Subskrybuj
Pisarka, poetka, tłumaczka, wykładowczyni w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała sześć tomów wierszy, dwa zbiory opowiadań i dwie powieści, w tym nominowaną do nagrody Nike Nieważkość. Jest popularyzatorką ekopoetyki i członkinią ASLE (Association for the...

Jeż na autostradzie: Edward Pasewicz

Umarł ojciec. Pustka, która po nim zostaje, wypełnia się od razu nowymi treściami, bo choć prawdą jest, że „forma jest pustką”, to jednocześnie i równie nieuchronnie „pustka jest formą”. Tornado obrazuje ten wgląd.

Czasem tornado zdarza się i w Polsce, choć u nas mówi się raczej „trąba powietrzna”. Zwykle przyjmuje postać leja kondensacyjnego, węższym końcem dotykającego ziemi, szerszym – podstawy cumulonimbusa, czyli gęstej, utworzonej przez wznoszące prądy powietrza chmury, przyjmującej niekiedy kształt wieży. Tym, co widzimy przy ziemi, są pyły, odłamki, jakieś porwane przez zawirowania skrawki materii. Samo tornado (od hiszp. tornar, „kręcić się”) jest tylko ruchem, energią lepiącą swój kształt z tego, co się akurat nawinie. Choć widząc trąbę powietrzną, bez trudu poznamy, czym jest, jej postać zmienia się z sekundy na sekundę – jest pusta, nietrwała, pozbawiona esencjalnej natury. To samo można powiedzieć o wszystkim, co istnieje, choć w przypadku form bardziej substancjalnych łatwiej to przeoczyć. Mówimy, dajmy na to, „twardy jak kamień”, wyobrażając sobie, że kamień czy skała są wieczne. A jednak, jak pisał mistrz buddyjski Dōgen Zenji (1200–1253), „błękitne góry stale wędrują”. Dopóki człowiek tego nie zrozumie, nie zrozumie także własnego chodzenia po ziemi. Spośród współczesnych poetów wątek ten podejmuje m.in. Gary Snyder w jednej ze swoich najpiękniejszych książek: No Nature (Żadnej natury). Ani u Dōgena, ani u Snydera nie ma nawet szczypty mistycyzmu – obaj odnoszą się do dynamizmu planety, gdzie toczy się nasze życie, podlegające, jak wszystko inne, prawom kosmosu, z których pierwsze i zasadnicze brzmi: wszystko się zmienia. Aluzje do myślenia buddyjskiego pojawiają się u Edwarda Pasewicza od znakomitej debiutanckiej Dolnej Wildy (2001).

Tornadoobfituje w określenia nawiązujące do nietrwałości: „trumna z mgły”, „parowanie”, „skraplanie”, „senny koncept”, „popiół”. Domyślamy się dymu z papierosa i z tego drugiego, ostatecznego ognia, o którym mowa w końcówce. Umarł ojciec. Myśli „skraplają się” tak, jak skrapla się para wodna podczas procesów meteorologicznych prowadzących do powstawania chmur, tworzą wieniec; ten, który myślał, wyparowuje. Kształt powołany do życia w tym obrazie przywodzi na myśl grzyb atomowy (stąd Nagasaki). Tornado i wybuch bomby…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Moje duchowe miejsce