Fragmenty wykładu opublikowanego w książce „Nowy prawicowy radykalizm”.
O kryzysie demokracji
Często słyszy się, zwłaszcza w odniesieniu do kategorii typu „wieczne nieuki” i innych tego rodzaju frazesów powtarzanych dla uspokojenia sumienia, że na dnie każdego demokratycznego społeczeństwa istnieje coś na kształt osadu nieuków czy głupców, nazywany w Ameryce lunatic fringe. W tym przekonaniu tkwi pewien typ kwietyzmu, którym pocieszają się mieszczanie, jeśli tylko się im go podsunie. Wydaje mi się, że można to skomentować tylko w jeden sposób: w każdej tak zwanej demokracji na świecie podobne zjawisko występuje w różnym nasileniu, ale świadczy ono jedynie o tym, że w sensie społeczno-ekonomicznym nie wykształciła się dzisiaj ani jedna rzeczywista demokracja. Te tak zwane demokracje są nimi wyłącznie formalnie. I w tym sensie ruchy faszystowskie można by określić mianem ran czy też blizn demokracji, która do dzisiaj nie była w stanie zadośćuczynić własnemu pojęciu.
O nienawiści radykałów do inteligencji
Wiadomo, że najbardziej znienawidzeni są intelektualiści, niczym bête noire, zwłaszcza póki nie można być otwarcie antysemitą i póki nie można zabijać Żydów, co przecież już miało miejsce. Określenie „lewicowy intelektualista” jest również jednym z tych słów-straszaków. Negatywne konotacje odnoszą się tu przede wszystkim do niemieckiej nieufności wobec każdego, o kim się uważa, że nie ma żadnego stołka, żadnej stałej pozycji, wiedzie życie waganta, że jest Luftmensch, „ma głowę w chmurach”, jak to się łatka „lewicowego intelektualisty” niegdyś mówiło w Polsce. Kto nie ma swojego miejsca w podziale pracy, zatem także swoim zawodem nie…