Subskrybuj
Poetka, artystka wideo, dr hab. w specjalności botanika. Autorka tomów Atomy, minimum, uhonorowanego Nagrodą Kościelskich w roku 2017 oraz Piach, a także nagrodzonego Nagrodą Literacką Gdynia zbioru esejów Patyki, badyle. Jej film Metamorphosis of Plants...

Bez higieny

Nie praktykuję uważności w znaczeniu tego słowa typowym. Nie ćwiczę oddechów, oddycha się samo. Nie przeżywam nigdy specjalnie i w żadnej chwili stanu, w jakim znajduje się moje ciało: moje kończyny, moja głowa czy oczy. Nie skupiam się na tym.

Szkoda mi też życia na tropienie w sobie myśli, które generują jakieś emocje albo na odwrót. Wiem, co mnie cieszy, wiem, co mnie smuci. To, co większość: tylko dobro albo jego brak. Bo nie skupiam się tak silnie na sobie, nie kieruję świadomie swoimi myślami. Nie kontroluję ich, nie chcę tego wcale robić, bo właśnie na ich krańcach są rzeczy najlepsze. Nie delektuję się też rozkoszami codzienności, nadając im rangę niebiańskiego misterium, tzn. nie zagłębiam się np. w akt picia herbaty tak bardzo autosensorycznie (zawinięta w koc koniecznie, gdy za oknem pada deszcz), nie szukam też tam szczęścia, dobrze wiedząc, że w ogóle jego poszukiwanie z miejsca ustawia mnie w pozycji nieszczęśliwej, lub w kieracie takiego kreowania swojego życia, by wreszcie to szczęście osiągnąć. Jako że ono nie przychodzi, poziom wewnętrznego napięcia i frustracji w skali czasu jest wprost proporcjonalny do tego szczęścia oczekiwań.

A ja nie muszę być szczęśliwa.

Od czasu do czasu zajmuję się fizyką, anatomią, ruchami roślin. Wszystkie obrazy roślinnych reakcji w świecie dają mi dowód, by nie traktować ich jako differentia specifica. Rośliny to podobne nam, organizujące się, umierające i cierpiące byty żywe.

Dlatego zawsze będę uważać, że życie „w zgodzie i równowadze ze swoim prawdziwym »ja«” brzmi po prostu sztucznie. W naturze nigdy nie ma spokoju.

Nie ma więc też go w mojej głowie, a jak będzie, to znaczy, że właśnie nie żyję. Natura bywa zupełnie inna niż na zdjęciach z kalendarza, więc nie cierpię wcale, gdy myśli mam listopadowe, błotniste i pełne sterczących badyli. Tak przecież bywa. Patrzenie na rośliny, gdy umierają, gdy walczą z grawitacją, z własnym ciężarem, to precyzyjne moje patrzenie może być takie, wyłącznie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ćwiczenia z uważności