Subskrybuj
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.

Akrobaci już tu nie mieszkają

Przyszli, gdy przestało padać, jakoś po jedenastej. Obaj w naciągniętych na głowę kapturach, nieśli podłużny tłumok i gdyby nie pora, miałabym pewnie kryminalne skojarzenia. Rozwinęli go, zarzucili, a potem ten nieco wyższy odsunął się kilka kroków, oparł o ściankę garażu, wyciągnął z kieszeni smartfon i zaczął pykać, gestem ponaglając tego niższego.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że mam pod blokiem trzepak. Ten najprostszy, prostokątny, bez udziwnień: dwie pionowe rurki, na wysokości dwóch metrów łącząca je poprzeczka, obok zespawany z prętów niski stolik do odkładania dywanów.

Mieszkam na tym osiedlu niecały rok, ale dopiero tamtego dnia zobaczyłam całą tę sekwencję, tak typowy kiedyś układ: zakręt – śmietnik – trzepak – drzewo – garaże. Jeszcze nie wiedziałam, co mi w tym obrazku nie pasuje, dopiero po chwili zrozumiałam: na oko dwunastoletni dzieciak używał trzepaka w celu zgodnym z przeznaczeniem. Dodatkowo ktoś chyba odpiłował środkową poprzeczkę.

W poł. lat 70. XX w. fotoreporterka Anna Musiałówna sfotografowała warszawskie osiedle Za Żelazną Bramą. Reportaż ukazał się w piśmie „ITD” pod tytułem Betonowa Pustynia. Na zdjęciach widać ogromne corbusierowskie osiedle w centrum stolicy, wysoką zabudowę, oddalone od siebie budynki, a pomiędzy nimi przestrzeń wspólną typu puszta. Sucha ziemia, trochę piachu, plac zabaw zaaranżowany z betonowych kręgów. I trzepak, stosownie do tytułu materiału częściowo betonowy: w dwie masywne bryły kompozytu wetknięto dwie poprzeczki, na których sterczy grupa dzieci. Obok kłuje w oczy namalowane farbą ogłoszenie: „GODZINY TRZEPANIA 8–11, 16–20”. Kilkanaście lat później, na innym mazowieckim osiedlu, podeszłam do klasycznego stalowego trzepaka, zrobiłam fikołka w przód, a potem podciągnęłam się na rękach. Ktoś się przesunął, żebym mogła usiąść na środkowej barierce, i tak zostałam akrobatką z miejscem zameldowania na trzepaku. Pozostali lokatorzy byli mniej więcej stali, z rzadka tylko ktoś stawiał na wynajem krótkoterminowy. Od rana do późnego wieczora, w miejscu kompletnie abstrakcyjnym, pomiędzy komórkami i zakrytym betonowymi płytami rowem, urządzaliśmy igrzyska olimpijskie w akrobatyce, wymyślaliśmy nowe metody wspinaczki, spiskowaliśmy i jedliśmy słonecznik. Albo po prostu gapiliśmy się na niebo. ###banner### Nieopodal zarastała zielskiem piaskownica, ale nawet nie patrzyliśmy w tamtą stronę. Trzepak to był świat, to była kraina do góry nogami, w której nie działała grawitacja. To był nasz dystrykt trzy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Którędy do snu?