Subskrybuj
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Dyskretniejsze „ja”

W zachodniej kulturze ciągle „jesteśmy w głowie”: analizujemy i roztrząsamy. Przeceniamy myśli. A one są przecież produktem mózgu. Jeśli za bardzo w nich mieszkamy, staje się to często źródłem, a nie rozwiązaniem naszych kłopotów. Uważność pozwala nam dostrzec ten mechanizm, daje też pewną zdolność do nawiązania innej relacji z przeżyciami.

Angelika Kuźniak: Czym jest uważność?

Paweł Holas: To pewien stan świadomości, którą intencjonalnie przyciągamy do bieżącego momentu. Stan, w którym przeżywamy i przyjmujemy to, co się dzieje w danej chwili w sposób otwarty, akceptujący. Bez oceniania.

 

Uważność wywodzi się z buddyzmu?

I tak, i nie, bo potrzeba wyjścia poza swoje „ja” i kontaktu z czymś większym, jest ogólnoludzka. Uważność rozwijamy poprzez medytację, a medytacja jest dziedzictwem ludzkości kształtowanym na różnych szerokościach geograficznych i w różnych kulturach, choć najpełniej na Dalekim Wschodzie. W naukach kontemplatywnych dalekowschodniej Azji i psychologii buddyjskiej uważność była opisana jako część ścieżki prowadzącej do wyzwolenia od cierpienia psychicznego, również w szerszym rozumieniu, jako droga do otwarcia na ludzi, rozwijania współczucia i dobroci. W takim kontekście zaczęła być przyswajana mniej więcej 100 lat temu na Zachodziei wszystko dość nieszczęśliwie przetłumaczono jako mindfulness. A to kojarzy się z przytomnością umysłu.

Tymczasem w językach źródłowych Dalekiego Wschodu uważność jest przedstawiana w ideogramach pod postacią nie jednego, lecz dwóch elementów – umysłu i serca.

W 2008 r., kiedy zakładaliśmy w parę osób Polskie Towarzystwo Mindfulness, też zdecydowaliśmy się na nazwę angielską, aby brzmiało bardziej uniwersalnie, dziś nieco nad tym boleję

Wracając do buddyzmu, rzeczywiście to właśnie oświecenie Buddy i jego nauka, która mówi o psychologii i o dobrym życiu, pokazują, jak dzięki uważności człowiek może przeciwstawić się ułudzie swojego umysłu, ignorancji i cierpieniu.

 

Jak?

Najważniejsze jest, by medytować, ale istotna jest również intencja praktyki, postawa umysłu. A to oznacza też silne podstawy etyczne. Nie może Pani np. uważnie celować komuś w głowę z karabinu, to już nie jest uważność, bo pojawia się intencja skrzywdzenia kogoś. Proszę jednak nie zawężać uważności do buddyzmu, ponieważ także w judeochrześcijańskiej, sufickiej i wielu innych tradycjach występują praktyki medytacyjne.

 

W czym medytacja pomaga?

W medytacji, początkowo zwłaszcza, chodzi o rozwinięcie umiejętności skupiania uwagi na konkretnym obiekcie. W wielu technikach medytacyjnych jest nim oddech, ale to mogą być płomień świecy, dźwięki, słowem, rozmaite obiekty. Przy czym sam obiekt nie jest aż tak istotny, chodzi o ustabilizowane umysłu i jego większą klarowność. Podstawową umiejętnością jest więc koncentracja. Uwagę najlepiej jest jednak kierować na jakiś aspekt doświadczenia odbierany zmysłowo, na ciało, bo – jak mówią teksty sprzed 2500 lat – to właśnie „ciało jest fundamentem uważności”. Podczas medytacji koncentrujemy się zatem nie na abstrakcyjnych słowach, nie na myślach, lecz na ciele, na doznaniach – to one utrzymują nas w teraźniejszości. Wracamy do nich za każdym razem, kiedy uwaga odpływa porwana przez myśli bądź inne przeżycia, np. emocje. Dobrze jest dostrzegać, co wtedy pojawia się w umyśle, ale nie utożsamiać się z tym w pełni. Czuję smutek? Aha. Dobrze. Co się dzieje z moim ciałem? Jakie pojawiają się myśli? Zauważam je i przyjmuję, ale wracam do obiektu, na którym koncentruję uwagę. Mogę w ten sposób poznać istotę umysłu, w tym emocji. Emocje mają naturę fali, która najpierw narasta, potem osiąga szczyt, a następnie opada; nie muszę na nie od razu reagować. To m.in odkrywamy dzięki medytacji. Medytacja pozwala nam zrozumieć i oswoić nasz świat wewnętrzny. Dzięki temu można też lepiej rozumieć drugiego człowieka i mieć dla niego więcej serca.

Umiejętność koncentracji na jednym przedmiocie jest wstępem do rozwijania kolejnego kluczowego aspektu, którym jest zdolność do nieoceniającego uświadamiania sobie całokształtu doświadczenia – to tzw. naga albo też czysta świadomość.

