Subskrybuj
Asystentka w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, doktorantka w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się badaniami polityk kulturalnych, dyskursów pracowników instytucji kultury oraz transformacji ustrojowej w kontekście biografii jednostek i organizacji.

Spoiwa i mosty

W jaki sposób instytucje kultury, finansowane ze środków publicznych, mogą być społecznie pożyteczne? W jakim stopniu wykorzystywany jest potencjał ich (w końcu niemałej i wciąż doinwestowywanej) infrastruktury i pracujących w niej ludzi? Czy polskie instytucje, z których wiele funkcjonuje dłużej niż pół wieku, są w stanie zaspokajać potrzeby współczesnego społeczeństwa w dobie globalizacji? Wreszcie – jak przeciwdziałają one wykluczeniu?

W sektorze kultury trwa znacząca aktywizacja. Przybywa danych i analizujących je raportów na temat kultury zinstytucjonalizowanej – domy i ośrodki kultury, muzea i galerie, biblioteki, teatry, filharmonie ponownie stają się przedmiotem zainteresowania badawczego socjologów, kulturoznawców, antropologów i ekonomistów. Projekty, których realizację stymuluje m.in. program Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Obserwatorium Kultury, mapują życie instytucji i ich pracowników w miejskich centrach i na wiejskich peryferiach. Narodowe Centrum Kultury stawia na dalszą profesjonalizację sektora poprzez dedykowane programy. Jednocześnie rozrasta się oferta szkoleniowa organizacji trzeciego sektora wspierających rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Pracownicy instytucji zabierają głos na krajowych i regionalnych kongresach, w lokalnych komisjach dialogu społecznego, w ramach konsultacji społecznych. Organizują się także sami w nieformalne grupy, zasilając również ruchy obywatelskie. Na oficjalnych forach i w ich kuluarach toczą się dyskusje specjalistów – teoretyków i praktyków – na temat przemian aktywności kulturalnej, nowych obiegów kultury, wymiarów sztuki partycypacyjnej, roli animatorów i edukatorów kultury. W mniej lub bardziej otwarty sposób mowa też o instytucjach kultury – ich kondycji, misji, sposobach finansowania i prospektywach – możliwych scenariuszach rozwoju.

 

Spoiwa: ku wspólnocie

Analizy stanu kultury[1] diagnozują instytucje jako w większości nieefektywne w swoich działaniach, zbiurokratyzowane organizacje, w których dominuje rutyna, a pracownicy częściej spoglądają w przeszłość niż w przyszłość. To nie domy dla kultury i jej konsumentów, lecz urzędy kulturowej sztampy, raczej wytwarzające niż znoszące bariery dostępu. To niedopasowanie do współczesnych oczekiwań uwidacznia się szczególnie w ośrodkach wiejskich i małych miasteczkach. Nie lepiej jednak wyglądają relacje z dużych ośrodków – instytucje w centrach miast różnią się od tych osiedlowych, placówki pod patronatem władz samorządowych realizują inne scenariusze niż instytucje kierowane centralnie. Inny jest dostęp do funduszy i sposób ich wydatkowania, mobilność i prestiż społeczny pracowników, wzorce instytucjonalnych działań i realizowane zadania szczegółowe.

Nieefektywne organizacje wymagają zmiany – także w obszarze realizowanej misji.

Na giełdzie propozycji nowych zadań, jakie przyjąć na siebie powinny nowoczesne instytucje kultury, oprócz liftingu dotychczasowych sposobów rozumienia „tworzenia, upowszechniania i ochrony kultury” pojawiło się też budowanie społeczeństwa obywatelskiego i informacyjnego oraz przeciwdziałanie wykluczeniu, a więc inkubowanie społecznej zmiany i wspieranie wspólnoty.

Instytucje winny umieć m.in. diagnozować potrzeby lokalnych społeczności i na ich podstawie tworzyć programy służące rozwojowi, uwalniając przy tym potencjał samych mieszkańców (centra aktywności lokalnej), być orędownikiem zmian na rzecz grup nieuprzywilejowanych, łącznikiem między społecznością a przedstawicielami władzy (rzecznictwo), wzmacniać relacje z dotychczasowymi odbiorcami kulturalnej oferty i aktywnie docierać do nowych grup (rozwój widowni)[2].

