Odnoszę wrażenie, że słowo „trauma” zadomowiło się w języku codziennym. Z jednej strony używamy go, gdy mówimy, że coś było dla nas trudne, czegoś się boimy, np. młodzi ludzie często opowiadają, że szkoła wywołała w nich traumę. Z drugiej strony trauma powróciła ze zdwojoną siłą, gdy rozpoczęła się wojna w Ukrainie, a do Polski przybyły miliony uchodźców i uchodźczyń, o których niejednokrotnie mówiło się, że są straumatyzowani. Czy przypadkiem nie nadużywamy dziś tego słowa?
Często trauma mylona jest z trudnym doświadczeniem. Jeśli podaje Pani przykład kogoś, kto miał ciężkie przejścia w szkole i opisuje je za pomocą słowa „traumatyczne”, to zakładamy, że dla tej osoby doświadczenie to miało bardzo poważne konsekwencje.
Czy kluczowe są tylko te poważne konsekwencje?
Aby przybliżyć rozumienie traumy, odwołam się do definicji, którą podaję za psychoanalityczką Rosmarie Barwinski Fäh. Badaczka mówi, że trauma psychiczna to zarówno gwałtowne, zagrażające życiu lub zdrowiu wydarzenie, jak i subiektywny sposób jego doświadczania. Ten subiektywny aspekt odpowiadałby przykładowi z trudnymi przeżyciami w szkole. Jednak następna część definicji wskazuje na długotrwałe skutki traumy prowadzące do zaburzeń z nią związanych, w tym do załamania dotychczas obowiązujących strategii adaptacyjnych i obronnych w reakcji na stres. Dopiero gdy zawiodą wszystkie nasze sposoby radzenia sobie ze stresem, możemy mówić o zdarzeniu czy doświadczeniu traumatycznym.
Jakie przeżycia zatem najczęściej mogą wywoływać traumę?
Wyróżniamy traumę egzystencjalną, nazywaną przez Henry’ego Krystala traumą pierwszego stopnia, do której należy przeżycie wojny, katastrofy naturalnej, wypadku. W tym kontekście chodzi zarówno o bycie uczestnikiem tego wydarzenia, jak i jego świadkiem. Przykładowo: u ratownika medycznego bycie świadkiem wypadku drogowego może mieć niekiedy charakter doświadczenia traumatycznego, jest to wtedy tzw. trauma wtórna albo zastępcza.
A jaka byłaby trauma drugiego stopnia?
To trauma relacyjna, czyli taka, jaka się wydarza najczęściej w rodzinie. Jeśli dotyczy dzieci, mówimy o traumie rozwojowej. Ma charakter chroniczny i wiąże się z różnymi formami przemocy – m.in. wykorzystaniem seksualnym. Wyróżniamy też traumę relacyjną o charakterze ukrytym, np. przez kulturę i wychowanie. Moim zdaniem jej przykładem jest destrukcyjna parentyfikacja, czyli odwrócenie ról w rodzinie, gdy dzieci przejmują obowiązki rodziców i zajmują się ich potrzebami, a same są zaniedbane emocjonalnie.
A co z traumą transgeneracyjną?
Polega na przekazywaniu reakcji na doświadczenia traumatyczne, w tym przede wszystkim sposobów radzenia sobie z nimi, z pokolenia na pokolenie. Najwięcej badań dotyczących traumy transgeneracyjnej prowadzono w odniesieniu do ocalałych z Holokaustu. Natomiast teraz w USA przeprowadza się coraz więcej badań na temat amerykańskich Indian, a także Afroamerykanów. Te grupy spotykały się z przemocą i dyskryminacją, które rozbijały ich utrwalone sposoby myślenia i radzenia sobie ze stresem, nie pozwalały na pozbawione cierpienia, adekwatne funkcjonowanie w codzienności.
Jak można zidentyfikować doświadczenie traumatyczne? Czy istnieją objawy, które mogą wystąpić od razu, oraz takie, które mogą się pojawić dopiero po latach?
