W związku z obowiązującymi przepisami zmuszony był składać w urzędzie stanowym „plan zarządzania lasem”. I choć na początku pozwolił sobie na zabiegi przerzedzenia ekspansywnych wejmutek czy krótkowiecznych topól i jodeł, które przewracały się ze starości, szybko uznał, że jego ingerencje są już wystarczające, a las – zgodnie z definicją ekosystemu – powinien sam sobą zarządzać. Różnorodność i konkurencja, na które postawił, sprawiły, że każdy skrawek zakupionej przez niego ziemi mogły zająć gatunki najlepiej dostosowane do lokalnych warunków. Obok siebie zaistniały więc m.in. żywotniki, świerki czerwone, klony cukrowe, jesiony czy wspomniane wejmutki. Zatem mimo ze formalnie Heinrich jest zarządcą lasu, patrzy na niego oczami uważnego naukowca i troskliwego opiekuna. Podając solidną porcję…
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego.