Subskrybuj
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...

Z cegły

Beton jest o wiele bardziej nieprzewidywalny niż cegła. Można z niego odlać wszystko, wszędzie i w każdej skali. Nie wiadomo więc, czego się po nim spodziewać.

Tylko że ja nie mogę znaleźć pana rezerwacji – mówi i uśmiecha się zakłopotana.

Gdyby to było wczoraj, może bym się tym nawet przejął, ale ja właśnie wyjeżdżam – wyspałem się tu, zjadłem śniadanie, ruszam dalej w drogę. Tylko jeszcze muszę zapłacić, wziąć fakturę za pobyt.

– Proszę przeliterować nazwisko.

Stukot plastikowych klawiszy. Nie ma.

– A może ma pan gdzieś numer tej rezerwacji?

Teraz ja stukam w telefon, jeszcze chwila i już śmieję się sam z siebie. To nie ten pensjonat. Przejechałem wczoraj sto kilometrów pod wiatr, dotarłem wieczorem, ledwo żywy. Ciemno już było. Pomyliłem ulice. Powiedziałem w recepcji, że mam tu rezerwację, dali mi klucz, formalności jutro. Śmiejemy się z tego.

–  Moja strata – mówię.

–  Raczej korzyść  – dodaje ona całkiem poważnie. – Nasz budynek jest naprawdę z cegły. Tamten jest nią tylko obłożony.

Tego to się nie spodziewałem. Z drugiej strony od dwóch lat jeżdżę po tej ceglanej krainie. W końcu musiałem trafić na kogoś, kto cegłę wyznaje. Może nawet zdarzyło się to dość późno.

Na Ziemiach Zachodnich i Północnych cegła jest takim samym budulcem krajobrazu jak wzgórza, jeziora, rzeki i lasy.

Czasami mam wręcz wrażenie, że umiem przewidzieć, co zaraz zobaczę za zakrętem. Gdy jadę w dół brukowaną drogą gdzieś za Bydgoszczą albo pod Świdwinem, albo między Olsztynem a Olsztynkiem, to czuję, niemal wiem, że za chwilę zobaczę mostek, a potem droga skręci ostro w prawo, opowiadając rzeźbę terenu. I w tym zaklęśnięciu będzie stał czerwony, ceglany dom.

Zaczęli od wykopania wielkiej dziury w ziemi. Pisząc: wielka, mam na myśli: przeogromna. Tydzień po tygodniu, przy okazji regularnych wypadów po pieczywo zerkałem przez okienko dla ciekawskich umieszczone w jednym z segmentów ogrodzenia, by zobaczyć, jaki postęp uczyniły gigantyczne maszyny – pisze Mark Miodownik w jednym z esejów zawartych w książce W rzeczy samej. – Tym, co wydobywały, była glina – materiał nanoszony przez Tamizę od tysięcy lat. Ta sama gęsta glina, z której wypalano cegły do budowy domów i magazynów tworzących miejską tkankę Londynu”.

###banner###

Dziura w ziemi, którą podglądał Miodownik, to wykop fundamentowy pod budowę nowej (w tamtym czasie) ikony Londynu –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Przyjemność w czasie niepokoju