Istotna w medytacji jest jakość świadomości, którą przyciągamy do bieżącego momentu, tzw. umysłu początkującego. Chodzi o – można powiedzieć – dziecięce zaciekawienie lub zachwyt tym, czego doświadczamy. To zdolność, z którą się rodzimy, jednak z wiekiem ją zatracamy. Medytacja pozwala przywrócić doświadczanie nowości danego momentu. Bo on naprawdę jest za każdym razem nowy i świeży, to tylko trik naszego umysłu powoduje, że wszystko wydaje nam się znajome i już przeżyte. Im bardziej w ten trik wpadamy, tym bardziej jesteśmy w swoich myślach, a one często oddzielają nas od życia i czynią nieszczęśliwymi.

 

Tylko że nie da się nie myśleć.

Właśnie. W sanskryckich tekstach jest mowa o małpie skaczącej po drzewach. I każdy ma tę małpę w głowie. Nasz umysł prawie nieustająco gada, a tę opowieść łatwo pomylić z rzeczywistością, choć przecież nie jest z nią tożsama. Przeciwnie, ona często jest bardzo tendencyjna i pozostaje w niewielkim związku z tym, co pojawia się w polu naszego doświadczenia. To trochę tak, jakbyśmy utożsamili mecz, który oglądamy w telewizji, z komentarzem dziennikarza.

W uważności rozwijamy zdolność niezlewania się ze swoimi myślami, uczymy się dostrzegać moment, w którym myśl się pojawia. Często prowadząc medytację na kursach uważności, proszę uczestników, aby wyobrazili sobie własny umysł jako morze, a myśli jako fale na tym morzu. I rzecz nie w tym, żeby te fale stłumić, to niemożliwe, raczej, by po nich serfować, puszczać je wolno. W jakimś sensie rozpoznawać ich naturę, zobaczyć, jak się pojawiają, skąd płyną i dokąd, jak ich treści wpływają na to, co odczuwam w moim ciele, w jaki sposób determinuje to moje decyzje. Innymi słowy: zobaczyć, jak konstruujemy rzeczywistość.

W naszej zachodniej kulturze ciągle „jesteśmy w głowie”: analizujemy, roztrząsamy. Przeceniamy myśli. A one są przecież produktem mózgu, w pewnym sensie jak żółć, którą produkuje wątroba. Myśli są często luźnym, bardzo tendencyjnym sposobem oceniania rzeczywistości, nie korespondują z nią jeden do jednego. Przyczynami cierpienia nie są samo doznanie czy problem, tylko to, co potem się dzieje, co o tym myślimy i co z tym dalej robimy. Jeśli za bardzo mieszkamy w swoich myślach, staje się to często źródłem, a nie rozwiązaniem naszych kłopotów.

Myślenie oczywiście umożliwia nam rozwój osobisty i cywilizacyjny, ale kiedy owo główkowanie stosujemy do naszego świata wewnętrznego, np. poprzez tendencję do ciągłego wracania i mielenia na okrągło przykrych sytuacji, czyli ruminowanie („A dlaczego on to zrobił?”, „A czy nie mogłam postąpić inaczej?”, „O Boże! Dlaczego taka jestem?”), mamy kłopot, bo okazuje się, że sprzyja to często lękowi i depresyjności.

Uważność pozwala nam dostrzec ten mechanizm, daje też pewną zdolność do nawiązania innej relacji z przeżyciami. Bezpośredniej, mniej zdominowanej przez myślenie, a bardziej przez samą świadomość osadzoną w ciele. Nasze „ja” się ucisza, jest mniej krzykliwe. To pozwala bardziej cieszyć się życiem.

Nasz umysł ciągle wędruje i samoistnie zmierza w kierunku określonym schematami wyniesionymi z dzieciństwa. Uważność może pomóc to zobaczyć, zatrzymać i zareagować inaczej, choć u osób z nasilonymi problemami psychicznymi konieczna może okazać się psychoterapia. Ćwiczenia uważności pozwalają uwrażliwić i dostroić w szczególny sposób instrument, którym jest nasz umysł. Dzięki temu łatwiej przechodzimy falowania i sztormy, wracając do metafory z morzem. Okazuje się, że niektóre rzeczy dużo mniej nas destabilizują, mamy więcej równowagi w sobie. Uważność sprawia, że przestajemy tak bardzo uciekać od przykrych doznań, odcinać je, tłumić. Za to bardziej się na nie otwieramy, dopuszczamy do siebie, a przez to je przekraczamy.

Paradoks polega na tym, że nasz umysł w naturalny sposób ciągnie do tego, co negatywne, a jednocześnie, ponieważ jest to niezwykle przykre, robi wszystko, żeby tego nie przeżywać. Ucieka więc albo robi uniki, szukając tego,  co przyniesie natychmiastową ulgę bądź przyjemność. Ale to nie działa, podtrzymuje jedynie negatywne emocje i stany umysłu.

 

Stąd się biorą uzależnienia?Tak, mówiąc w skrócie. Cały czas chcemy uruchamiać dźwignię z układem nagrody, zwłaszcza gdy się źle czujemy. Niestety, to nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ćwiczenia z uważności