Liryzm buntu
Możliwe, że jestem ostatnią czytelniczką na świecie, która trzyma pod ręką ogromny papierowy Słownik języka polskiego PWN; kiedy czytam wiersze, często sprawdzam w nim znajome słowa, żeby na nowo odsłonić ich dziwność. Na przykład „kłąb” to: „coś poplątanego, mającego kulisty kształt, skłębiona masa, splot”, ale też, „u dużych ssaków: wypukłość między karkiem a grzbietem, utworzona przez wyrostki kolczyste pierwszych kręgów piersiowych”. Wysokość w kłębie to „wysokość zwierzęcia mierzona od początku kończyn przednich do szczytu kłębu”. Takie otwarcie umieszcza w centrum obrazu ciało: jest to ciało ssacze, zwierzęce, dopiero potem ludzkie. Ciało zwinięte w kłąb (kłębek) – bezbronne i kruche. ###banner### Początek wiersza decyduje o nastroju całości, skulone ciało sugeruje smutek i bezsilność. „Wzrost” kontrastuje z taką pozą, bo kojarzy się z pozycją wyprostowaną – ze zdrowiem i siłą. Pytanie z drugiego wersu – „Ile byś mi dała?” – może odnosić się właśnie do wzrostu, ale nie musi. Oderwane od kontekstu, uruchamia głębsze i bardziej fundamentalne znaczenia: „ile byś mi dała?” Co byś mi dała? Jak wiele z samej siebie byś mi dała? Innymi słowy: ile jestem dla ciebie wart? Ile jestem wart? Ile można za mnie zapłacić? Język uczuć zazębia się z językiem ekonomii – takie czasy. Poezja Podlaskiego często wybija to na pierwszy plan i nie jest w tym odosobniona – nowa poezja często mierzy się z metajęzykiem neoliberalnej ekonomii. Między innymi na tym polega jej polityczność, polityczność nieoddzielna od intymności. Debiutancki tom Podlaskiego, trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa, krąży wokół tego splotu, sięgając po język rozpięty między liryzmem a wulgarnością: „to jest siódma pieczeń owieczki na pachwinie apokalipsy to jest kobieta z wężem na nadgarstku chcę jej nogi ręce pachwiny zajrzeć pod sukienkę włosy śpiewałem żeby zagłuszyć ale zaczęło być głośniej krzyczało zerżnij możesz bo jest cała twoja ciało twoje żebro twoje tak zarządził pan bóg który jest wirusem nuklearną bronią…