Subskrybuj
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Wydała biografię Kownacka. Ta od Plastusia (2016), monografię naukową Korespondent Witkacy (2014) oraz autorski notes z fotografiami i wyborem literatury Finlandia. Książka do pisania (2017). Redaktor naczelna portalu Popmoderna. Stale...

Kto się boi Noli Darling?

<i>She’s Gotta Have It</i>, jest śmiałą i nieortodoksyjną wariacją na film o tym samym tytule, który Spike Lee – jeden z najbardziej wyrazistych amerykańskich reżyserów – nakręcił ponad 30 lat temu.

Nola Darling to młoda Afroamerykanka mieszkająca na stopniowo gentryfikującym się Brooklynie. W filmie z lat 80. jej imienniczka często słyszy pytanie o to, jak to możliwe, że stać ją – jako artystkę – na samodzielne opłacenie czynszu. Wtedy odpowiedź wydaje się oczywista: mieszkanie jest bardzo tanie. W dzisiejszej wersji wykupywanie kolejnych mieszkań przez kapitalistów, wzrost poziomu czynszów i wypieranie mieszkańców żyjących od lat w tej części miasta przez bogatych białych to w serialu tematy równie ważne co życie seksualne Noli.

To, czego dokonał Spike Lee, określiłabym jako doskonały przykład kreatywnego przystosowywania się do współczesności. Rama serialu, imię i podstawowe cechy bohaterki i jej kochanków, miejsce akcji, a nawet muzyka pozostają niezmienione. Wszystko to, co sprawia, że Nola jest bohaterką na wskroś współczesną i bliską widzowi, jest jednak zupełnie nowe. Aktualizacji uległy także standardy obyczajowe, z którymi mierzy się Darling, dalszoplanowe problemy oraz kontekst polityczny. W jednym z ostatnich odcinków pojawia się klaun – Donald Trump, który właśnie wygrał wybory prezydenckie.

Reakcje bohaterów, ich lęk i poruszenie, robią na widzu ogromne wrażenie, ponieważ nie sposób nie dostrzec zapowiedzi przyszłej katastrofy dla mniejszości etnicznych, narodowych i seksualnych.

Nie trzeba dodawać, że bohaterowie She’s Gotta Have It to postaci, których zmiana dotyczy bezpośrednio. Ten kontekst nadaje serialowi ważkości, której pozbawiony jest głupawy film usiłujący znaleźć się na tej samej półce co serial Lee. Mowa o The Incredible Jessica James tego samego producenta, którego pozorna pokrewność boleśnie ujawnia, jak wygląda udawanie ważnego tekstu kultury. Wspominam o tym dlatego, że można pokusić się o obejrzenie filmu zamiast śledzenia dziesięciu odcinków She’s Gotta Have It. Byłby to jednak fatalny błąd. Poliamoryczne związki Noli Darling mogą budzić sprzeciw, wątpliwości, a nawet oburzenie. Nie sposób zaprzeczyć, że niektóre poglądy czy też stosunek bohaterki do jej kochanków skłaniają do pytań o to, jak dalece jedna osoba może decydować o całości relacji pary (a w tym przypadku: par). Nola Darling na każdą wątpliwość znajduje odpowiedź, eksponując swoją wolność osobistą oraz brak jakiegokolwiek przymusu stosowanego wobec trzech bardzo różnych mężczyzn i jednej kobiety. Centrum świata malarki stanowi jej mieszkanie, a zarazem studio, w którym najważniejsze miejsce zajmuje „miłosne łóżko”. Tylko w nim uprawia seks. To jej mieszkanie jest scenerią dla wydarzeń w serialu. Lawirowanie głównej bohaterki pomiędzy kochankami to najważniejszy, ale nie jedyny wątek w serialu….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ćwiczenia z uważności