W najnowszym wydaniu „Tygodnika” ukazał się obszerny wywiad z naszą redaktorką naczelną. W wielowątkowej rozmowie Dominika Kozłowska dzieli się z czytelnikami osobistymi doświadczeniami odkrywania chrześcijaństwa, ale też kościelnymi rozczarowaniami.
„W chrześcijaństwie zawsze najciekawsze było to, co się działo na jego obrzeżach. Kościół wymaga wiary podporządkowanej nauczaniu instytucjonalnemu. Wiary, która zawiera w sobie aprobatę dla zinstytucjonalizowanego sposobu dostępu do sakramentów, kontaktu z Bogiem. Z wiary subiektywnej Kościół nie odnosi żadnej korzyści” – mówi Kozłowska, ukazując ograniczenia instytucji.
Jej zdaniem kluczowym wymiarem wiary jest osobista relacja z Chrystusem i z innymi ludźmi, zaś problemu Kościoła dopatruje się w utracie kontaktu z człowiekiem. Widać to zwłaszcza w stosunku do nauki, co przejawia się np. w odniesieniu do osób o odmiennych orientacjach seksualnych. „Nauczanie Kościoła za tym nie nadąża” – twierdzi redaktorka naczelna Miesięcznika.
Bunt wobec Kościoła
Pytana o pozytywny bunt wobec Kościoła, odpowiada, że „przyszłe pokolenia zarzucą nam, że byliśmy nie dość radykalni”.
„Potencjał buntu społecznego jest cały czas nie dość uruchomiony w naszym społeczeństwie, a na pewno nie dość uruchomiony w Kościele. Ważne, aby zrozumieć, po co nam bunt. On wyzwala energię społeczną, która przełamuje milczenie, wydobywa na powierzchnię ukryte problemy, nadużycia, przemoc” – twierdzi Kozłowska. Uważa, że doświadczenia zranionych mogą stać się początkiem nowej społecznej solidarności, która wypływa z niezgody na biedę bliźniego.