Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Wisława Szymborska, Utopia
Komunistom i ich sympatykom zarzucano często, że mamili lud „rajem na ziemi”, który miał być bluźnierczą namiastką raju prawdziwego, obiecywanego przez religie. Heine, blisko wówczas zaprzyjaźniony z Marksem, wołał: „Lecz nową pieśń, godniejszą pieśń, / O bracia, zaśpiewać przyrzekam. / Na ziemi chcemy stworzyć raj, / Krainę miodu i mleka”. I szyderczo namawiał swych czytelników, by „niebo” zostawili „aniołom oraz wróblom”[1].
Okazuje się, że „raju na ziemi”, „krainy miodu i mleka” nie poszukiwali jedynie bezbożnicy. Wręcz przeciwnie: wiara w to, że „ogród Eden na wschodzie”, zasadzony przez Boga dla pierwszych ludzi, wciąż istnieje, choć wygnano z niego jego mieszkańców, była żywa przez całe wieki. I nie pozostała bez poważnych następstw. Bo także wszelkie późniejsze próby stworzenia jakiejś jego namiastki korzeniami tkwiły w urodzajnej glebie Edenu.
Kierunek: raj
O tej to wierze traktuje wydana powtórnie książka Jeana Delumeau Historia raju. Ogród rozkoszy. Jej sędziwego (ur. w 1923 r.) autora nie trzeba czytelnikowi przedstawiać – w polskich przekładach wydano kilka jego książek, m.in. Cywilizację odrodzenia, Wyznanie i przebaczenie (rzecz o dziejach spowiedzi), a przede wszystkim monumentalny Strach w kulturze Zachodu. Historia raju to właściwie jedynie pierwsza część trylogii, której kolejne tomy – w Polsce jeszcze niewydane – poświęcone były oczekiwaniu na Tysiącletnie Królestwo i nadziei na wieczne szczęście życia pozagrobowego.
„Żydzi i chrześcijanie długo wierzyli, że raj ziemski istniał naprawdę. Wielu nawet przez wieki myślało, że istnieje nadal jako schronienie, gdzie sprawiedliwi czekają na zmartwychwstanie i Sąd Ostateczny” (s. 36). Była to wiara niepodważalna i realna. „Alegoryści”, zwolennicy symbolicznej interpretacji opowieści o Edenie, którzy jak Orygenes wyśmiewali „głupców” traktujących ją dosłownie, stanowili nieliczną mniejszość; większym zaufaniem obdarzano Augustyna, przychylającego się do poglądu o realnym charakterze „Bożego ogrodu”. A i Tomasz z Akwinu stwierdzał, że to, „co opowiedziano w Piśmie o raju, ma charakter opowieści historycznej” (s. 36), poświęcając też niemało uwagi jego lokalizacji. W tej materii zresztą uczeni teologowie byli dość zgodni, umieszczając raj przeważnie gdzieś na Wschodzie. Powszechne było też wśród nich przekonanie, że to stamtąd wypływają wciąż największe rzeki świata (z Nilem włącznie). Dostać się tam nie byłoby wszakże łatwo, bo miała to być kraina oddzielona oceanami, a niewykluczone, że znajdująca się na wysokiej górze, kto wie, czy nie w pobliżu Księżyca – średniowiecznym geografom nie zbywało na fantazji.
Skoro już uznano, że takie cudowne miejsce nadal istnieje, nie mogło zabraknąć śmiałków niezrażonych wcale jego niedostępnością i chętnych je odwiedzić. I, o dziwo, niektórym się to nawet udawało: niejaki Jan z Hesji zapewniał, że podczas podróży na Daleki Wschód dotarł do ziemskiego raju. Inni byli tego bliscy i w diariuszach swych podróży, prawdziwych bądź zmyślonych, zamieszczali zasłyszane opowieści o boskim ogrodzie, o który niemal się otarli, jak to czynili choćby Giovanni de Marignolli, Jehan de Mandeville czy benedyktyn Ranulf Hygden. Ich opisy są w gruncie rzeczy dość podobne: raj cechuje łagodny klimat, „przebywanie tam nie nuży”, a „starość nie ma wstępu”, na drzewach rosną smakowite owoce, a ziemia usłana jest drogimi kamieniami. Kto chciałby się zadumać nad z jednej strony mitomańską fantazją autorów tych relacji, z drugiej zaś – nad łatwowiernością ich czytelników, temu przypomnieć wypada, że jedno z owych dzieł, Ymago mundi kard. Piotra d’Ailly, zawierające niezmiernie dokładny opis raju, było jedną z ulubionych lektur… Krzysztofa Kolumba. Zapewne nie tylko pragnienie odnalezienia Edenu popchnęło żeglarza do zamorskich wypraw, ale przecież gdzieś z tyłu głowy chyba mu w nich towarzyszyło, w każdym razie gdy podczas trzeciej wyprawy, w 1498 r. dociera do ujścia Orinoko, jest przekonany, że znalazł się w pobliżu biblijnego ogrodu.
