Przytoczone słowa mogłyby stanowić motto pracy wszystkich dziennikarzy. Ich wymowę wzmacnia fakt, że pochodzą z artykułu Piekło Treblinki, jednego z pierwszych tekstów na temat nazistowskich obozów zagłady. Tekst ten był na tyle przełomowy, że posłużył jako materiał dowodowy podczas procesu norymberskiego.
Wojenne korespondencje przekazywali również Winston Churchill, Ernest Hemingway i Oriana Fallaci. Ta ostatnia o pracy reportera napisała: „Jaki inny zawód pozwala opisywać historię, kiedy ta się dopiero dzieje?”. Ten przywilej ma jednak swoje koszty. Misja reportera zawsze wiązała się z ryzykiem, ale po 11 września dziennikarze sami stali się bezpośrednimi celami terrorystów. Pierwszą ich ofiarą został Daniel Pearl. W lutym 2002 r. ten amerykański dziennikarz pracujący dla „Wall Street Journal” został uprowadzony przez członków Al-Kaidy, a następnie ścięty, co zostało zarejestrowane przez sprawców za pomocą nagrania wideo.
Praca reportażystów zmienia się współcześnie za sprawą rozwoju mediów społecznościowych.
Arabska wiosna, ukraiński Majdan czy ostatnie protesty w Hongkongu pokazują, jak dużą rolę w dokumentowaniu prawdziwych wydarzeń odgrywają szerzej nieznani, a kierujący się obywatelską odpowiedzialnością dziennikarze, lokalni liderzy czy nawet przypadkowi świadkowie.
Nowe media dają jednak również możliwość manipulacji i kłamstwa na nieznaną wcześniej skalę. Zalew informacji utrudnia dotarcie do prawdy. Ważne i istotne działania łatwo przykryć mnogością komunikatów czy blogowych wpisów, których jedynym celem jest odwrócenie uwagi…