Subskrybuj
Pisarka, poetka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała sześć tomów wierszy, dwa zbiory opowiadań i dwie powieści, w tym nominowaną do nagrody Nike Nieważkość. Jest popularyzatorką ekopoetyki i członkinią ASLE (Association for the...

Jeż na autostradzie: Joanna Bociąg

Są poeci jak Whitman czy Ginsberg, którzy upodobali sobie długie, melodyjne frazy, zdania przelewające się z wersu do wersu, ograniczone tylko możliwościami ludzkiego oddechu, piętrzące obrazy, wciągające swoich czytelników w ekstatyczne ciągi skojarzeń, jakby pisali pod dyktando jakiejś potężnej siły – np. pragnienia. I są tacy, którzy układają słowa oszczędnie, wysuwając na pierwszy plan nie brzmienie, lecz wygląd wiersza na stronie. Żadna z tych skłonności nie jest w moim odczuciu lepsza ani gorsza od drugiej, odnotowuję tylko, iż te dwa impulsy – brzmieniowy i wizualny – istnieją (w obrębie wiersza wolnego) i rozwijają się w różne poetyki.

Mistrzem drugiej z tych tendencji jest w poezji amerykańskiej William Carlos Williams, autor wersów składających się nieraz z pojedynczego słowa, jak w słynnym wierszu Czerwona taczka, gdzie cała linijka dostała się przyimkowi „upon” („od”). Nieprzypadkowo przywołuję Williamsa. W debiutanckim tomie Joanny Bociąg Boję się o ostatnią kobietę (Dom Literatury w Łodzi, 2020) pojawiają się parafrazy dwóch wierszy Williamsa (This is just to saySpring), a i w innych tekstach z tej książki udaje się dostrzec charakterystyczną imagistyczną frazę. Bociąg jest bardzo oszczędna, miejscami minimalistyczna, co dobrze służy surowemu przekazowi tej poezji: jej podstawowym tematem jest przemoc przenikająca tzw. cywilizowane życie, w którym odgrywamy przygotowane dla nas role kobiet i mężczyzn. Mój ulubiony wiersz z Boję się nosi tytuł cykoria podróżnik. Mam wielki sentyment do tej pospolitej rośliny, chętnie pojawiającej się przy drogach i wszędzie tam, gdzie pejzaż jest nijaki – ani dziki, ani zagospodarowany. Piękna jest jej nazwa i piękne, choć nieszczególnie cenione, jej błękitne kwiaty. Bociąg kładzie te byle jakie rośliny obok ciała Oksany Szaczko, jednej z założycielek Femenu. Szaczko była wielokrotnie zatrzymywana (ponad rok życia spędziła w aresztach), doświadczała przemocy i gróźb, zginęła w tajemniczych okolicznościach w Paryżu w lipcu 2018 r., prawdopodobnie śmiercią samobójczą. To wszystko wiemy skądinąd, w wierszu widzimy tylko nagie ciało przedwcześnie zmarłej kobiety („skandal” Femenu polegał m.in. na pokazywaniu kobiecej nagości):

„zielsko to nie roślina

ryba nie zwierzę

krągłe piersi Oksany Szaczko

jakie kwiaty płożą się
na jej

sztywnym ciele

kto rzuca pierwszy

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Z czego się śmiejemy