14 MARCA 2016 R.
Biblioteka Narodowa i jej Instytut Badania Czytelnictwa ogłosiły dzisiaj: przeszło 20 mln rodaków przez rok nie wzięło książki do ręki i nie odczuło tego jako najmniejszej straty. To fakt, z którym trzeba się uporać. A może i pogodzić? Przy słowie „książka” pojawia się przymiotnik „niepotrzebna”. Czy to wyrok na książkę?
Pisałam przed miesiącem o prof. Henryku Markiewiczu, którego wiedza i pamięć były w Krakowie legendarne. Należał do tych, którzy o swoich księgozbiorach mówili z miłością i troską o ich los. Ten zbiór na szczęście wziął w opiekę Uniwersytet Szczeciński i inny miłośnik książek prof. Andrzej Sulikowski. Ale ile zbiorów może przepaść i przepada, gdy oferta przekazania (wiem to z własnego doświadczenia), złożona nawet duszpasterstwu akademickiemu lub seminarium duchownemu zgromadzenia zakonnego, pozostaje bez odpowiedzi?
16 MARCA 2016 R.
Wyrok na książkę wydała rzeczywistość. To nie tylko wina Internetu. Nieczytający nie sięgają również do dłuższych tekstów w Internecie. I kiedy komunikują sobie meldunki o rzeczywistości mogą nie zauważyć, w jakim stopniu źródłem ich wiedzy jest zwyczajnie manipulacja medialna.
18 MARCA 2016 R.
Z racji wieku coraz mniej z nas jest w stanie nawiązać wspomnieniem do epok, które się już zamknęły: świata sprzed wojen XX w., czarnego świata dwóch imperiów. Już nie wchodźmy w to, że wspomnienia też ulegają ewolucji i wygładzającemu idealizowaniu. Ale brak własnej pamięci i potrzeba ideologizowania mogą zupełnie zniekształcić przeszłość. Wtedy straszy się lękiem, którego samemu się nie przeżyło, albo nie widzi potrzeby kiedyś bezcennej. Kto z tych 20 mln nieczytających rodaków pamięta np., kto to byli „taternicy” i jak się ich proces zakończył?
29 MARCA 2016 R.Trochę prywaty. W roku 1948 do pracy w redakcji „Tygodnika Powszechnego” przyjmował mnie, studentkę drugiego roku polonistyki UJ, ksiądz kanclerz w kurii biskupiej. Kuria była przecież wtedy wydawcą pisma. Usłyszałam, iż mam czuwać nad nowymi książkami nadsyłanymi do redakcji, „żeby się nie marnowały”. A ja po kilku dniach pracy w „TP” wiedziałam już, jak iluzoryczne jest to polecenie. Dookoła szafy zapełnianej nadchodzącymi egzemplarzami trwała bowiem przyjacielska i cicha, ale bezwzględna…