Subskrybuj
Filozof. Dzięki swoim erudycyjnym studiom z historii filozofii, nauki i literatury uchodzi dziś za jednego z najważniejszych niemieckich myślicieli II poł. XX w. W języku polskim ukazały się jego książki: Rzeczywistości, w których żyjemy, Praca nad mitem, Paradygmaty dla metaforologii...

Dwuznaczność nieba

Co wiedzielibyśmy o Ziemi, gdyby otaczała ją nieprzejrzysta, nigdy nierozwiewająca się zasłona chmur? Jakby to było – nie móc widzieć gwiazd?

To coś zdumiewająco nieprawdopodobnego, że żyjemy na Ziemi, a zarazem możemy oglądać gwiazdy, że warunki życia nie wykluczają warunków widzenia ani odwrotnie. Ośrodek, w którym się poruszamy, jest bowiem z jednej strony dostatecznie gęsty, byśmy mogli zaczerpnąć oddechu, a promieniowanie z Kosmosu nas nie spaliło, z drugiej zaś, nie jest aż tak nieprzejrzysty, by całkowicie pochłaniał światło gwiazd i zakrywał widok na uniwersum.

Cóż za krucha równowaga między tym, co konieczne, i tym, co wzniosłe.

Trudno tu nie przywołać na myśl znanych nam już, coraz bogatszych danych o innych obiektach naszego systemu słonecznego, o ich bezbronnym wydaniu na pastwę zmian temperatury między dniem i nocą, o deszczu cząsteczek wszelkiego kalibru, wdzierającym się na nie z Kosmosu, o spowijających powierzchnie Wenus i Jowisza ołowianych atmosferach, które cały czas nieprzeniknienie przesłaniają wszelki widok nieba, o prędkościach burz szalejących w atmosferze Marsa i fantastycznych obłokach pyłu nad jego równinami. „Natura od dawien dawna usiłowała zmieść człowieka z powierzchni Ziemi” – tak na Kongresie Astronautycznym w Sztokholmie w 1960 r., u progu dekady, która wzbudziła wielkie nadzieje podróży poza nasz glob, wyraził się jeden z pionierów techniki lotów kosmicznych, by ukazać cele kosmonautyki i towarzyszące im niebezpieczeństwa jako naturalne następstwo sytuacji człowieka na Ziemi. Gdy pod koniec tego dziesięciolecia jej mieszkańcy po raz pierwszy otrzymali obraz swej planety widzianej z przestrzeni kosmicznej, wydała im się ona względnie przyjazna i warta troski. Kosmiczne otrzeźwienie wzmocniło wolę zachowania Ziemi.

Ziemia jako jaskinia optyczna

Eksperyment myślowy, który na początku tego stulecia zaproponował francuski matematyk Henri Poincaré, zyskał dla nas znamiennie nową wartość. Za punkt wyjścia uczony przyjął pytanie, czy kiedykolwiek pojawiłby się ktoś taki jak Kopernik, gdyby nasza Ziemia otoczona była nieustannie nieprzejrzystą, nigdy się nierozwiewającą zasłoną chmur. Inaczej postawiony problem ten mógłby brzmieć: czy wiedzielibyśmy, że Ziemia obraca się wokół swej osi i krąży wokół Słońca, gdybyśmy nie mogli uprawiać astronomii? Poincaré nic jeszcze nie wiedział o technicznych możliwościach przebicia się również przez taką zasłonę chmur za pomocą aparatów latających czy rakiet i równie niewiele o astronomii nieoptycznej, powstałej później w postaci radioastronomii. Jak ludzkość mogłaby w takiej atmosferycznej jaskini dowiedzieć się kiedykolwiek, że Ziemia jest częścią jakiegoś systemu planetarnego, a ostatecznie także częścią uniwersum światów oraz że się w tym uniwersum porusza na wiele sposobów? Czyż wszelkie podejrzenie, skierowane przeciwko zniewalającej oczywistości bezruchu podłoża, na którym stoimy i żyjemy, nie byłoby niemożliwe bez widoku codziennego obrotu rozgwieżdżonego nieba?Mimo to Poincaré dochodzi w swoim eksperymencie myślowym do wniosku, że ludzie nawet bez optyki astronomicznej zyskaliby jasność co do swego położenia i ruchu. Tyle że pojawienia się jakiegoś Kopernika należałoby oczekiwać znacznie później. Poincaré chce wykazać, że ten spóźniony Kopernik doszedłby do twierdzenia o ruchu Ziemi jako czysty fizyk. Każda fizyka – taki jest jego tok rozumowania – opierająca się wyłącznie na obserwacjach, które można poczynić w najbliższym otoczeniu Ziemi, wikła się w coraz większe trudności. Tego rodzaju fizyka bliskiego Ziemi obszaru doświadczeń nie byłaby bardzo odmienna od tradycji arystotelesowskiej i scholastycznej, z której założeniami i ustaleniami miał do czynienia w swoich sporach i antagonizmach sam Kopernik, a jeszcze bardziej kopernikanizm. O fizykach założonej w eksperymencie jaskini optycznej i jej „scholastyce” Poincaré pisze: „Bez wątpienia jakoś by sobie poradzili, wymyśliliby coś, co nie byłoby wcale dziwniejsze niż szklane sfery Ptolemeusza, i w ten sposób mnożono by trudności, póki oczekiwany Kopernik nie usunąłby ich wszystkich jednym ruchem, mówiąc: O wiele prościej jest przyjąć, że Ziemia się obraca”. Tego spóźnionego Kopernika można by się spodziewać np. w roku 1737. W tym to roku pomiary geodezyjne w Laponii i Peru, zlecone przez francuską Akademię Nauk, potwierdziły empirycznie spłaszczenie Ziemi, które Huygens wydedukował już w 1673 r. Drogę utorowałby idei kopernikańskiej najpóźniej w 1850 r. także sławny eksperyment z wahadłem Foucaulta. Takie rozwiązanie tego fikcyjnego problemu budzi wątpliwości. Poincaré nie dostrzega zależności od wcześniej przyjętego albo przynajmniej branego pod uwagę założenia ruchów Ziemi, kryjącej się już w punkcie wyjścia przytoczonych przez siebie obserwacji i eksperymentów fizycznych. Da się wykazać, że w momencie gdy nie tylko powzięto plan pomiarów geodezyjnych, ale zarazem uznano go za dostatecznie ważny poznawczo i pilny, by uzasadniało…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czego szukamy w Kosmosie?