mimo to ważne badania Paula Rozina, psychologa, pokazały w sposób oczywisty, że wstręt ma złożoną treść poznawczą. Rozin nie zaprzecza, że wstręt może mieć również leżące głębiej podstawy ewolucyjne; pokazuje on jednak, że społeczne uczenie się ma decydujący wpływ na kształtowanie formy, jaką te podstawowe tendencje przyjmą. Wstręt różni się zarówno od niesmaku, negatywnej reakcji wywoływanej przez czynniki sensoryczne, jak i od poczucia zagrożenia, powodowanego przez przewidywanie szkodliwych konsekwencji. Wstręt nie jest zwykłym niesmakiem, ponieważ, jak wynika z badań Rozina, ten sam zapach wywołuje różne reakcje wstrętu w zależności od wyobrażenia badanego o przedmiocie. Badani czują odór gnicia, wąchając dwie różne fiolki, z których każda zawiera w rzeczywistości tę samą substancję; mówi się im, że jedna fiolka zawiera odchody, a druga ser. (Prawdziwe zapachy tych rzeczy można pomylić). Tym, którzy myślą, że wąchają ser, zazwyczaj zapach się podoba; ci, którzy sądzą, że wąchają odchody, uważają, że jest on odpychający i nieprzyjemny. To przede wszystkim wyobrażenie badanego, a nie właściwości sensoryczne przedmiotu, decyduje o reakcji wstrętu. Wstręt nie jest również tożsamy z postrzeganym zagrożeniem. Niebezpieczne rzeczy (np. trujące grzyby) toleruje się w środowisku, o ile nie zostaną one spożyte; rzeczy wstrętne – nie. Kiedy zagrożenie zostaje usunięte, niebezpieczna rzecz może zostać spożyta: trujące grzyby oczyszczone z substancji toksycznych są tolerowane. Rzeczy budzące wstręt pozostają wszakże wstrętne, nawet gdy całe niebezpieczeństwo zostaje usunięte. Ludzie odmawiają zjedzenia wysterylizowanych karaluchów; wielu z nich, jak wykazał Rozin, sprzeciwia się nawet połknięciu karalucha wewnątrz niestrawnej plastikowej kapsułki. Wstręt dotyczy granic ciała: prawdopodobieństwa, że odrażająca substancja może znaleźć się wewnątrz ciała i upokorzyć osobę. Kluczowe obiekty budzące wstręt to zwierzęta lub ich wydzieliny – przede wszystkim odchody, odpady ciała i zwłoki czy też stworzenia, które mają (lub wydaje się, że mają) podobne cechy (śluzowatość, oślizgłość, rozkładanie się). Mówiąc bardzo zwięźle, wydaje się, że wstręt stanowi wyraz wzdragania się przed zwierzęcością i śmiertelnością, gdyż te, jeśli zostałyby dopuszczone, zanieczyściłyby człowieka, dla którego ważne jest wznoszenie się ponad to, co zaledwie zwierzęce. Wstręt bardzo się zatem różni od złości i oburzenia. W złości chodzi o szkodę lub krzywdę. Z tego powodu jest ona ściśle powiązana z centralną funkcją systemu prawnego – tym mianowicie, by chronić obywateli przed krzywdą i karać za krzywdy, które wyrządzono. Powody leżące u podstaw konkretnego przypadku zaistnienia złości mogą, oczywiście, być fałszywe lub zniekształcone; aczkolwiek jeśli wytrzymują one krytykę, możemy się spodziewać, że prawo się nimi zainteresuje i nikt nie będzie tego zainteresowania kwestionował. Ze wstrętem jest inaczej. Nie jest wcale oczywiste, że brzydzenie się czymś daje odczuwającej wstręt osobie serię powodów, które przekonująco prowadzą do uznania zachowania za nielegalne, zwłaszcza gdy zwrócimy uwagę, jak czyni to Rozin, na irracjonalne i asocjacyjne myślenie, które tak często wiąże się ze wstrętem. Skoro jednak wstręt jest zasadniczo problematyczny, tym bardziej mamy powody, by traktować go z podejrzliwością, kiedy widzimy, że w całych dziejach używano go jako potężnej broni w działaniach społecznych, których celem było wykluczenie pewnych grup…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak Ci nie wstyd?