3 stycznia 2019 r.Są mi bliscy od bardzo wielu lat. Jeszcze zanim 50 lat temu ona i on powiedzieli sobie: „Nie opuszczę cię aż do śmierci”, połączyły ich poszukiwania naukowe i przekonanie, że życie z nauką to stopniowe odkrywanie tej najgłębszej prawdy, iż jest ono pozbawione perspektywy jakiegokolwiek zysku. Już wtedy moje własne doświadczenie związku z kimś oddanym nauce bez reszty pomogło mi ich zrozumieć i zbliżyło nas do siebie. A teraz, kiedy kalendarz przypomniał o 50. rocznicy odejścia ich i naszego mistrza oraz przewodnika – prof. Henryka Niewodniczańskiego – nasza bliskość stała się jeszcze bardziej czytelna. I jedyne, co się zmienia, co nie może się nie zmieniać, to mój własny udział we wszystkim, co ją stanowiło i stanowi. Ostatnia niedziela grudnia obchodzona jest w Kościele jako święto Świętej Rodziny. Tym razem było to wspaniałe, bo rozbłyskujące na całą parafię, osobiste święto tych właśnie moich przyjaciół. Jeszcze niedawno znalazłabym się zapewne wśród uczestników mszy im poświęconej i stałabym w kościele nie tylko wśród rodziny i przyjaciół, ale po prostu wśród rzeszy, która o tej niedzielnej godzinie ofiarę mszy św. składa. Tym razem musiała mi wystarczyć pamięć, wcale nie oddalająca, bo przecież to była msza św., czyli sakrament. Odnajduję swoje „coraz bliżej” w każdym momencie tego świętowania i w każdym jego przeżywaniu. Mimo że mojej obecności musiało być w tym roku „coraz mniej”. Najpierw to głęboka wierność ich obojga i coraz trudniejsze z powodu wieku dźwiganie swojego związku – wspólnoty ścieżek, wcieleń, realizacji i uśmiechów niekoniecznie, tak jak w ich przypadku, potrzebujących kształtu i wyrazu. Cierpliwość traktowana jako coś oczywistego. Siła, która…
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...