Ale to za sprawą takich ludzi jak Kolumb świat zaczyna się powoli kurczyć, coraz mniej na nim miejsc, w których można by umieścić ziemski raj, a wizja gór sięgających sfery księżycowej wkładana już bywa zwykle „między bajki”. Eden zostaje zastąpiony przez królestwo Księdza Jana, umiejscawiane to w Afryce, to w Azji, to znów na nieznanych wyspach (do tego tajemniczego państwa wędrują również bohaterowie Baudolina Umberto Eco). Niewykluczone, że zalążkiem opowieści o jego baśniowym państwie stała się francuska deformacja wyrazu „zan” oznaczającego władcę Etiopii (choć zdaniem niektórych badaczy tytuł ten poświadczony jest w dokumentach dopiero od XVI stulecia, legenda zaś sięga początkami wieku XII). Ksiądz Jan miał nawet wystosować do cesarza bizantyjskiego list, w którym chwalił się swą potęgą: hołd składało mu 72 królów, władał „w trzech Indiach”, a jego ziemie ciągnęły się aż w pobliże wieży Babel, żyło na nich mnóstwo przedziwnych stworzeń, wśród nich cyklopi oraz „ptak zwany feniksem”, a nawadniała je rzeka wypływająca z raju i niosąca mnóstwo drogocennych kamieni. Biło w jego kraju również źródło, którego woda leczyła wszystkie choroby, a powszechne zdumienie wywoływało suche morze, w którym piasek wzdymał się i burzył niczym fale oceanu. Pałac władcy wieńczyły kule ze złota i kryształu, ze złota i ametystu były też stoły, przy których ucztowało codziennie 3 tys. osób, w tym 7 królów i 62 książąt. „Mamy bardzo piękne żony – nie omieszkał napomknąć z dumą Ksiądz Jan – ale odwiedzają nas tylko cztery razy w roku i jedynie dla prokreacji”.
Wyspy Cnotliwe
Z biegiem czasu raj ziemski przemieszcza się coraz częściej z azjatyckiego Wschodu na ciepłe morza południowe i przybiera postać „Wysp Szczęśliwych”, znanych już Homerowi, Hezjodowi, Plutarchowi i Horacemu. „Jeśli istnieją (…) jakieś miejsca szczególnie drogie wyobraźni – pisze cytowana przez Delumeau Claude Cappler – to są nim wyspy. W przeciwieństwie do lądu, który stanowi świat zamknięty, wyspa z natury jest miejscem, gdzie cudowność objawia się sama przez się wbrew ogólnym prawom” (s. 128). Wyspą będzie i Raj Dantego.
Tak rodzi się idea utopii. I to ze wszystkimi jej konsekwencjami. Rajska utopia to bowiem społeczność idealna, zaprojektowana według modelu odgórnie uznanego za doskonały. Kto chce w niej mieszkać, musi się z nim utożsamić, podporządkować bez szemrania totalnej władzy tych, którzy go wymyślili. Już na „szczęśliwej” wyspie opisanej przez Diodora Sycylijskiego w Bibliotheke dzieci wychowują się poza rodzinami, a matki nie odróżniają własnego potomstwa, wszyscy jednego dnia jedzą to samo, mieszkańcy dożywają 150 lat, a potem zachęca się ich, by sami rozstali się z życiem, kładąc się na pewnej roślinie, usypiającej ich na zawsze.
Tu na marginesie warto zauważyć, że eutanazję propagowała także sławna Utopia Tomasza Morusa: „Gdy z nieuleczalną chorobą łączą się ustawiczne gwałtowne cierpienia, wtedy odwiedzają chorego kapłani i urzędnicy i poddają mu najlepszą według ich przekonania radę: wykazują mu, że ponieważ nie może spełniać żadnych obowiązków, których wymaga życie, więc przeżył niejako swą śmierć i teraz jest już tylko przykrym ciężarem dla innych i dla siebie; nie powinien więc dłużej pozwalać, aby wyniszczała go straszna choroba, lecz raczej winien odważnie umrzeć, gdyż życie jest dla niego męką; niech więc z otuchą w sercu albo sam uwolni się od tego smutnego życia, jakby od więzienia i tortur, lub zgodzi się, by inni go wyzwolili (…); będzie to nawet akt woli zgodny z pobożnością i religią, ponieważ słucha on w tej sprawie rady kapłanów, pośredników boskich”[2].
Wszystkim, którzy legalizację eutanazji uważają za pomysł bezbożników i nihilistów, warto przypomnieć, że Jan Paweł II ustanowił św. Tomasza Morusa…