W przypadku odtwarzania dzieł muzycznych czy teatralnych nigdy nie podważa się sensowności kolejnych wykonań. W przypadku kolejnych przekładów znanych dzieł taka pokusa istnieje. A przecież to zajęcia pokrewne, odtwórcze.
Istnieje na przykład 14 przekładów Alicji w Krainie Czarów, i nie zniechęciło to Grzegorza Wasowskiego do zaproponowania własnej, jak pisze: „niewiernej”, za to wersji brawurowej. To jedna z tych książek, które domagają się gimnastyki językowej i pomysłowości. Podobnie też jest z Szekspirem, i mnogość przekładów jest bogactwem, z jakiego może korzystać reżyser, który sam zadecyduje, czy do inscenizacji wybrać wersję Paszkowskiego, Słomczyńskiego czy Barańczaka. Ponowione przekłady pomagają odczytywać teksty na nowo, zwłaszcza te tłumaczone dawno, nie mówiąc już o tym, że zapewniają tym samym nowe życie książkom, które znów budzą zainteresowanie krytyków i publiczności. Prawdą jest i to, że język się starzeje, i utwory tłumaczone np. w manierze młodopolskiej są dzisiaj mało strawne. Podobnie jest w filmach kostiumowych opowiadających o wydarzeniach historycznych, toteż w obrazie o Kleopatrze i Antoniuszu dostrzegamy raczej styl myślenia, obyczajów i mody epoki, w której powstał. Zdarza się, że przekład dzieła należącego do historii literatury jest tak udany, poprzeczka tak wysoko ustawiona, że nie ma następcy, który by podjął wyzwanie. Myślę tu o Gargantui i Pantagruelu Rabelais’go, czy o Wielkim testamencie Vil lona w wersji Boya-Żeleńskiego. Ale już Myśli Pascala w wykonaniu Boya zawierają tak dużo braków, usterek i niezrozumienia tekstu, że nowy przekład wydaje się pożądany.
Każdy nowy przekład jest ryzykiem, rezultat nie jest gwarantowany, czasami okazuje się, że przekład wcześniejszy brzmi znacznie lepiej; warto też pamiętać, że kolejne tłumaczenie nie unieważnia ani nie wyklucza poprzedniego czy poprzednich, lecz z nimi współistnieje, a wybór będzie należał do odbiorcy.
*
W przypadku Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego istnieją okoliczności, które wręcz domagały się nowego przekładu. Wersja sygnowana nazwiskiem Edmunda Chojeckiego z roku 1847 tak mocno wrosła w polskie piśmiennictwo, że część czytelników nawet nie wie lub nie pamięta, że powieść powstała w języku francuskim, ponieważ jej autor nie znał języka polskiego. Ponadto oryginał, który posłużył za podstawę przekładu, zaginął zaraz po ukazaniu się polskiej wersji, i nie zachowało się żadne materialne świadectwo pracy tłumacza. Ale kłopot polega na tym, że Potocki nigdy nie wydał pełnej i ostatecznej wersji powieści. Zachowała się wyłącznie anonimowa, choć autoryzowana edycja petersburska pierwszych 13 dni z roku 1805, która wypłynęła jednak późno, a także dwa tomy wydane przez księgarza Gide’a w latach 1813–1814, które spreparował on na podstawie pierwszych czterech dekameronów, otrzymanych od Potockiego. Polski przekład stał się następnie podstawą niemieckiego wydania, a także edycji Radrizzaniego z roku 1989. Wcześniej, w 1958 r., Roger Caillois wznowił fragmenty Rękopisu… według edycji Gide’a, wydobywając powieść z zapomnienia, ale też generując szereg interpretacji, które błędnie sytuują ją w nurcie powieści fantastycznej. To sprawiło, że Rękopis… miał we Francji reputację dzieła po części…