Spójrzmy na wojnę w Ukrainie. Najpierw mieliśmy do czynienia z ostrym stresem traumatycznym, który pojawiał się najczęściej przez pierwszy miesiąc, czasem trochę później. Występowały silne reakcje emocjonalne: czasem odrętwienie, czasem pobudzenie, to zależało od struktury psychicznej konkretnych osób. Później u osób mających za sobą takie przeżycia może rozwinąć się zaburzenie po stresie traumatycznym, czyli PTSD (post-traumatic stress disorder). Według klasyfikacji psychiatrycznej DSM-5 takie osoby mogą mieć: niespodziewane, natrętne wspomnienia traumatycznych wydarzeń, które mogą się pojawiać w snach, poczucie mieszania się przeszłości z teraźniejszością, silne i uporczywe wspomnienia w ekspozycji na sygnały przywołujące przebyte doświadczenia.
###banner###
Czy istnieją jeszcze jakieś inne objawy?
Charakterystyczne jest też unikanie pewnych myśli. Z jednej strony myśl wdziera się do psychiki jakby mimowolnie, a z drugiej – dana osoba próbuje się od niej oddzielać, unikać miejsc, rozmów, działań, uczuć, które są związane z traumatycznym wydarzeniem. Znam 60-letnią osobę pochodzenia żydowskiego, która mówiła mi, że na samą myśl o odwiedzeniu miejsc w Warszawie, gdzie znajdują się pozostałości muru getta, odczuwa ból w brzuchu. Ewidentnie doświadcza traumy transgeneracyjnej: ból części jej ciała pojawia się w miejsce potencjalnej rozpaczy i cierpienia związanych z podjęciem opłakiwania straty.
Jednak chyba najważniejszym objawem mającym przełożenie na relacje, czyli na to, jak osoby straumatyzowane wychowują swoje dzieci, są uporczywe, negatywne oceny siebie, innych i świata oraz przewaga negatywnych stanów emocjonalnych.
Wspomniała Pani o negatywnych myślach osób doświadczających traumy. Czy byłby zatem jakiś charakterystyczny język, którym się posługują?
Negatywne myśli mają związek z funkcjonowaniem poznawczym i sposobem działania. Wyniki badań pokazują związek zaburzenia po stresie traumatycznym z zaburzeniami osobowości borderline, czyli z pogranicza psychozy i nerwicy. Chodzi o rodzaj problematycznego funkcjonowania psychicznego, który bazuje m.in. na mechanizmie rozszczepienia (na świat dobry i zły), a także idealizacji i dewaluacji innych osób oraz relacji z nimi. Wyniki badań empirycznych ujawniają, że 30–50% osób z PTSD ma osobowość borderline.
Czy u uchodźców z Ukrainy możemy już mówić o wystąpieniu PTSD?
Nie mamy podstaw, by diagnozować te osoby w kierunku PTSD bez badania psychiatrycznego. Możemy obserwować ich reakcje, ich niepokój, omawiać negatywne stany, na które zwraca uwagę coraz więcej specjalistów zajmujących się uchodźcami. Izraelscy badacze, mający w tym zakresie duże doświadczenie, często mówią, że u jednostek zmagających się z traumą pojawia się postawa roszczeniowa. Ona nie jest wpisana w spektrum PTSD, ale wiąże się ze stresem, który przekracza możliwości radzenia sobie z trudną sytuacją.
Gdyby uchodźcy i uchodźczynie z Ukrainy zostali poddani badaniu, to pewnie spora ich grupa mogłaby mieć elementy charakterystyczne dla PTSD. Jednak to, że uciekające kobiety i dzieci dostały szybką pomoc w innym kraju, pozwoliło lepiej poradzić sobie w stresie. Hojne wsparcie Polaków sprawiło, że przestało być zagrożone życie i zdrowie uchodźców i uchodźczyń. W ciemnych barwach jednak widzę sytuację osób bezpośrednio uczestniczących w wojnie. Badania psychiatry Bessela van der Kolka wykazują, że u ok. 50% żołnierzy walczących na froncie może rozwinąć się PTSD. Kiedy wrócą do swoich rodzin i do swoich bliskich, to wniosą w tę przestrzeń swoje traumatyczne przeżycia.