Skąd nacisk na podejmowanie takich aktywności przez instytucje? Jako (nie) uczestnicy kultury[3] często zapominamy o prawie do kultury – rozpatrywanym m.in. w kontekście nieodzownych praw obywatelskich, gdzie instytucje kultury finansowane z publicznych funduszy winny wychodzić naprzeciw swoim klientom. Nowoczesna instytucja kultury (tak jak szkoła, podobna przestrzeń społecznego kontaktu) może wpływać na wzajemnie postrzeganie się różnych grup, m.in. wiekowych, etnicznych. Stymuluje też społeczne uwidocznienie osób „niewidzialnych” – dotychczas z różnych przyczyn izolowanych w domach lub innego rodzaju enklawach: niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, seniorów, osadzonych w zamkniętych zakładach resocjalizacji, ale również mieszkańców enklaw wielopokoleniowego ubóstwa czy bezdomnych. Ta możliwość, jeśli nie poznania odrębnych stylów życia, to styczności z grupami, z którymi w inny sposób nie mielibyśmy kontaktu, gdy jest wspierana przez odpowiednie działania edukacyjne, umożliwia realne przełamywanie społecznych barier. Nie bez przyczyny w kontekście prawa do kultury pojawiają się analizy dotyczące możliwości i ograniczeń budowania kapitałów w różnych ujęciach (od teorii Pierre’a Bourdieu, po wzmacnianie Putnamowskich kapitałów społecznych wiążących – budujących więzi wewnątrzgrupowe, i pomostowych – kształtujących relacje międzygrupowe). Zwiększanie kapitałów, posiadanie ich bogatego wachlarza może znacząco wpłynąć na jakość naszego życia, stąd duże zainteresowanie tematem kultury specjalistów z kręgu zrównoważonego rozwoju i twórców planów rozwojowych dla miast. Współczesne polityki publiczne, w tym miejskie, mają sprzyjać budowaniu przyjaznego otoczenia służącego samorozwojowi i uwalnianiu twórczych potencjałów jednostki, co ma przekładać się na wzrost ekonomiczny. Choć „przymus kreatywności” może być krytykowany m.in. ze względu na jego wykluczający charakter (nie wszyscy posiadamy te potencjały w tym samym stopniu; czy jednostki mniej kreatywne, jako mniej społecznie i ekonomicznie przydatne, powinny zniknąć ze społecznego pola widzenia?), to lista argumentów przemawiających za aktywną rolą instytucji w budowaniu inkluzywnych wspólnot jest długa.

Wkluczanie jako zadanie nowoczesnych instytucji kultury jest też uwzględnione w dokumentach różnego szczebla – od unijnych i narodowych strategii po lokalne scenariusze rozwoju. Istotny może być jednak fakt, że te wytyczne z reguły nie zawierają szczegółowych definicji, czym jest wykluczenie oraz jak mu przeciwdziałać. Pracownicy instytucji interpretują dokumenty na swój użytek. Tym samym ich włączające działania mogą być realizowane na różne sposoby, niejednokrotnie przybierając fasadowy charakter. Instytucje kultury, tak jak inne podmioty publiczne, często borykają się z organizacyjnymi patologiami, by wymienić tylko zasady zatrudniania dyrektorów i warunki pracy pracowników niższego szczebla, upolitycznienie, marnotrawstwo środków związane m.in. z bezrefleksyjną pogonią za funduszami, a także pozorowaną działalność prospołeczną (kreowaną np. na potrzeby mediów lub grantodawców). W świecie instytucji kultury nie zawsze jest miejsce na „legalne błędy”, szczerą wymianę doświadczeń, także odnośnie do problematyki inkluzji, stąd wielkie i małe programy społecznej rewitalizacji nie wszędzie mają szansę na trwały sukces. Zatem nie od polityk publicznych zależy powodzenie programów włączających, ale od samych pracowników, którym te wytyczne przychodzi realizować.

 

Za wysokie progi?

Jak więc pracownicy instytucji kultury postrzegają wykluczonych i swoją rolę w procesie włączania do kultury i poprzez nią? Z przeprowadzonych dotychczas, wciąż niewystarczających, badań[4] wynika, że podejścia mogą się różnicować nawet w ramach jednej instytucji, gdzie odrębnie misję placówki definiuje jej dyrektor, a inaczej wyobrażają ją sobie szeregowi pracownicy. Rzeczywistość codziennej pracy z odbiorcą kultury, co prawda wciąż zmieniająca się, nie napawa zbytnim optymizmem. Szkolenia dla pracowników, warsztaty, programy dla instytucji wymagają bowiem zgłoszenia akcesu. Tym samym szkolą się osoby chętne, gotowe do zmian. Nowe rozwiązania wdrażają wciąż te same aktywne dzięki swym pracownikom instytucje. Ośrodki peryferyjne (choć nie jest to zasada, opisywane tu postawy występują także w instytucjach ulokowanych w metropoliach) pozostają w schematach upowszechniania znanych z poprzedniej epoki.

Wedle sygnalnych badań[5], gdy pracownik instytucji kultury podejmuje próbę zdefiniowania zjawiska wykluczenia (choć rzadko dokonuje systematycznych lub nawet tworzonych ad hoc diagnoz), ma ono charakter sytuacyjny, nie procesualny i jest kojarzone z osamotnieniem, odmiennością, niekiedy z brakiem równouprawnienia. Wiedza na temat wykluczenia jest czerpana z własnych obserwacji i doświadczeń, z mediów, a także sprofilowanych szkoleń czy programów, w których dany pracownik brał udział (stąd pewnego rodzaju wąska specjalizacja we włączaniu – dotycząca np. wykluczenia cyfrowego lub wykluczenia osób niepełnosprawnych).

Wykluczenie z kultury to głównie fizyczny brak dostępu: bariery architektonicznie, problemy z dojazdem. Brak partycypacji – np. w kreowaniu oferty, niska inicjatywność jej odbiorców – pojawia się w tych definicjach sporadycznie.

Wykluczenie z kultury nie jest bezpośrednio kojarzone z wykluczeniem społecznym, a to drugie zagadnienie stanowi „cudzy problem” (głównie wyspecjalizowanych placówek, np. opieki społecznej). Propozycje włączania instytucji kultury do tego procesu odczytywane są niejednokrotnie jako narzucanie im dodatkowych obowiązków. Warto tutaj jednak zaznaczyć, że zdarza się, iż pracownicy instytucji po prostu nie postrzegają podejmowanych przez nie kroków – często o włączającym charakterze – w kontekście przeciwdziałania wykluczeniu.

Wykluczonych, wedle badanych pracowników instytucji kultury, można podzielić zgodnie z zasadami „zasługiwalności” (deservingness): wspierać należy przede wszystkim niepełnosprawnych ruchowo oraz seniorów – szczególnie tych samotnych. Z kolei główni przedstawiciele grup zmarginalizowanych „na własne życzenie” to alkoholicy i przestępcy. Wśród niezasługujących na wsparcie – i nie są to przypadki rzadkie – wymieniane są też osoby biedne i bezrobotne, jako rodzaj zaczynu dla „patologii”. Dziwi to o tyle, że wiele instytucji prowadzi programy aktywizacji zawodowej (od możliwości wydruku CV, po kursy językowe, komputerowe i spotkania z doradcą zawodowym), a bariery natury finansowej są identyfikowane przez pracowników instytucji kultury jako jedna z głównych przyczyn braku uczestnictwa.

Instytucje często ignorują swoje bezpośrednie sąsiedztwo: zarówno mieszkańców, ich potrzeby, jak i inne – znajdujące się w tym samym budynku – organizacje. Brakuje też namysłu nad tym, w jaki sposób działania instytucji mogą utrwalać społeczne piętna – klasycznym przykładem jest tu separowanie grup niepełnosprawnych, osób starszych lub dzieci z rodzin mniej uposażonych, a także wymaganie licznych dokumentów poświadczających status np. bezrobotnego, które uprawniają do skorzystania ze „specjalnej oferty”. Brak uczestnictwa pewnych grup kwitowany jest często przyrodzoną niechęcią do kultury ich przedstawicieli lub rozmaicie definiowanym lenistwem.

Gdy potencjalnie wykluczony trafia do instytucji kultury (wciąż dominuje bierna postawa, jeśli mowa o pozyskiwaniu nowych odbiorców), nie zawsze jest mile widziany i nie próbuje się zachęcić go do częstszych wizyt. Przykładami są tu: nieumiejętność kontaktu z osobami np. z deficytem słuchu, postrzeganie seniorów jako osób zbytnio skorych do rozmowy, a poszukających pracy jako blokujących miejsce przy komputerze. Pracownicy potrafią zrekonstruować obraz odbiorcy, który jest godzien ich uwagi. Kryteria doboru to posiadane już kompetencje kulturowe (pozwalające zrozumieć prezentowaną w instytucji „kulturę wysoką”), typ środowiska, z którego się rekrutuje (artyści, nauczyciele, pracownicy innych instytucji kultury), gust estetyczny tożsamy z gustem tworzących kulturalną ofertę, zespół posiadanych cech i umiejętności (znajomość i stosowanie się do zasad bycia klientem nieuciążliwym) oraz status ekonomiczny („kultura musi kosztować”).

Powyższe ustalenia nie oznaczają jednak, że w kwestii włączania do kultury i przez nią nic się nie dzieje. Niewątpliwy sukces Programu Rozwoju Bibliotek[6] i innych dedykowanych rozwiązań pokazuje, że systemowe rozwiązania pomagają zmienić stereotypy i walczyć z rutyną. Zmiana dotychczasowego sposobu funkcjonowania nie jest prosta – wymaga m.in. przyjęcia przez pracowników instytucji perspektywy Innego, Obcego, zrozumienia jego potrzeb, ale też wyborów i lęków. Tej pracy nie wykonają najlepiej skrojone odgórne dyrektywy – mogą ją jedynie stymulować.

 

Mosty – praktyki włączaniaTymczasem duże projekty zakładające poszerzanie widowni bardziej zauważalne są w miejskich centrach (mniej na osiedlach), szczególnie w stolicy. Mniejsze ośrodki radzą sobie na swój sposób – nie zawsze bowiem kopiowanie sprawdzonych rozwiązań miejskich przynosi zamierzony skutek. Zbieranie kaset magnetofonowych może mieć większy sens niż kolekcjonowanie audiobooków na CD, gdy niedosłyszący senior nie posiada odtwarzacza płyt. Dowóz książek do Domu Pomocy Społecznej może odnieść równie pozytywny efekt jak zakrojony na szeroką skalę projekt integracyjny w siedzibie instytucji….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zrozumieć piękno