Pierwsza myśl w półśnie: umarłam. Słyszę dzwony kościelne. Wszędzie dzwony kościelne. Pstryk. Już jasno. Musi być około ósmej. W telewizji – msza święta. To sąsiadka naprzeciwko ogląda transmisję. Wzrusza mnie, kiedy widzę, jak siedzi na stołeczku przy oknie, dzierga na drutach i ogląda wieści z Watykanu. Pstryk. W studiu, to chyba jakaś telewizja śniadaniowa, siedzą dwie panie, obok trener osobisty. Toczy się dyskusja, jak rok temu, jak dwa lata temu, jak kilka lat temu, o tym, że zbliża się wiosna i trzeba zrzucić kilka kilogramów. Nic z tego, nie dziś. Pstryk. Polityka. Brexit. Strajk nauczycieli. O kobietach bez kobiet. O dzieciach bez dzieci. Przypominają mi się memy Marty Frej. Pstryk. Głos Krystyny Czubówny przenosi mnie do lasów bagiennych: „Wokół wyniesionych ponad lustro wody pni drzew powstają porośnięte roślinnością bagienną kępy. (…) Niedostępny las wygląd swój zawdzięcza specyficznym stosunkom wodnym”. Pstryk. Zwariowałam. Naprawdę siedzę przed telewizorem i patrzę, jak inni oglądają telewizję i to komentują? Pstryk. Ktoś przyniósł do lombardu detonator dynamitu z XIX w. Ktoś inny wstążkę z kampanii Lincolna z roku 1860 (dostał 1250 dolarów). Wiem już, że buty sportowe Air Jordany 1990 mają języki ze specjalnego materiału, który odbija światło. Pstryk. Sto dolarów. Dwieście. Tysiąc pięćset. To chyba jakaś licytacja. Pstryk. „Bóbr. Waga dorosłego osobnika dochodzi nawet do 29 kilogramów. A długość ciała do stu dziesięciu centymetrów. Bobry są zwierzętami silnie terytorialnymi i potrafią dostosować zamieszkiwane środowisko do własnych potrzeb” – Krystyna Czubówna jest jednak…
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.