Zespół stresu pourazowego dodano do klasyfikacji DSM dopiero w 1980 r. na podstawie badań prowadzonych wśród żołnierzy walczących w Wietnamie. Co te badania wykazały? Na czym polega ich przełomowość?
W latach 80. w odniesieniu do żołnierzy amerykańskich, którzy walczyli w Wietnamie, stworzono konstrukt PTSD. Dzisiaj rodzi on krytykę, ponieważ został wypracowany na użytek osób, które z punktu widzenia Wietnamczyków były sprawcami. Psychoanalityczka Wiola Rębecka-Davie, autorka książki Rape: A History of Shame. Diary of the Survivors (Gwałt. Historia wstydu. Wspomnienia ocalałych), uważa, że gwałt jest bronią wojenną. Na podstawie swoich badań stworzyła pojęcie war rape survivors syndrome, czyli syndrom ocalałej po gwałcie wojennym. Autorka pisze tak: „Ukułam ten termin po rozmowie z Jazydką, która była zniewolona i przez długi czas wykorzystywana jako seksualna niewolnica przez ISIS. Ona powiedziała mi, że chociaż rozumie, że cierpi na PTSD, to absolutnie nie chce mieć z tym terminem nic wspólnego, bo tym samym terminem opisuje się zarówno osoby, które zostały zgwałcone, jak i żołnierzy, którzy gwałcą”. Tak więc podejście do konstruktu PTSD obecnie jest na etapie weryfikacji.
Wojna w Ukrainie obudziła także silne emocje wśród Polaków. Wielu ludzi pamięta przecież II wojnę światową. Z czym mogą mierzyć się teraz te osoby, którym powtarzano, że już nigdy więcej nie doświadczą wojny?
Zacznę od konkretnego przykładu. Mam 90-letnią ciocię, która jako dziewczynka przeżyła powstanie warszawskie. Gdy zawyły syreny w Polsce na początku wojny na Ukrainie, to przez kilka godzin płakała. Mimo pomocy rodziny nie potrafiła się uspokoić.
To zresztą bardzo ciekawe, bo jak podkreśla van der Kolk, osoby straumatyzowane koi się tak jak dziecko, przerażeni dorośli reagują na te same pocieszajki co dzieci: łagodny dotyk, kołysanie, zapewnienie, że ktoś się wszystkim zajmie i że można bezpiecznie zasnąć.
Moja ciocia po tym czasie wielkiego pobudzenia, kiedy była przytulana przez najbliższych, usnęła i dopiero to przyniosło jej spokój. Nie wydaje mi się, żeby miała rozwinięte PTSD, natomiast w jej przypadku była to po prostu ostra sytuacyjna reakcja na dźwięk syreny, przywołujący wspomnienia wojenne.
A co na temat doświadczeń tych osób mówią badania?
Badania pokazują, że w populacji ogólnej na Zachodzie poziom PTSD wynosi średnio ok. 5%. Natomiast w Polsce w 2008 r. były prowadzone ważne badania psycholog Mai Lis-Turlejskiej z zespołem na osobach, które przeżyły wojnę jako dzieci. Wykazały one, że 55,6% polskich Żydów deklarowało symptomy PTSD, a wśród etnicznych Polaków ten wskaźnik wyniósł 30,9%. Badania z 2012 r. mówią, że u osób młodszych, należących do tzw. drugiego pokolenia, wynosi on ciągle ponad 20%.
Jak radzi sobie najmłodsze pokolenie?
Badania Małgorzaty Dragan w grupie studentów pokazują, że spośród 509 osób aż 11,4% wykazywało cechy świadczące o występowaniu PTSD. Generalnie jesteśmy bardzo straumatyzowaną populacją i w związku z tym konfrontacja z wojną za granicą i lękiem przed tym, że ona przeniesie się do nas, uaktualnia doświadczenia naszych przodków przekazywane międzypokoleniowo.
Jaki bagaż emocjonalny wiąże się z tym przekazem? Często mówi się o dwóch skrajnych schematach: albo byciu nadopiekuńczym, albo o wspomnianej już parentyfikacji. Bardzo dobrze pokazuje to książka Oskarżam Auschwitz Mikołaja Grynberga, gdzie dzieci osób, które przeżyły obóz koncentracyjny, opowiadają albo o rodzicach nadmiernie troskliwych, albo o tych, którzy milczą i trzeba się nimi opiekować. Mogłaby Pani przybliżyć te dwa schematy?
