Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

A może zacząć trzeba od tego, że owo „tak” i „nie” „bez światło-cienia” to moja własna miara wierności i zawierzenia, tylko moja własna. Nie zaś adresowana do bliźniego, któremu natychmiast chce się wystawić cenzurkę ze stopniami, jakąkolwiek samoocenę wykluczając.

29 listopada 2017 r.Oczywiście nie ma żadnej sprzeczności w tym, że włączeni niejako samoistnie w rytm i przestrzeń odchodzenia „coraz bliżej” i „coraz mniej”, otwieramy się na kalendarz Kościoła, przestrzeń i rytm świata wiary, w którym stajemy najbliżej ogromu tajemnicy Zbawienia. A jednak zastanawiać musi, gdy w ostatnią niedzielę przed adwentem, czyli w święto Chrystusa Króla Wszechświata, w przekazie telewizyjnym, a więc obejmującym wielomilionową wspólnotę, słyszę pieśń, która zamyka uroczystość sakralną. I to w jednym z najważniejszych polskich sanktuariów. Ta pieśń obejmuje i wieńczy całość liturgii. Słucham jej, rozpoznaję te wszystkie najbardziej przejmujące i uwodzicielskie tonacje moll, rzewną i tryumfalną płynność towarzyszącą pieśniom śpiewanym pod sklepieniem kościoła, ale także na otwartej przestrzeni, w procesji czy zgromadzeniu śpiewających chóralnie. Bo wtedy właśnie tak niepokojąco możliwe jest zawłaszczenie, a więc nadużycie. Bo nawet gdy nie jest to zgromadzenie religijne, to może ono sięgnąć po wiarę jakby zdolną pogłębić to nasze wspólne przeżycie. Brzmienie, intonacja i napięcie emocjonalne, nie dla wszystkich nas przecież pełne wiary, sięgnęły tutaj po zespół słów i pojęć fundamentalnych. To tam wyśpiewane zostało, że „my” to „naród cały, który żyje dla Twej chwały”. Po każdym z tych słów można by jednak postawić znak zapytania. To znaczy zapytać siebie, czy tacy naprawdę jesteśmy. I czy Matka Zbawiciela jest istotnie Królową naszej wspólnoty, dla której w tym śpiewaniu chcemy wyprosić wspaniały rozwój (bo tak brzmi dalszy ciąg pieśni). Skąd w nas nie tylko tak dobre samopoczucie, ale same te słowa? A to po prostu całe dzieje wiersza Kornela Ujejskiego z roku 1861. Dzieje, które dają się prześledzić, i najnowsza encyklopedyczna notatka podkreśla, że tekst był wiele razy zmieniany, przetwarzany, przyswajany na potrzeby narodowe i inne. To Grzeszni, senni, zapomniani, utwór, który miał swoje kolejne jak w litanii odniesienia i błagania. Błagał patronów, poczynając od „Ojcze Nasz” po „dawną naszą Królową”, a dziś zachował tylko ostatnią zwrotkę, i to przetworzoną do gruntu. Przecież jeszcze niedawno brzmiała ona: „Ochromiałym podaj rękę / niewytrwałym skracaj mękę / Twe Królestwo weź w porękę”. Dziś zostały już tylko tryumfalne surmy bojowe wspólnoty, mało, że zadowolonej, ale jeszcze wprost dumnej z siebie po brzegi. Przecież refleksja…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Lekcje Baumana