Każde społeczeństwo, jak twierdzą kanadyjscy antropolodzy zmysłów z Centre for Sensory Studies na Uniwersytecie Concordia, posiada własny wzorzec sensoryczny. Składają się na niego znaczenia i wartości zmysłowe, które uznawane są przez członków danego społeczeństwa, za ich sprawą uzmysławiają sobie oni świat i przekładają zmysłowe wrażenia na konkretny światopogląd[1]. Światopogląd, nie – dajmy na to – światoodczucie. Już sam fakt, że posługujemy się tym słowem wskazuje na to, że nadajemy (my, czyli mieszkańcy zachodnich społeczeństw) szczególne znaczenie zmysłowi wzroku. To za jego pomocą formułujemy sądy dotyczące prawdziwości lub fałszywości jakichś zjawisk czy zdarzeń. To dzięki niemu tworzymy różnorodne punkty widzenia. A dlaczego nie punkty dotyku?
*
Antropolog David Howes w tekście The Expanding Field of Sensory Studies, który stanowi podsumowanie ponad 20-letniej kariery lub rewolucji zmysłowej w naukach humanistycznych, podaje osiem tez stanowiących podstawę badań sensorycznych[2]. Jedna z nich jest szczególnie istotna: „Granice mojego języka (nie) są granicami mojego świata, ponieważ zmysły pojawiają się na długo przed językiem i daleko poza język wykraczają”. Oczywiście jest to krytyka słynnych słów Ludwiga Wittgensteina z Traktatu logiczno-filozoficznego, a zarazem prymatu, jaki przyznaje się językowi w kulturze zachodniej. Teza ta nie stanowi bynajmniej łatwego wytłumaczenia dla niepoznawalności zmysłów, raczej jest wezwaniem do poszerzenia granic języka. To wezwanie podjął w wydanej niedawno w Polsce książce Homo Hapticus. Dlaczego nie możemy żyć bez zmysłu dotyku? Martin Grunwald, dyrektor zajmującego się badaniami nad neurologicznymi, biologicznymi i psychologicznymi aspektami dotyku laboratorium Haptik w Lipsku.
Książka Grunwalda poświęcona jest kolejno opisowi rozwoju zmysłu dotyku u ludzkiego płodu, chorobom związanym z dotykiem, zachowaniom dotykowym oraz projektowaniu (określanym przez autora „dizajnem haptycznym”[3]). Publikacja ta ma charakter popularnonaukowy, jej celem jest przede wszystkim promocja badań przeprowadzanych w instytucie Haptik, notabene ciągle borykającym się z brakiem funduszy (na końcu książki znajduje się ogłoszenie na ten temat wraz z numerem konta bankowego, na które można przesłać darowiznę). Niezwykle ciekawe rozpoznania w tej książce – pisanej wyraźnie w pośpiechu, trochę nierównej, trochę niedopracowanej – regularnie urywają się z powodu braku podstawowych informacji dotyczących funkcjonowania pierwszego i najbardziej żywotnego ze zmysłów. To wyjątkowo paradoksalna sytuacja, w której książka popularnonaukowa, mająca za zadanie „pokazanie wielopłaszczyznowego wpływu narządu dotyku na nasze życie i czynności dnia powszedniego”, wskazuje przede wszystkim na konieczność przeprowadzenia dalszych badań nad tym narządem. Martin Grunwald raz po raz natrafia na granicę poznawczą, poza którą nie ma jeszcze języka; przyczyna tego nie leży w filozoficznym namyśle nad granicami języka jako takiego, lecz w dominującym w społeczeństwie wizualnym wzorcu zmysłowym, który – przyznając pierwszeństwo intelektowi, dystansowi oraz abstrakcji – za naczelną maksymę wciąż uznaje typowo kartezjańskie prawidło, podług którego „nie czujemy siebie, my siebie myślimy”[4]. Autor książki Homo Hapticus zdaje sobie w pełni sprawę – choć nie wyraża tego wprost – że badania przeprowadzane w założonym w 1996 r. ośrodku Haptik są nie tylko prekursorskie, ale i rewolucyjne dla zachodniego społeczeństwa, a ich stawką jest przywrócenie w doświadczeniu współczesnego człowieka zapomnianego zmysłu.
Taki zresztą tytuł nadał Pablo Maurette swoim medytacjom o dotyku, które rozpoczynają się od szczególnie paradoksalnej konstatacji. Zapomniany zmysł dotyku, zdaniem badacza, nigdy nie został, ba, nie może być, zapomniany: „Nawet gdybyśmy próbowali go zignorować, dotyk, ta wielogłowa hydra, nieuchwytny jak kostka mydła pod wodą, wszechobejmujący jak poczucie bycia żywym, jest katalizatorem egzystencji i jako taki jest nieunikniony, bezdyskusyjny, niemożliwy do zapomnienia”[5].
Słowo „dotyk” nie odnosi nas do jednego zmysłu, lecz do wielu – niemających swojego miejsca ani konkretnego organu; to skóra oblekająca całe ciało jest organem dotyku. W obręb dotyku włączamy tak różnorodne „zjawiska”, jak propriocepcja (rejestrowanie zmian położenia ciała), eksterocepcja (odczuwanie bodźców zewnętrznych) czy interocepcja (rejestrowanie stanu całego organizmu). Co więcej, każdy z nas jest w stanie stwierdzić, że wrażenia otrzymywane z ust, dłoni czy stóp różnią się od siebie diametralnie, co więcej, ich funkcje zmieniają się w zależności od wieku (dziecko wkłada do ust dosłownie wszystko, zaś usta dorosłego zaspokajają się mową, jedzeniem i pocałunkami). Dotyk okazuje się zatem bardzo pojemnym – poetyckim, nieokreślonym, mitycznym wręcz – określeniem na odbierane przez całe ciało wrażenia, wewnętrzne i zewnętrzne, bolesne i przyjemne, pożądane i niepożądane etc. Te wrażenia nie są bynajmniej zdominowane przez dychotomie, pojawiają się równocześnie, zmieniają, splatają. Biorąc pod uwagę rozpiętość doznań uznawanych przez nas za wrażenia dotykowe, podział na pięć zmysłów, do którego jesteśmy przyzwyczajeni od czasów Arystotelesa, okazuje się zawodzić. Idea rozszerzenia naszego sensorium o dodatkowe zmysły, nie mówiąc już o połączeniu ich w mniej lub bardziej nieoczywiste relacje – dobrym przykładem będzie tutaj synestezja – wydaje się z tradycyjnej perspektywy cokolwiek przerażająca. Powód? Ciało zamknięte w klatce pięciu zmysłów okazuje się nagle nieoswojone, obce, nieznane. Rozrasta się, przepoczwarza, zaczyna przypominać hydrę lernejską lub niedającą się uchwycić kostkę mydła. Potwora przeciwstawiającego się kulturze lub przedmiot nie do złapania.
*
W języku polskim powstało niewiele tekstów o dotyku. Jednym z nich jest esej Dotknięcie świata z tomu Błony umysłuJolanty Brach-Czainy, rozpoczynający się istotnym pytaniem: „Co w dotyku jest tak niewłaściwego i podejrzanego, że nasza kultura nie puszcza go przez próg?”. Autorka podaje wiele odpowiedzi, pośród nich – związek z seksualnością, zwierzęcość i przyziemność tego zmysłu, wyraźny konflikt między „dotknięciami a słowami” – najciekawsza jest ta dotycząca oczywistości dotyku. Oczywistość polega tutaj na ścisłej łączności dotyku z…