Straumatyzowany rodzic w relacji z dzieckiem nie jest zdolny do pełnienia funkcji rodzicielskiej w zwykły sposób. Nie stanowi bowiem bezpiecznej bazy w rozumieniu autora teorii więzi psychicznej Johna Bowlby’ego. Każdy stres, napięcie, zdenerwowanie dziecka aktywują w nim jego własne trudne doświadczenia. Widzi w dziecku obcego, który bardziej czegoś żąda lub czegoś chce, niż osobę, z którą relacja daje przyjemność.
Przyjemność wiąże się z możliwością relaksu, a jeśli ktoś jest cały czas czujny, gdy, jak to określiła psychoterapeutka Joanna Chmarzyńska-Golińska, niczym surykatka stoi na kopczyku i bacznie obserwuje, czy nie pojawia się niebezpieczeństwo, to nie odczuwa radości w relacji z dzieckiem, w tym relacji cielesnej. W takiej sytuacji potrzeby dziecka uruchamiają w rodzicu jego niespełnione pragnienia.
Książka Oskarżam Auschwitz jest istotna, bo pokazuje również elementy relacyjnej traumy utajonej, czyli taką sytuację, gdy rodzic jest na tyle niewydolny, że dziecko myli mu się z własnym rodzicem, który nie był w stanie się nim zaopiekować. Oczekuje zatem od niego troski i wsparcia. Mniejszy problem mamy wtedy, gdy to jest wsparcie instrumentalne, czyli gdy np. dziecko ma sprzątać, gorzej, gdy konieczna jest opieka emocjonalna. Taki rodzic może albo przylegać do dziecka, albo je zaniedbywać.
Miałam okazję napisać wstęp do książki Marii Buko Pogłosy składającej się z wywiadów z etnicznymi Polakami, drugim pokoleniem, czyli dziećmi osób, które były w niemieckich obozach koncentracyjnych. Tam pojawiły się jeszcze inne wzorce radzenia sobie z traumą u drugiego pokolenia – szczególny rodzaj zamrożenia, agresywność i unikanie konfrontacji z trudnym tematem. Dla tych dzieci i ich rozwoju kluczowe było to, czy poza osobą straumatyzowaną w rodzinie był jeszcze ktoś bez tego rodzaju doświadczeń. Bo jeśli oprócz mamy, która przeżyła horror w obozie, w rodzinie jest też ciotka albo niania z nieobciążoną psychiką, to dziecko właśnie od niej może dostać bezcenne wsparcie.
Czy może Pani przytoczyć historię ilustrującą te wzorce relacyjne?
W Pogłosach wypowiada się rodzeństwo: Bogna i Michał. Bogna poza mamą często przebywała z babcią, która była osobą niedostępną, a Michał z ciotką – chodzącą dobrocią. I jak się rozwinęły ich wzorce radzenia sobie? Bogna powiedziała, że ona w ogóle nie chce się zajmować wojną, nie ma zamiaru o niej myśleć, stwierdziła, że „jej życie jest gdzie indziej”. Natomiast Michał jeździł do Ravensbrück na spotkania drugiego i kolejnych pokoleń. Był zaciekawiony przepracowaniem traumatycznej historii swojej rodziny i próbował zrozumieć zachowania potomków sprawców.
Przekazywanie schematów destrukcyjnych zachowań sięga także do kolejnych pokoleń. Moje pokolenie dzisiaj trafia do gabinetów psychoterapeutycznych i odkrywa, jak bardzo na ich życie wpływa historia rodzinna. Czy może być tak, że problemy ze zdrowiem psychicznym, z którymi zmagają się moi rówieśnicy, wynikają z nieprzepracowanej traumy ich dziadków czy pradziadków?
Absolutnie tak. Opisywaniem przekazu transgeneracyjnego zajmuje się m.in. neuronauka, która bada procesy zachodzące w mózgu. Na przykład Amerykanie po wojnie w Wietnamie w kontekście stresu pourazowego sprawdzali,…